Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 2

Minął rok odkąd byliśmy w Whitechapel, gdzie nadal panuje zbrodnia. Ale teraz inspektor Edmund Reid będzie miał trudniejsza sprawę, gdyż za swojego głównego antagonistę będzie miał skorumpowanego inspektora Jedidiah Shine’a, który gra bardzo nieczysto.

ripper_street21

W dodatku każdy z bohaterów na polu życia prywatnego ma wiele do stracenia. Od inspektora odeszła żona i śpi w swoim polowym łóżku na komisariacie. Między kapitanem Jacksonem a jego żoną zaczyna dochodzić do spięć, zwłaszcza gdy kobieta wyznaje mu, że ma „cichego wspólnika”, któremu płaci sporą część profitów, a sierżant Drake – cóż, ten wrażliwy twardziel będzie musiał zmierzyć się z tajemnicą swojej żony. Skupienie się na wątkach prywatnych bohaterów nie oznacza, że łamigłówki kryminalne są słabsze czy mniej atrakcyjne. Chińska triada, zabójstwo zdeformowanej kobiety, szantaż, oszustwo bankowe, wreszcie podsycana nienawiść między Żydami a katolikami przez tajemniczy kult – dzieje się wiele, a pewne wątki mogłyby się dobrze sprawdzić nawet w obecnych czasach. Konsekwentnie twórcy świetnie odtwarzają realia Londynu końca XIX wieku, pełnego brudu, smrodu i nędzy. Trio z Leman Street nadal trzyma fason, nie brakuje odrobiny humoru, zaś finał trzyma w napięciu i rozbraja. Jedno jest pewne – żaden z bohaterów już nie będzie taki jak przedtem.

ripper_street22

Poza sprytnymi łamigłówkami i świetną warstwą realizacyjną (scenografia i kostiumy nadal robią wrażenie), nadal jest to kapitalnie zagrane. Zarówno Matthew Macfadyen (inspektor Reid), jak też partnerujący mu Jerome Flynn (sierżant Drake – małomówny, ale jego twarz mówi więcej niż słowa) oraz Adam Rothenberg (kapitan Jackson) są po prostu fenomenalni i wiarygodni aż do ostatniej sceny. Z nowych postaci trzeba wyróżnić Josepha Mawle’a, czyli demonicznego inspektora Shine’a, który jest godnym przeciwnikiem Reida i budzi on naprawdę przerażenie. Drugą kluczową osobą jest nowy na posterunku, czyli Adrian Flight (świetny Damien Moloney), który tylko pozornie wydaje się nudnym i nijakim śledczym. No i rzecz jasna, nie mogło zabraknąć dwóch pań, czyli Long Susan (MyAnna Buning) walcząca o niezależność oraz próbująca sobie radzić samodzielnie Rose (Charlene McKenna), które ubarwiają i wzbogacają tą historię.

Druga seria domyka całość, aczkolwiek pewne wątki pozostały otwarty. BBC anulowało realizację trzeciej serii, niemniej krążą wieści, że znalazł się nowy producent. Jeśli to wszystko się potwierdzi, to nie będę się mógł doczekać odwiedzin Leman Street.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

House of Cards – seria 2

Myśleliście, że o was zapomniałem? Pewnie mieliście taką nadzieję. Skończcie opłakiwać pannę Barnes. Każdy kociak wyrasta na kota. Na początku wydają się bezbronne. Małe, ciche. Cieszące się na talerzyk mleka. Lecz kiedy wyrosną im pazury, zaczynają łaknąć krwi. Czasami nawet z ręki, która je karmi. Dla tych, którzy wspinają się na szczyt łańcucha pokarmowego, nie może istnieć litość. Istnieje tylko jedna zasada. Poluj lub zostań upolowany. Witajcie z powrotem.

house_of_cards21

Na skutek wielu intryg kongresman Frank Underwood zostaje wiceprezydentem. Jednak jego plany obalenia prezydenta Walkera mogą spalić na panewce. Po pierwsze dziennikarka Zoe Barnes, którą wykorzystywał Frank zaczyna składać pewne fakty do kupy. Po drugie, jego żona Claire nie czuje się zbyt komfortowo w roli żony takiej osobistości. Po trzecie i najważniejsze, jest Raymond Tusk – biznesmen i bliski przyjaciel prezydenta, który jest jego największym doradcą.

