

O samy filmie już opowiedziałem, więc teraz skupię się na samej muzyce do „Wyboru Zofii”. Alan Pakula zazwyczaj do pisania muzyki w filmach zatrudniał Michaela Smalla. Ale tym razem reżyser wybrał doświadczonego i wysoko cenionego Marvina Hamlischa, zaś soundtrack z tego filmu został wydany przez Southern Cross już w 1984 roku i wznowiono w 2005 r.

Wydanie to zawiera 15 kompozycji, a całość trwa nieco ponad pół godziny. Niby niewiele, ale album zawiera wszystko, co zostało napisane. Sama muzyka pojawia się zazwyczaj w albo bardziej stonowanych scenach albo podczas pogodniejszych momentów. Zaś przez większy czas muzyka ta bazuje na temacie przewodnim nazwanym tu „Love Theme”. Zaczyna się on od delikatnego klarnetu, do którego potem dołącza flet i smyczki będące cały czas w tle, by w połowie role się odwróciły. Bardzo liryczna, wręcz błogi temat pojawia się w filmie wielokrotnie, a na płycie w wielu zmodyfikowanych aranżacjach („Emily Dickenson”, „End Credits” czy „Ample Make This Bed”). Może się to na dłuższą metę wydawać monotonne, ale z każdym odsłuchem ten temat zyskuje na sile. I to właśnie ta delikatność i liryzm są znakiem rozpoznawczym tej pracy. Ale poza tym tematem na płycie jest parę równie ciekawych ścieżek. Taką jest choćby temat Stingo, który pojawia się w „Train Ride to Brooklyn” (piękne smyczki, delikatna harfa oraz pojawiające się w połowie flet i fagot), a także w „Stingo; Polish Lullaby”, gdzie w połowie wybrzmiewa bardzo smutno flet. Te tematy stanowią największą siłę tej pracy.
Jest jeszcze trzeci temat, który pojawia się w „Aren’t All Women Like You” z równie pięknym fletem i pianinem, który jeszcze pojawi się m.in w „Nathan Returns” i „I’ll Never Leave You” (fortepian w połowie). Oprócz tych tematów pojawiają się pojedyncze kompozycje jak pogodne „Coney Island Fun” (fanfary, trąbki i smyczki z bębnem), utrzymany w tonacji walca „Southern Plantation” z banjo (wiadomo, Południe) czy bardzo elegancko brzmiące pianistyczne „Song Without Words”. Ale są też trochę melancholijne „Returning the Tray” rozpisane na fortepian i smyczek.
Jest to przede wszystkim muzyka bardzo liryczna i melodramatyczna, ale bardzo sprawdzająca się w filmie i budująca jego klimat. Owszem, może drażnić pewna powtarzalność i monotonia, ale to jest też jej wielką siłą. Śliczna muzyka, bez której nie wyobrażam sobie tego filmu.
8/10
Radosław Ostrowski
