

Po świetnie przyjętej płycie „Sad Songs for Dirty Lovers”, zespół nie próżnował, jednak zamiast pełnowymiarowej płyty postanowił lekko odpocząć i wydał pierwszą w swoim dorobku EP-kę, która wyszła raptem po roku.
Utworów jest raptem siedem, z czego jeden koncertowy. Produkcją zajął się zarówno zespół, Nick Lloyd, Peter Katis i Padma Newsome. Czyli prawie sama stała ekipa, więc rewolucyjnych zmian być nie powinno. Styl zespołu i klimat pozostał w zasadzie niezmienny – mieszanka melancholii z gitarami, czasem mocnymi. Pojawiają się też znane z poprzednika smyczki i fortepian („All Dolled-Up in Straps”, „About Today”), delikatnie grająca gitara („Cherry Tree” z fajną perkusją, spokojnym początkiem i przyśpieszeniem pod koniec czy akustyczne „A Reasonable Man” z gościnnym wokalem Padmy Newsome), trochę mocniejszego uderzenia (koncertowe „Murder Me Rachael” ze świetnymi skrzypcami i perkusją). Rozrzut spory, ale w przypadku tego zespołu jest to absolutnie normalne. Słucha się tego więcej niż dobrze, choć to tylko EP-ka.
Wokal nadal jest bez zarzutu i trzyma fason, teksty też, więc radzę zapoznać się z tym minialbumem. Więcej tu nie ma się co rozwodzić.
8,5/10