house_of_cards22

W takiej sytuacji należałoby postawić pytanie, czy Frank wyjdzie cało z opresji i czy jego plan ostatecznie się uda, ale skoro zgłoszono zamówienie na 3. serię, odpowiedź wydaje się zbędna. Ale problemów będzie sporo i wszystko może wziąć w łeb: zerwanie rozmów z Chinami, wąglik w Kongresie (false alert) czy w końcu tajemnica z przeszłości Claire (została zgwałcona przez wojskowego i dokonała aborcji). Plus jeszcze haker pracujący dla rządu, Freddy – prowadzący knajpę z żeberkami czy Rachel Posner, którą wykorzystano do upadku Petera Russo. I tak jak w poprzedniej części mamy zakulisowe rozmowy za drzwiami gabinetów, gdzie moralność została pozostawiona za drzwiami. Dominują tu nieczyste zagrania – szantaż, przekupstwo, manipulacja są tutaj na porządku dziennym. Choć pokazanie polityków jako osoby ponad prawem i ponad wszystkim, może budzić pewne zastrzeżenia, zaś Frankowi znów wszystko idzie zbyt łatwo (co nie znaczy, że bez problemów), ale jak się to świetnie ogląda. Dialogi są mocne i celne, zaś monologi Franka wyrażane bezpośrednio do mnie (przełamanie czwartej ścienny) potrafią zmrozić, a nawet przerazić (zacytowany fragment z początku zostaje powiedziany pod koniec pierwszego odcinka).

house_of_cards23

I teraz pora na kolejne oczywistości – jak zawsze zarąbisty jest Kevin Spacey. Ja mogę go oglądać jak robi cokolwiek, bo on ma taką charyzmę i magnetyzm, że mimo wszystkich podłości jakie on robi (z morderstwem włącznie). A jego mowa ciała jest po prostu bezbłędna, inaczej nie umiem tego powiedzieć. Robin Wright tutaj pojawia się znacznie więcej czasu i jest równie brutalna jak Frank, ale też pokazuje zaskakująco ludzkie oblicze (tylko wtedy, gdy jest sama albo z Frankiem). Ktoś kiedyś powiedział, że małżeństwo to kontrakt zabójców. Oboje są potwierdzeniem tej tezy. Stara gwardia trzyma fason (niezawodni Michael Stoll, czyli prawa ręka Franka – Douglas Stamper oraz Gerard Mcraney – przebiegły i sprytny Raymond Tusk), zas z nowych postaci należy zdecydowanie wyróżnić Jimmy’ego Simpsona (haker Gavin) oraz Libby Woodbridge (szeregowy Megan Hennessay – ofiara gwałtu, która zostaje zmanipulowana przez Claire).

house_of_cards24

Druga seria, choć ma pewne słabsze momenty, pozostaje znakomitym serialem. Brawo, panie prezydencie Underwood. Czekam na trzecią serię, która – prawdopodobnie – pokaże upadek Franka. A może i nie?

8/10

Radosław Ostrowski

Detektyw – seria 1

Rok 1995. Dwaj policjanci z Luizjany – Martin Hart i Rust Cohle prowadzą dość nietypową sprawę. W lesie zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Została przywiązana, ma na ciele tajemniczy znak, zaś w okolicy zwłok są tajemniczy człowiek z kijków. Wszystko wskazuje na tło rytualne. Rok 2012 – w Lake Charles zostaje popełniona podobna zbrodnia jak przed laty. Obaj panowie, już nie pracujący w policji są przesłuchiwani przez detektywów Papanię i Gilbougha, gdyż akta ze starej sprawy uległy zniszczeniu w trakcie huraganu. Obaj panowie w ten sposób zostają zmuszeni, by wyjaśnić całą sprawę do końca.

