Percival Schuttenbach – Strzyga

R-9201943-1495457324-9345.jpeg

Co może powstać z połączenia muzyki ludowo-folkowej i heavy metalu? Na to odpowiedź daje grupa Percival Schuttenbach – szalony sekstet z Lublina, gdzie mamy trzy wokalistki (!!!), mieszankę ludowości w postaci smyczków, fletów oraz gitary elektrycznej. O grupie usłyszałem, gdy nagrali parę piosenek do trzeciej części “Wiedźmina”, a w zeszłym roku wydali (po raz pierwszy dla dużej wytwórni, a nie swoim sumptem) swój szósty album “Strzyga”. Czego należało się spodziewać?

Początek jest ciężki i szybki w postaci “Marysi” – ludowe przyśpiewki w zwrotkach, mocne riffy, grownling (także pań) oraz solo smyczków. Jeśli ten kawałek was nie odrzuci, to poczujecie się to jak w domu. Podobnie czaruje pozornie spokojne “Rodzanice”, gdzie cymbałki współgrają z gitarą, w tle wchodzi wokaliza, by od zwrotki znów trzymać za gardło, popisami gitarowo-perkusyjnymi. Szokiem był “Pocałunek”, zaczynający się łomotem, by wejść w niemal średniowieczny klimat za pomocą fletu, akustycznej gitary oraz delikatnego wokalu, bo później dorzucić do pieca niczym Metallica z początków kariery. Riffy potrafią się zapętlić w niemal spektakularnej “Alhambrze”, by w refrenie pokazać prawdziwy ciężar, ale instrumentalny popis fletu oraz “orientalnych” gitar to majstersztyk (tak samo rosyjski fragment). Podniosły “Lazare” zmieniający się w minimalistyczny walc, zmieniający się w długi popis gitarzysty, a nawet bas ma swoje pięć minut (niepokojący “Buba” z kapitalnym wstępem), by dalej przerazić godnym samego zespołu Halloween “Gdy rozum śpi”.

I kiedy wydaje się, że już nic cię nie zaskoczy, to niespodzianką jest kompletny brak nudy, mimo pewnego połączenia ostrych riffów ze wstawkami średniowiecznymi. Każdy utwór potrafi zaskoczyć z mocnymi, soczystymi riffami, a umieszczona w wersji deluxe cover “Wóda zryje branie” miażdży. Wokale zarówno pań Bromirskiej, Lacher i Bogdanovej, jak Mikołaja Rybackiego mają to, co w tym gatunku wymagane: silną ekspresję oraz potężną dawkę energii, co słychać jeszcze w takich utworach jak “Miesiąc” czy “Sokol mi leta wysoko”. Nie wiem jak wy, ale zacznę szukać poprzednich dokonań Percivala, bo ta muzyka wręcz uzależnia. Jest moc metalu, słowiańska dusza oraz szeroko pojęty czad.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz