Bez słowa

Futurystyczny Berlin. To tutaj przybywa amisz Leo – pozbawiony głosu barman, spotykającym się z niebieskowłosą Naadirah, pracującej w tej samej knajpie. Ale pewnego dnia kobieta znika, a nasz niemy protagonista wyrusza na jej poszukiwania. Tylko, że miasto nie jest przyjazne, a Leo jest technologicznym analfabetą, co na pewno nie pomaga.

bez_slowa1

Kolejne dzieło Netflixa, który daje twórcą dużą swobodę oraz dużo kasy na realizację swoich projektów. Tym razem dołączył do nich Duncan Jones, odpowiedzialny choćby za świetny „Moon”, a „Bez słów” to próba zrobienia własnej historii w cyberpunkowym duchu znanym z „Blade Runnera” czy nowego „Ghost in the Shell”. Cała historia toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy niemego Leo, z drugiej mamy amerykańskiego dezertera, Cactusa Billa, który pracuje jako chirurg w półświatku, chcącego się wyrwać z Berlina. Wszystko to się splata w finale, ale po drodze będzie dość różnie. Film wizualnie potrafi zachwycić i przypomina to, co w cyberpunkowej klasyce znamy, jednak całość ma taki noirowy klimat. Czyli jest wiele tajemnic, brudnych układów, zagadek. Tylko, ze cała intryga związana z Leo zwyczajnie nudziła, kompletnie nie angażując. Powoli (zbyt) odkrywamy elementy układanki, ale to wszystko wydaje się bardzo mechaniczne, a zarówno Leo, jak i ta dziewczyna kompletnie mnie nie obchodziły. Znacznie ciekawszy oraz bardziej angażujący jest wątek związany z wojskowym, gdzie mamy sporo humoru oraz silniejszą motywację. No i te zajebiste wąsy, których nie da się zapomnieć, a partnerujący mu kumpel Duck ma też swoją niepokojącą tajemnicę.

bez_slowa2

Podoba mi się to, że ci bohaterowie nie są (poza Leo) jednowymiarowi. Audio-wizualnie też to wygląda porządnie, wręcz nawet ładnie, muzyka odpowiednio buduje nastrój, jednak środek historii się rozłazi, a nadmiar wątków pobocznych budzi poczucie niedosytu. Tak samo aktorsko się nie broni do końca. Zawodzi Alexander Skarsgaard w roli niemowy Leo, bo mimo kilku ciekawych scen, pozostawał kompletnie obojętny. Ale całość kradnie fantastyczny Paul Rudd, mający wiele luzu, troszkę chamskich pyskówek oraz grający na kontraście Justin Theroux (Duck) mocno zapadają w pamięć.

bez_slowa3

„Bez słów” nie zmieni stosunku widzów wobec Netflixa, który próbuje zdobyć uwagę kinomanów. Niby ambitne SF, ale wizualnie bardzo puste w środku, co strasznie boli.

5/10

Radosław Ostrowski

Wyznania nastolatki

San Francisco, lata 70. To w tych czasach przyszło żyć Minnie Goetse – 15-latce, mieszkającej z matką i siostrą. I jak każda nastolatka, przechodzi okres dojrzewania i odkrywania swojej seksualności, a dokładniej pierwszej miłości. Dziewczyna, marząca o karierze rysowniczki, zakochuje się – to dobrze. Ale obiektem jej miłości jest chłopak jej matki Monroe – to mniej dobrze.

wyznania_nastolatki1

Filmy o dojrzewaniu to spora półka produkcji i temat w zasadzie trudny, gdyż jest on niemal do bólu ograny. Podobnie wydaje się sprawa z debiutem Marielle Heller, jednak reżyserka znalazła pewien klucz do tej pozornej opowieści o wchodzeniu w dojrzałość. Nie popada ani w przesadny romantyzm, ani w brutalne zderzenie z rzeczywistością, zakończone wykluczeniem czy odrzuceniem reszty otoczenia. Uderza z jednej strony subtelność w pokazaniu pierwszego zauroczenia i szukania swojego miejsca, z drugiej dość otwarte podejście w sprawach seksu, pokazując go bez pruderii, ale i bez wulgarności – to jest prawdziwy wyczyn.

wyznania_nastolatki2

Wszystko to jest pokazane z perspektywy Minnie i ubrane w formę pamiętnika, gdzie nasza bohaterka głosem z offu opowiada. Wplecione są tutaj komiksowe ilustracje, pokazane w odrobinę surrealistycznym stylu i dodając odrobiny humoru. Dzięki temu łatwiej mi było wejść w ten świat i polubić Minnie – troszkę ekscentryczną dziewczynę, która tak naprawdę szuka tego, czego każdy człowiek: szczęścia. Wszystkie zdarzenia kształtują ją i zmieniają. Plusem jest też odtworzenie klimatu lat 70. – magnetofon z kasetami, plakaty pod łóżkiem, ubrania i muzyka z epoki, gdzie jeszcze czuć ducha hipisówki.

Całość ta nie byłaby wiarygodna, gdyby nie dobre aktorstwo. Pozytywnie mnie zaskoczyła Kirsten Wiig (matka), która pokazuje się wbrew komediowemu emploi oraz przystojny Alexander Sarsgaard (Monroe), którzy gubią się, bywają słabi i nieustannie walczą. Zwłaszcza Wiig, która nie ma stałej pracy, imprezuje i nie do końca radzi sobie jako matka. Ale i tak wszystko jest podporządkowane zjawiskowej Bel Powley. Minnie w jej wykonaniu to zakompleksiona dziewczyna, która powoli zaczyna dojrzewać i zmienia się w twardą, niezależną kobietę, świadomą swojej atrakcyjności, nie potrzebującej żadnego męskiego wsparcia. Bez niej tak naprawdę (i pewnej ręki Heller), to byłaby kolejna nastoletnia historia jakich tysiące.

wyznania_nastolatki3

„Wyznania nastolatki” to jedna z najciekawszych produkcji skierowana dla wchodzącego w okres nastoletni, podchodzący do ich problemów szczerze i bez moralizatorstwa, nuty fałszu. Ostatnim takim filmem dla mnie była „Moja łódź podwodna” Richarda Ayoade z 2010 roku, więc trochę czasu minęło. Czekam na następny film od pani Heller.

7,5/10

Radosław Ostrowski