detektyw1

Wiadomo, że jak za realizację poważnego serialu odpowiada HBO, to nie można mówić o porażce (choć komedie im bardzo nie wychodzą). Tutaj zadania realizacji „Detektywa” podjęli się Nic Pizzolatto (scenarzysta, który maczał palce przy realizacji amerykańskiego „Dochodzenia”) oraz reżyser Cary Fukunaga. Efekt? Bardzo klimatyczny i mroczny kryminał przypominający produkcje Davida Finchera, zaś osadzenie opowieści w stanie Luizjana, gdzie jest pełno bagien, lasów i podupadłych, nieużywanych budynków jeszcze bardziej buduje aurę tajemnicy. Oprócz tego wiele mylnych tropów, mroczna tajemnica, filozoficzne dialogi (Cohle), istotne wątki obyczajowe (Hart) oraz pewne polityczne konotacje, naciskające na sprawę. Finał sprawy jest dość zaskakujący i mocno trzymający w napięciu, a kilka scen to perły (porwanie szefa gangu motocyklistów w jednym ujęciu), przez co miałem wrażenie oglądania filmu. W zasadzie pewna wadą może być dość wolne tempo prowadzenia śledztwa na rzecz budowania klimatu, ale mnie to specjalnie nie przeszkadzało.

detektyw2

Drugim atutem decydującym o sukcesie tego przedsięwzięcia jest kapitalne aktorstwo. O tym, że Matthew McConaughey jest w formie potwierdza niedawno przyznany Oscar za role w „Witaj w klubie”, ale tutaj ten aktor daje kolejny popis nieprzeciętnego talentu. Cohle w jego wykonaniu to skryty, ale bardzo inteligentny i wnikliwy gliniarz z dużym notatnikiem w ręku. Mocno poturbowany przez życie cynik, który w nic nie wierzy i prowadzi dość filozoficzne dyskusje, które doprowadzają innych do szału. W jego partnera Marty’ego wcielił się równie fantastyczny Woody Harrelson i jest jego totalnym przeciwieństwem – twardy facet, posiadający dość szczęśliwe życie małżeńskie, bardziej społeczny. Jednak między obydwoma panami jest mocno namacalna chemia, tworząc naprawdę mocny duet jakiego wśród gliniarzy nie było od dawna, obaj tez zawłaszczają każdą scenę, zaś reszta aktorów (równie wyrazista) robi tutaj tak naprawdę za tło.

HBO potwierdza, że w realizacji dramatów jest w ścisłej czołówce, zaś „Detektyw” to godny następca stylu noir na małym ekranie. Krążą opowieści, że będzie II seria, jednak będzie to zupełna inna historia i z innymi aktorami. Naprawdę jestem ciekaw co z tego wyjdzie.

detektyw5

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Banshee – seria 1

Zaczyna się dość konwencjonalnie – widzimy jakiegoś faceta, który wychodzi z więzienia. Potem odkrywamy, że spędził 15 lat i złapano go podczas próby kradzieży diamentów, które zabrała jego wspólniczka Ana. Trop prowadzi do miasteczka Banshee w Pensylwanii. Na skutek dość nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, więzień podszywa się pod Lucasa Hooda – nowego szeryfa, który ma objąć tą posadę w miasteczku. Na miejscu będzie musiał się zmierzyć zarówno ze swoją przeszłością, ale też z paroma ludźmi, dla których szeryf będzie dość niewygodny.

banshee1

Brzmi dość naciąganie i absurdalnie? Twórcy serialu, czyli Jonathan Tropper i David Schickler są chyba tego świadomi, zaś nadzorujący całość od strony produkcyjnej Alan Ball („American Beauty” i seriale „Sześć stóp pod ziemią i „Czysta krew”) trzyma rękę na pulsie. Ich celem było zagwarantowanie pretensjonalnej rozrywki dla dorosłych (czytaj: dużo krwi i dużo seksu). Umówmy się, to prosta i nieskomplikowana historia, która jednak potrafi porwać. Bluzgi, jatka, dużo golizny pokazanej bezpardonowo i bez ozdobników.

banshee2

A jakie jest samo Banshee? To miasteczko, gdzie każdy ma mniejsze lub większe grzeszki. W dodatku kolorytu nadaje tutaj obecność Indian oraz amiszów, którzy są zamkniętymi grupkami, działającymi według własnych reguł (dotyczy to szczególnie amiszów, którzy wyrzekają się przemocy). Przez 10 odcinków dzieje się wiele, walki są bardzo szybkie i nieskomplikowane (to nie są karatecy ani mistrzowie kung fu), w dodatku jest kilka mocno zarysowanych postaci (nie mogę zdradzić jednak zbyt wiele z fabuły, bo i na zaskoczeniu się tu wszystko bazuje) ze wskazaniem na szefa lokalnej mafii Kaia Proctora (świetny Ulrich Thomsen) oraz posiadającego hakerskie umiejętności Hioba. Z kolei nasz główny bohater to typowy macho, który ma na pieńku z wieloma i rozwiązuje wszelkie problemy siłowo. Jak stary dobry kowboj z czasów Dzikiego Zachodu.

