Jelonek Bambi to jedna z najbardziej znanych postaci z klasycznych animacji Disneya. O czym jednak mało kto wie, że pojawił się on najpierw w powieści Felixa Saltena. A ku zdumieniu wszystkich teraz powstała nowa adaptacja materiału źródłowego. Nie jest to jednak animacja, tylko film live-action, z prawdziwymi zwierzętami.
Jak sam podtytuł mówi: „Opowieść leśna” dzieje się w leśnym terytorium, gdzie rządzi jeleni król. Właśnie rodzi się jego syn, mały jelonek Bambi. Młodzikiem zajmuje się matka, zaś ojciec przygląda się rodzinie z daleka (bo this is the way). Jelonek próbuje odnaleźć się w tym otoczeniu, poznając przyjaciół (kruk, królik) oraz zagrożenia. Wszystko na przestrzeni kilku lat.

Sam film jest zrobiony w bardzo dokumentalnym stylu, czyli bez „gadających” zwierząt, w zasadzie niemal pozbawione obecności ludzi. Wyjątkiem jest tutaj narracja z offu, którą w polskiej wersji jest Magdalena Boczarska i wypada ona bardzo dobrze. Trudno nie oderwać oczu od tego, jak wygląda ten film. Całość przypomina produkcje przyrodnicze, choć nie jest to tak imponujące jak dzieła National Geographic. Niemniej las wygląda pięknie (widok drzew z góry czy nocna scena ze świetlikami), tak jak sama zbliżeń na najdrobniejsze szczegóły czy twarze zwierząt z bardzo bliska. Od razu wchodzimy w świat przyrody, budzącej respekt, ale też groźnej i pełnej niebezpieczeństw. I nie chodzi tylko o inne drapieżniki (orzeł, wilk), ale przede wszystkim człowieka. To ostatnie mocno wybrzmiewa, gdy widzimy polowanie i ucieczkę przed psami myśliwskimi.

Sama historia skupia się na dojrzewaniu jelonka, poznawaniu nowego otoczenia oraz jego drodze. Drodze do dojrzewania i do bycia nowym władcą lasu. Zadziwiająco wszystko toczy się zaskakująco wolnym tempem, przechodząc przez różne pory roku (wiosna, lato, jesień, zima), zaś zwierzęcy aktorzy wypadają bardzo wiarygodnie. W tle przygrywa przepiękna, niemal bajkowa muzyka, tworząca niemal epicki charakter całej opowieści.
Chyba sam jestem zaskoczony jak dobrze mi się oglądało tą nową wersję „Bambi”. Zwierzęta niczym we „Flow” zachowują się jak prawdziwe zwierzęta, narracja uzupełnia formę, zaś oprawa audio-wizualna potrafi czarować. Francuski reżyser pokazuje, jak robić kino z żywymi zwierzętami, wprawiając live-action wersje Disneya w zakłopotanie.
7/10
Radosław Ostrowski
