
Pewnie wielu z was nazwisko Johnny Marr nic nie mówi? A kojarzycie taki zespół The Smiths? To Marr z Morrisseyem byli mózgami tej formacji. Po rozpadzie grupy Marr działał jako muzyk sesyjny i współpracował m.in. z Paulem McCartneyem, The Pretenders, The The i nawet założył własną grupę (Johnny Marr & The Healers), która wydała na razie jedną płytę. Pod własnym szyldem i bez tworzenia kapeli działa od 3 lat, a „Playland” to drugie wydawnictwo sygnowane jego nazwiskiem.
Wydany dwa lata temu album zawiera melodyjnego rocka alternatywnego. Poza Marrem na gitarze i wokalu grają tutaj perkusista Jack Mitchell, basista Ivan Gronov oraz klawiszowiec i współproducent płyty James Doviak. Otwierający całość „Back In the Box” mógłby powstać śmiało w latach 80. (synth popowe klawisze, garażowa gitara) i nadaje się do tańczenia. Podobnie jak singlowy „Easy Money” z chwytliwym refrenem czy spokojniejszy „Dynamo” z szybką grą perkusją oraz płynącymi riffami. Chwila wyciszenia pojawia się w niemal akustycznym „Candidate”, gdzie słyszymy mandolinę, fortepian oraz falującą elektronikę spod znaku new wave. To jednak tylko krótka chwila oddechu, by przyspieszyć dynamicznym „25 Hours”, gdzie Marr bardziej nawija niż śpiewa, ale i tak brzmi to świetnie. „The Trap” brzmi bardzo romantycznie (ta łagodna gitarka i klawisze), przypominając troszkę dokonania The Smiths, co nie jest żadną wadą, a tytułowa kompozycja czerpie z punka (przesterowane i brudne gitara z basem) i melodyjnego popu.
Powrót do początku i skojarzenia z dawnym Franz Ferdinandem czuć w niemal metalicznym „Speak Out Reach Out”. Dalej jest równie melodyjnie i przebojowo, a wada jest tylko jedna: czemu to tak szybko się kończy? Marr lepszym jest gitarzystą, chociaż za mikrofonem radzi sobie naprawdę przyzwoicie i słychać, że sprawia mu to frajdę. Melodyjne, szybkie i pachnące starym, brytyjskim rockiem. Więcej chcieć nie trzeba.
7,5/10
Radosław Ostrowski