banshee3

Powiem tak – owszem zdarza się kilka wątków porzuconych przez twórców (m.in. umieszczenie nagrania „walki” szeryfa na Youtube), czasami szwankuje tutaj logika i nie brakuje tutaj przerysowania. Jednak nie ulega wątpliwości, że „Banshee” oferuje bezpretensjonalną rozwałkę, która nie udaje czegoś większego. I można ja sobie obejrzeć, by rozluźnić się w przerwie między „Gra o tron” a przypomnieniem sobie „Breaking Bad”.

banshee4

7,5/10

Radosław Ostrowski

Bates Motel – seria 1

Po śmierci swojego męża Norma Bates razem z synem przenoszą się do miasteczka w Kalifornii. Kupuje stary motel i chce przywrócić mu dawny blask. Jednak poprzedni właściciel grozi, że się odegra. Próbuje zgwałcić Normę, ale zostaje zabity. Ukrycie jego zgonu wywołuje cała lawinę zdarzeń i parę mrocznych tajemnic.

bates_motel1

Branie się za przenoszenie na mały ekran wielkich kinowych przebojów jest bardzo ryzykowne. Zaryzykowali twórcy „Hannibala” (moim zdaniem się udało), zaś Anthony Cipriano poszedł o krok dalej i postanowił zrobić prequel kultowej „Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Tylko jak to zrobić, żeby wciągnęło i nie przynudzało? Twórcy poszli trochę droga „Hannibala” – niby jest to prequel wydarzeń, ale osadzony we współczesnych realiach (komórki, laptopy), jednak zamiast wyczuwalnego napięcia w stylu mistrza H. jest mroczna tajemnica a’la „Miasteczko Twin Peaks”, gdzie nic nie jest oczywiste i jasne. Morderstwa, prostytucja, narkotyki – a wszystko to robione po cichu i w tajemnicy (nawet policja jest w to umoczona). Ale w tym toksycznym środowisku jest jeszcze Norman Bates – tutaj wchodzący w dorosłe życie młody chłopak, który nie do końca sobie radzi ze wszystkim i jest aż nadwrażliwy. Pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, sprzeczki z nadopiekuńcza matką, pierwsze morderstwo – takie tam problemy młodych ludzi. Klimat jest mroczny, a wątki prowadzone są bardzo dokładnie, a niespodzianek jeszcze będzie przed nami kilka (druga seria już wkrótce), z dobrymi dialogami i naprawdę solidną realizacją.

bates_motel2

Zaś jeśli chodzi o aktorstwo – jest tutaj naprawdę bardzo dobrze. Cały ekran kradnie tutaj fantastyczna Vera Farmiga. Norma w jej interpretacji to nadopiekuńcza i manipulująca swoim synem matka. W dodatku nerwy mam mocno rozerwane i nie potrafi pogodzić się z tym, że nie idzie po jej myśli, ukrywając wiele tajemnic oraz działając nie zawsze w sposób racjonalny. Równie przekonujący jest Freddie Highmore, czyli młodociany Norman Bates. Sprawia wrażenie spokojnego, trochę zamkniętego w sobie chłopaka. Ale wystarczy chwila, by gwałtownie eksplodował (finał pokazuje jak bardzo) i wtedy hamulce puszczają, ale zawsze pozostaje uległy wobec matki i jest jej posłuszny ponad wszystko. Poza tą dwójką warto wyróżnić młode panie – Olivię Cooks (Emma) oraz Nicolę Peltz (Bradley), a także Maxa Thieriota (Dylan, przyrodni brat Normana), Nestora Carbonelliego (szeryf Romero) i przerażającego Jere’a Burnsa (tajemniczy Jack Abernathy).

bates_motel3

Kolejny przykład udanego serialu bazującego na znanej marce. Nie wiem jak wy, ale ja czekam na następne odcinki.

