The National – Alligator

Alligator

Po wydaniu dwóch płyt i jednej EP-ki zespół The National jeszcze nie był zbyt popularny ani powszechnie znany. Na przełom trzeba było czekać następne dwa lata od premiery ostatniego longplaya. Wtedy to ukazał się „Alligator”.

Tym razem piosenek było 13 (w zasadzie 12, bo jeden był już na EP-ce), zaś produkcją zajął się stary znajomy zespołu Peter Katis razem z Paulem Mahajanem, który współpracowal m.in. z Yeah Yeah Yeahs. Zespól już wyrobil sobie, który już tylko szlifuje i udoskonala, zaś pojawiają się żeńskie chórki (Carin Besser i Nathalie Dessner), które przewijają się praktycznie przez cały czas (głownie w refrenach). Druga istotna rzecz to czas trwania piosenek, bo najdłuższa ma niecałe 5 minut. Poza tym po staremu – gitara, klawisze i sekcja rytmiczna. Ale w porównaniu do poprzedników ta płyta jest bardziej przebojowa, nawet jeśli piosenki są bardzo spokojne, to nie pozbawione są chwytliwych melodii jak w „Daughters of the SoHo Riots”, gdzie gitarze akustycznej towarzyszy bas, fortepian i perkusja. Swoje czasem dodaje elektronika (początek „Baby, We’ll Be Fine” z gitarą imitującą banjo i wplecionymi smyczkami pod koniec), czasem gitara elektryczna podgrywa do tańca („Friend of Mine” ze świetną perkusją i klawiszami), robi tylko za tło dla innych instrumentów (smutne solo skrzypiec i perkusja w „Val Jester”), czasem odezwie się trochę mocniej („All the Wine” czy trochę przypominający Editors „Abel” z szybszą perkusją i wokalem Petera Katisa). Nadal jest ten melancholijny klimat („The Geese of Beverly Hills” z klarnetem i smyczkami na początku), co jest zdecydowanie plusem.

Wokal nadal bardziej opanowany, ale jednak pełen emocji, zaś teksty są coraz lepsze i opowieści o smutnej miłości i rozstaniach są coraz ciekawsze i nie pozbawione chwytliwych fraz.

Ten album nie zawiera słabych momentów, a piosenki zawarte są tu przynajmniej bardzo dobre. Całość jest po prostu znakomita, tworząc jedną z najlepszych płyt w ogóle, a tego zespołu na pewno.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz