Historia jak z bajki – był chłopak i dziewczyna, zakochali się i wzięli ślub. Ale potem skończyła się bajka i zaczyna się kryzys. Pojawiają się pytania – czy on/ona jest tym, z kim tak naprawdę chcę spędzić resztę życia? Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawia się przystojny kontrahent i jego była.

Komedia romantyczna jest gatunkiem teoretycznie prostym i nieskomplikowanym. Jednak tutaj reżyser postanowił pobawić się i wywrócić konwencję do góry nogami. Bo że coś z tym związkiem będzie nie tak, już widać w kościele (ksiądz zaniemówił). Ale tutaj wszyscy są bardziej lub mnie niedopasowani do siebie – nie tylko nasi bohaterowie, ale ich znajomi, teściowie, nawet terapeutka. Nie zabrakło szyderczego humoru, czasami balansującego na granicy dobrego smaku (kalambury), ale nigdy nie przekraczające. Tym bardziej zaskakujące, że reżyserem jest Dan Mazar, współscenarzysta „Borata” i „Bruna”. Humor mi się podobał, chociaż obrywa się trochę wszystkim i tak naprawdę nie do końca wiadomo komu kibicować. Drugą dość poważną wadą jest dość przewidywalne zakończenie.

Ale aktorzy robią wszystko, by uwiarygodnić te postacie i choć nie zaskakują swoim emploi, to jednak wypadają przekonująco. Rafe Spall nadal jest dużym dzieckiem, dla którego odpowiedzialność to odległe słowo, Rose Byrne jest porządną dziewuchą, zaś Simon „Mentalista” Baker jest przystojnym ciachem. Pewnym zaskoczeniem jest za to Anna Faris jako rudowłosa aktywistka i była dziewczyna naszego bohatera. Za to na drugim planie dominują dwoje aktorów: Minnie Driver (sarkastyczna Naomi) oraz Stephen Merchant (Danny – mistrz niewybrednego humoru).
Mimo powrotu schematu na normalne tory, film oglądało się dobrze, było zabawnie i nie bez refleksji. Dość nietypowa komedia romantyczna, za co należy pochwalić.
7/10
Radosław Ostrowski