8/10

Radosław Ostrowski

Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 1

Londyn, rok 1889, dzielnica Whitechapel. To właśnie wtedy miastem, a zwłaszcza tą okolice sterroryzował Kuba Rozpruwacz. Zabił pięć kobiet i to w wyjątkowo okrutny sposób, zaś policji pod wodzą inspektora Edmunda Reida nie udało się schwytać sprawcy, co mocno odbiło się na jego reputacji. Ale zostaje znaleziona kolejna zamordowana kobieta, zaś sposób zabicia przypomina metodę Rozpruwacza. A może to jest jego naśladowca?

ripper_street1

Jeśli po tym opisie myślicie, ze serial będzie skupiał się na schwytaniu legendarnego Kuby Rozpruwacza, to się naprawdę mocno mylicie. Richard Warlow tworzy typowy serial kryminalny zwany proceduralem, czyli każdy odcinek to oddzielna sprawa. Jednak trzeba oddać twórcom sprawiedliwość, że próbują wyrwać się ze schematów, tworząc bardzo pomysłowe i przerażające zagadki. Pornografia, gangi dzieci, psychopatyczni mordercy czy byli wojskowi dokonujące kradzieży. Tu zbrodnia ma zazwyczaj przeciętną twarzą kogoś wpływowego lub przeciętnego – tu nie ma reguł, zaś motywy pozostają aktualne i teraz. Wszystko jest naprawdę świetnie poprowadzone, nie brakuje elementów zaskoczenia, a patrzenie na metody oraz ówczesną technologię – naprawdę, to robi wrażenie. No i wierne odtworzenie realiów końca XIX wieku, choć tutaj mamy do czynienia głównie z Whitechapel – dzielnicą ubóstwa, biedy i przeludnienia. Idealne miejsce dla wszelkiego rodzaju maści zbrodni – brudnej, ohydnej i nigdy nie przyjemnej, która także odbija się powoli na życiu osobistym bohaterów. Wszystko to jeszcze okraszone świetnym montażem oraz bardzo trzymającą w napięciu muzykę, trochę przypominającą tą z „Sherlocka Holmesa” Guya Ritchiego.

ripper_street2

I jest to naprawdę przednio zagrane. Każdy z głównych bohaterów skrywa mroczna tajemnicę ze swojej przeszłości, która prędzej czy później zostaje w końcu ujawniona. Ale po kolei – tymi bohaterami są inspektor Reid, sierżant Bennet Drake i kapitan Homer Jackson – lekarz wojskowy oraz były detektyw Agencji Pinkertona. Ten pierwszy (fenomenalny Matthew Macfadyen) jest wnikliwym oraz zdeterminowanym śledczym, dręczonym wyrzutami po zaginięciu swojej córki, którą mocno przypłacił zdrowiem. Poza tym jest on uczciwym facetem, który nie ugina się nawet pod presją polityczną. Dla niego świat jest czarno-biały. Drugi (świetny Jerome Flynn) sprawia wrażenie małomównego „osiłka”, który jest lojalny wobec inspektora i niepozbawiony odrobiny sprytu. Ale ma tez trochę bardziej wrażliwą stronę (jego relacja wobec niejakiej Rose), co potrafi zaskoczyć. No i w końcu kapitan Jackson (wyborny Adam Rothenberg) – posiadający szeroką wiedzę z medycyny, precyzyjnie robiący sekcje zwłok, ale jednocześnie uciekinier z USA. Dlaczego zwiał? Potem to zostaje wyjaśnione, ale miał powód. Wszyscy trzej panowie wypadli świetnie, tworząc bardzo wyraziste i budzące sympatie postacie.

ripper_street4

Drugi plan też jest bardzo wyrazisty, zwłaszcza wobec ról kobiecych (tutaj wybijają się przede wszystkim MyAnna Buring, czyli Long Susan – właścicielka burdelu oraz kochanka Jacksona i stonowana Amanda Hale, czyli zona inspektora Reida). Ale panowie (poza czarnymi charakterami – klasa sama w sobie) także dają radę, ze wskazaniem na żyjącego obsesją na punkcie Rozpruwacza inspektora Abberline’a (Clive Russell), sympatycznego posterunkowego Dicka Hobbsa (Jonathan Barnwell) oraz dziennikarza Freda Besta (David Dawson), któremu daleko do ideału.

