Ari Pulkkinen – Trine 2

Trine_2_OST

Muzyka do gier komputerowych jest znacznie trudniejsza do zrealizowania niż do filmu. Dlaczego? Bo przy grze poświęcamy więcej czasu, także i więcej muzyki trzeba napisać. Chociaż z drugiej strony wystarczy powtórzyć dany temat w kółko. Technik jest wiele, ale ten rynek nadal się rozwija, czego dowodem jest wydanie płyt z soundtracków z gier. I o jednej takiej pracy chcę opowiedzieć.

Gra „Trine 2” to duchowa spadkobierczyni stary „The Lost Viking”, gdzie sterowało się trzema różnymi postaciami i trzeba było razem pokonywać poziomy, by dojść dalej. W grze firmy Frozenbite mechanika jest podobna, tylko że tutaj mamy rycerza, czarownika i złodziejkę, którzy muszą znów wyruszyć w niebezpieczną wyprawę. W tą platformówkę grało się naprawdę przyjemnie, wymagała odrobiny myślenia, miała piękną grafikę i budującą klimat baśniową muzykę.

ariOdpowiada za nią fiński kompozytor Ari Pulkkinen, który kojarzony jest głównie dzięki serii Angry Birds – taka śmieszna produkcja, gdzie akurat na muzykę mało kto zwraca uwagę. Wróćmy do Trójni, bo muzyka tutaj jest naprawdę śliczna i lekko baśniowa, zapowiada niezwykłą przygodę. Przewijają się tu flety, smyczki, harfa, tamburyn, cymbałki i lekkie elektroniczne dźwięki, które tworzą mieszankę delikatności i podniosłości, gdy trzeba. Czuć, ze czeka nas niezwykła przygoda. Ta baśniowość utrzymywana jest do samego końca i ta muzyka jest wtedy po prostu śliczna. Nie brakuje też bardziej dynamicznych utworów jak temat rycerza („The Mighty Warrior Pontius” oraz jego druga część – bębny i perkusja elektroniczna oraz harfa z domieszką elektroniki czy w akcji jak  „Goblins!”, gdzie mrocznie nabrzmiewa fagot ze smyczkami i perkusją czy „Snake, Oh It’s Snake!”, gdzie mocno marszowa perkusja towarzyszy dudom i smyczkom. Ale nie ma tutaj jakiegoś nudzenia czy monotonii. Nie zabrakło walca („Waltz of the Temple Forest Elves” z pięknym fletem oraz cymbałkami w tle), marszu („Mosslight Marsh” ze strunami, chorkiem, fletami i perkusją oraz bębenkami a’la James Horner) czy wokalizy w „The Last Court of Mushroom Caves”.

Nie przeszkadza też czas, bo prawie godzina najzupełniej wystarczy i mija naprawdę szybko. I mogę powiedzieć tyle, że jest to muzyka najzwyczajniej udana i że poza grą słucha się jej wybornie. Radzę koniecznie sięgnąć po ten tytuł (zarówno muzykę jak i grę).

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz