Opowieści o Śnieżce to było filmowanych wiele. Wydawałoby się, że już nic nie można nowego wymyślić w tej historii. Jednak pewien hiszpański reżyser Pablo Berger postanowił wnieść odrobinę świeżości tworzą niemą baśń o Śnieżce. Ale zaraz? Niemą? W XXI wieku? Ano tak. Po sukcesie francuskiego „Artysty”, który był hołdem dla niemego kina, nie jest to zaskakujące.
A więc co mamy? Zamiast króla jest bardzo popularny torreador, który ma wypadek. Żona zmarła przy porodzie, zaś bardzo troskliwa pielęgniarka zostaje wkrótce jego żoną. Zaczyna izolować sparaliżowanego męża od świata, a zwłaszcza od jego córki, Carmen. W końcu dziewczyna staje się niewygodna i macocha próbuje ją zabić, co się nie udaje. Na skutek zbiegu okoliczności, trafia pod opiekę siedmiu torreadorów (niskiego wzrostu). Dalej nie będę opowiadał,bo przeniesienie realiów opowieści do przedwojennej Hiszpanii było strzałem w dziesiątkę, który mocno odświeżył znaną historię.

Realizacja jest tak jak w niemym filmie (poza tym, że obraz jest dużo lepszy), czyli mamy plansze, nie ma dźwięku, muzyka towarzyszy nam non stop. Pytanie tylko czy w ten dość mocno archaiczny sposób można przekazać emocje? Jak najbardziej. Sama historia pozornie znana i prosta, okazuje się bardzo zaskakująca. Zdjęcia są piękne jak tylko czerń i biel być może piękna, natomiast montaż jest bardziej współczesny (końcówka, gdzie rytmicznie następują retrospekcje czy przebitki czy równoległy) i z każda minuta „Śnieżka” zaczyna zyskiwać, będąc czymś więcej niż tylko zabawą w stylizację na nieme kino, tylko poruszająca baśnią z dość zaskakującym finałem.

Z kolei aktorzy musieli się naprawdę wykazać, bo pokazać emocje tylko i wyłącznie za pomocą swojego ciała (nie, nie chodzi mi o rozbieranie się przed kamerą) to jest naprawdę wyzwanie, ale to się udało. Na wyżyny swoich umiejętności wskoczyły Macarena Garcia jako tytułowa Śnieżka oraz Maribel Verdu jako macocha. Ta pierwsza to naiwna, ale czarująca dziewczyna, która w walce z bykiem nie ma sobie równych. Ta druga to klasyczna femme fatale, która doprowadza mężczyzn do upadku i jest naprawdę zła.

Początek „Śnieżki” może wydawać się dość dziwaczny (zamiast królewny i króla – byki i corrida), ale Berger wie, co robi. Z każdą minutą rozkręca się to nietypowe love story. Przed seansem zaopatrzyć się w chusteczki – mogą się przydać.
7/10
Radosław Ostrowski