 

Jedyna rzeczą, do której można się przyczepić to ilość odcinków – tylko 8? Dla mnie za mało, ale mimo tego powstał bardzo klimatyczny i spójny serial z mroczną atmosferą. Takie rzeczy to tylko w BBC.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Sherlock – seria 3

Sherlock” z BBC okazał się jedną z najlepszych adaptacji utworów Arthura Conan Doyle’a o tym pierwszym prywatnym detektywie. Świetne scenariusze, zaskakujące intrygi oraz zwroty akcji plus kapitalne role Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana spowodowały światowy sukces tego przedsięwzięcia.Na kolejna serię czekaliśmy aż dwa lata, by znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie – jak Sherlock Holmes sfingował swoja śmierć.

Holmes „zmartwychwstaje”, Watson musi na nowo poukładać sobie życie, zaś Mary (przyszła żona Watsona) zaskakująco dobrze dogaduje się z Holmesem. Zagadki kryminalne są jak zawsze ciekawe (atak terrorystyczny, próba zabójstwa na weselu i konfrontacja z Napoleonem szantażu, Magnussenem), ale twórcy tym razem próbują pokazać Holmesa z innej niż zazwyczaj strony, bardziej… ludzkiej (Holmes jako drużba na weselu, przerażony wizją wygłaszania mowy – jego najtrudniejsze zadanie) oraz dominują tutaj wątki obyczajowe.

Każdy odcinek jest perfekcyjny pod względem technicznym (szybki montaż skupiający się na detalach, napisy pokazujące myśli Holmesa czy słynny „pałac umysłu”, który wygląda teraz zupełnie inaczej niż ostatnio), zaś nadal twórcy skupiają się na bohaterach oraz ich relacjach. Nie zabrakło humoru, oszustw i mistyfikacji (ostatni odcinek wręcz w nie obfitował), hołdu złożonego Conan Doyle’a oraz zaskakującego cliffhangera na końcu (więcej nie zdradzę, ale będzie czwarta seria), ale zmiana klimatu i konwencji wielu może zniechęcić i znuży. Ostatni odcinek to jednak powrót do starego, dobrego Holmesa jakiego znamy, a jednocześnie poznajemy jego poważny nałóg – morfina.

Co do aktorstwa, niewiele się tu zmieniło, czyli jest po prostu znakomicie. Benedict Cumberbatch jest po prostu w swoim żywiole i jako Sherlock po prostu kradnie każdą scenę, kiedy się pojawia. Nadal jest socjopatą z nieprzeciętną inteligencją, który jednak próbuje zachować się jak człowiek (wesele). Także Martin Freeman jako bardziej stojący przy ziemi Watson, który odkrywa jak bardzo jest uzależniony od adrenaliny. Między panami nadal jest chemia i respekt. Z nowych postaci zdecydowanie wyróżniają się Mary Norstam (świetna Amanda Abbington) – urocza, czarująca kobieta, która jednak skrywa bardzo mroczną tajemnicę oraz Charles Augustus Magnussem (piekielnie dobry Lars Mikkelsen) – szantażysta, opanowany, wnikliwy i bardzo niebezpieczny.

Trzecia seria dla mnie pozostaje najsłabszą w serialu, co w tym przypadku oznacza bardzo dobry poziom. Steven Mofatt z Markiem Gatissem wiedzą co robią, tworząc serial o Sherlocku, choć każdy rozumiał to inaczej. Ja się jednak nie zawiodłem, więc ostrożnie polecam. Dobrze, że pan wrócił, Mr. Holmes, bo cały świat pana potrzebował.

8/10

Radosław Ostrowski

Tajemnice Laketop – seria 1

Nowa Zelandia wielu się kojarzy z krainą prawie niezamieszkiwaną przez człowieka z piękna przyrodą oraz… hobbitami. Ale nie miasteczko Lake Top położone koło jeziora, gdzie wszyscy się znają i jest przyjemnie. Pozornie jest to idylla. Jeśli tak, to dlaczego 12-letnia dziewczynka Tui Mitchum próbuje się utopić w jeziorze? W ostatniej chwili udaje się ją uratować, zaś w szpitalu wychodzi na jaw, że dziewczyna jest w ciąży. Sprawę dostaje detektyw Robin Griffin, która wraca do miasteczka, by zająć się swoja ciężko chorą matką. Ale po przesłuchaniu, dziewczynka ucieka z domu i znika bez śladu.

