

Ten Amerykanin z korzeniami filipińsko-pakistańskimi do tej pory nagrał dwie płyty. Ale w tym roku po dwuletniej przerwie przypomina o sobie nowym materiałem. Czyżby (zgodnie z tytułem) zapowiadała się mroczniejsza muzyka?
Jest rytmicznie, przebojowo i… kojarzy się z The Black Keys. Nie wiem, czy to wina wokalu, czy może podobnej stylistyki (garażowa gitara, oldskulowa perkusja). Tylko, że Hanni wydaje się bardziej radiowy i pachnący troszkę latami 70-tymi, gdzie wtedy dominował funk („Chasin’”) i nie brakuje bluesowych naleciałości (fortepian w wolnym „Worship Song (No. 2)”) czy elementów niemal etnicznych („Mexico” z latynowskim entouragem – gitara, trąbki). Jednak mimo pewnych wtórności, „Moonlight” pozostaje zaskakująco spójny i dynamiczny, zas wokal Haliba jest naprawdę dobry.
Problem jest jest w tym, ze troszkę pachnie takim garażowym brzmieniem a’la The Black Keys. Mimo to, 11 piosenek słucha się dobrze, melodie są całkiem zgrabne i ma to swój klimat.
6,5/10
Radosław Ostrowski
