Są takie filmy, które na siłę komplikują prostą historię, by wprowadzić niejednoznaczność oraz aurę tajemnicy. Wiele osób pewnie zacznie myśleć o kinie Davida Lyncha, ale ja mam tak z reklamowanym jako thriller filmem „Ukryte” Michaela Haneke. Najbardziej znany austriacki artysta od czasów Adolfa Hitlera jest skupiony na tajemnicy, w którą zostaje wplątana rodzina z tzw. klasy średniej.

Ojciec, Georges (Daniel Auteuil) prowadzi program telewizyjny, gdzie recenzuje kolejne książki. Żona Anna (Juliette Binoche) prowadzi wydawnictwo, a syn się uczy. Wszystko idzie swoim powolnym rytmem, bez jakichś poważnych zaburzeń. Dopóki nie zostaje im dostarczona kaseta, gdzie widać… ich dom. Bez żadnego listu, bez wyjaśnień, bez niczego. Czasem dołączona jest kartka z rysunkiem jakby zrobiony przez dziecko. Kto za tym wszystkim stoi? Jaką tajemnicę skrywa Georges? I czy to jest powiązane z kasetami?

Brzmi to wszystko jakbyśmy oglądali dreszczowiec, ale Hanekego nie interesuje rozwiązanie intrygi związanej z kasetami. Obserwuje raczej jak to zagrożenie wpływa na rodzinę Georgesa, a przede wszystkim na niego samego. Jak z inteligentnego, pozornie opanowanego człowieka wyłania się bestia gotowa do ataku. Głownie za pomocą wyzwisk czy obojętności, które kryją się za jego twarz. Policja wydaje się być bezsilna („zajmą się sprawą, gdy dojdzie do tragedii”), a główny podejrzany w sprawie – Majid do niczego się nie przyznaje. A to wywołuje jedną rzecz: frustrację oraz brak kontroli. Przy okazji poznajemy (ledwo pokazaną w kilku scenach) przeszłość naszego bohatera z wyrządzoną krzywdą w tle. Niby był tylko dzieckiem, ale… czy tak wiele się emocjonalnie zmieniło od tego czasu? To jedno z paru pytań, które prowokuje reżyser, bawiąc się także z oczekiwaniami widza. Jednak nie dostaniecie odpowiedzi na wszystkie pytania.

Jak wspomniałem, intryga reżysera nie interesuje, tylko bardziej rysowanie portretu psychologicznego głównego bohatera. Daniel Auteuil absolutnie błyszczy jako pozornie elegancki, ale w rzeczywistości szorstki, uprzedzony wobec imigrantów narwaniec. Takich w szkole nazywano łobuzami i gnębili innych, nie czując odpowiedzialności w ogóle. Te spięcia oraz sprzeczności są wygrywane bezbłędnie przez Francuza, a najmocniej je widać zarówno w konfrontacjach z Majidem (dobry Maurice Benichou) – ostatnie spotkanie kończy się w brutalny, nieprzewidywalny sposób – jak i podczas bardziej nerwowych rozmów z żoną (mocna Juliette Binoche).
Choć „Ukryte” ma wiele mocnych momentów i zaskoczeń (początek filmu czy absolutny brak muzyki), miałem spore poczucie niedosytu. Haneke sili się na artyzm z obowiązkowymi długimi ujęciami, gdzie nie dzieje się praktycznie nic. Ale ilość niedopowiedzeń oraz niejasności była dla mnie za duża i zamiast zmusić do myślenia, wyzwalała tylko irytację.
6,5/10
Radosław Ostrowski