laketop1

Pozornie kryminał i Jane Campion nie pasują do siebie, zaś temat zaginięcia dziecka (w ogóle zbrodni wobec dzieci) stał się ostatnio bardzo modny, co pokazuje m.in. serial „Dochodzenie” czy niedawno pokazany „Labirynt”. Jednak intryga kryminalna (bardzo ciekawie poprowadzona i w paru miejscach naprawdę mocno trzymająca za gardło) tak naprawdę ustępuje ona pola obyczajowej obserwacji, gdzie tak naprawdę rządzi tu silniejszy, a policja bardzo chętnie przymknęła oko na ciążę dziewczyny. A pod spokojną okolicą czają się narkotyki, prostytucja, pornografia. Poza tym jest jeszcze tajemnicza grupa „terapeutyczna” skupiająca zagubione kobiety pod wodzą GJ, które widza w niej guru i swoja przywódczynię. No i jest jeszcze Matt Mitchum – narkotykowy boss, który tak naprawdę rządzi tym miastem i ma dobre relacje z policją. Sprawa zatacza szersze kręgi, pojawiają się różne fałszywe tropy (m.in. skazany za pedofilię Zanic), choć rozwiązanie tajemnicy ojcostwa dla mnie było dość oczywiste.

laketop2

Plusem na pewno są tutaj piękne plenery, które tworzą lekko oniryczny klimat – większość ujęć jest kręcona albo w godzinach nocnych, albo w jasnym dniu. Las, jezioro i mgła – to idealnie współgra z atmosfera tajemnicy i mroku przypominająca kryminały skandynawskie, więc zapomnijcie o dynamicznym montażu czy zawodach w strzelaniu, co kompletnie nie przeszkadza wejść w tą historię. Świetne dialogi, wyraziste postaci oraz bardzo pewna reżyseria Campion czynią ten serial bardzo apetycznym i atrakcyjnym.

laketop3

Za to jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono na bardzo wysokim poziomie. Pozornie główna bohaterka jest detektyw Griffin, w którą wcieliła się Elizabeth Moss. Pozornie jest to silna kobieta (jedyna w tym fachu w miasteczku), która opuściła wcześniej Lake Top po traumatycznych wydarzeniach. Prowadzona przez nią sprawa pozwoli zmierzyć się z demonami przeszłości – dlatego sprawia wrażenie trochę wyciszonej, nieufnej, ale jednocześnie zdeterminowanej, konsekwentnie dążącej do celu. Te sprzeczności wygrywa drobnym spojrzeniem i gestem. Ale tak naprawdę serial ukradli wyborni Peter Mullan (bezwzględny Matt Mitchum – narkotykowy boss, posiadający silna władzę i działający ponad prawem) oraz dawno nie widziana Holly Hunter (GJ – „guru” grupy zagubionych kobiet, która początkowo sprawia wrażenie szamanki, jednak jej słowa i rady są puste) mocniej zapadli w pamięć. Poza nimi warto wspomnieć o takich aktorach jak David Wenham (szef policji Al Parker, działający w komitywie z Mitchumem), Jacqueline Joe (Tui Mitchum – wbrew wiekowi to silny charakter) czy Jacek Koman (Wolfgang Zanic skazany za pedofilię).

laketop4

„Tajemnice Laketop” to kolejny przykład nietypowego i bardzo klimatycznego kryminału, który nie każdemu się spodoba. Nie wszystkim spodoba się dość wolne tempo śledztwa, jednak atmosferą i napięciem można obdzielić kilka tytułów.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Mob City

Rok 1947, Los Angeles. Niby prohibicji nie ma, ale gangsterzy nadal posiadają duże wpływy i sterują miastem. A jeśli ktoś spróbuje z nimi zadrzeć, to wtedy może zrobić się niewesoło, zwłaszcza za panowania Bugsy’ego Siegela oraz jego prawej ręki Mickeya Cohena. W gangsterskie porachunki zostaje wplątany sierżant Joe Teague, który dostaje okazje zarobienia na boku. Pewien podrzędny komik imieniem Hecky Nash postanowił zaszantażować jedną z grubych ryb i potrzebuje ochroniarza. No i tak zaczyna się cała gra.

Serial stacji TNT zrealizowany przez Franka Darabonta to próba stworzenia kryminału noir na małym ekranie. I w ciągu tych sześciu odcinków udaje się osiągnąć cel, choć sięgnięto do sprawdzonych wzorców czarnego kryminału – femme fatale, szantaż, morderstwo, korupcja, bezwzględni gansterzy, uczciwi gliniarze i krwawe porachunki. Z jednej strony jest to bardzo stylowe kino, z elegancką scenografią (ze świecącymi neonami) i kostiumami z epoki i jazzująca muzyką Marka Ishama, z drugiej krwawe i brutalne. Ale skoro są gangsterzy, to nie ma mowy o bezkrwawych rozstrzygnięciach. Intryga jest poprowadzona bardzo zgrabnie, zaś kilka scen jest naprawdę pomysłowych w kwestii inscenizacji (konfrontacja na dworcu z użyciem granatu, gdzie potem nerwowo szukana jest zawleczka przez gliny i gangsterów czy strzelanina na karuzeli w wesołym miasteczku) przy naprawdę sporej dawce napięcia oraz świetnych dialogach. Pytanie tylko czy będzie druga seria, bo oglądalność była taka sobie. Jedyne do czego można się przyczepić to zbyt spokojny początek, ale na szczęście całość szybko się rozkręca.

No i najważniejsze – aktorstwo jest tutaj naprawdę na wysokim poziomie i nie brakuje tu kilku twarzy znanych z małego ekranu. Najważniejszy jest tutaj Teague, grany przez znanego głównie z „Żywych trupów” Jon Bernthal. Ma paskudną facjatę i działa trochę na styku prawa, zaś jego motywacja (przynajmniej na początku) jest bardzo niejasna, ale w końcu okazuje się porządnym facetem. Dobrzy gliniarze maja też twarze m.in. Jeffreya DeMunna (doświadczony Hal Morrison) i Neala McDonougha (lojalny i kryształowy kapitan William Parker), którzy tworzą bardzo porządne tło. Nie można nie wspomnieć o jedynej kobiecie (istotnej) w całej fabule, czyli Jasmine Fontaine (Alexa Davalos bardzo przekonująca jako kobieta w opałach), która po części odpowiada za całe zamieszanie czy Hecky’m Nashu (nietypowa kreacja Simona Pegga) – komiku-szantażyście.

A jeśli zaś chodzi o ludzi z półświatka to tutaj mocno bryluje Edward Burns. Jego Bugsy Siegel jest zapatrzonym w siebie narcyzem i bardzo pewnym siebie facetem, który nie da sobie w kaszę dmuchać, ale czasami puszczają mu nerwy, gdy nie idzie zgodnie z jego planami (kwestia Las Vegas, które dopiero powstawało). Jak zwykle fason trzyma Robert Knepper (Sid Rothstein) oraz Milo Ventimiglia (Ned Stax, prawnik Siegela oraz dawny towarzysz broni Teague’a), za to pewne wątpliwości miałem co do Jeremy’ego Luke’a, czyli Mickeya Cohena. Tutaj jeszcze nie odgrywa ważnej roli, jest mniej narwany niż w rzeczywistości (choć scena jego ataku na konkurencję robi wrażenie) i nie jeszcze nie posiada tej charyzmy. Jednak jest mała nadzieja, że później Cohen się rozkręci.

mob_city5

Po pierwszym odcinku pomyślałem sobie o „Mob City”: „Zakazane imperium” to to nie jest. Po części to prawda, ale po pierwszym odcinku rozkręca się ta produkcja, by w finale naprawdę eksplodować. Mam nadzieję, że powstanie dalszy ciąg. Wtedy zacznie się najciekawsza część.

8/10

Radosław Ostrowski

Demony da Vinci – seria 1

Wszyscy wiemy, kim był Leonardo da Vinci. To jeden z największych umysłów w historii ludzkości, który stworzył wiele obrazów oraz projekty wynalazków, których realizacja dokonała się dopiero w XX wieku. Nic dziwnego, ze postać ta wydaje się fascynującym obiektem ludzi sztuki, a także popkultury. W tym roku telewizja Starz pokazała serial telewizyjny z da Vinci w roli głównej, skupiając się na jego młodych latach we Florencji.

Kiedy go poznajemy, jest dość ekscentrycznym młodzieńcem, który posiada wyjątkowo wnikliwy umysł i szeroką wiedzę (nie tylko malarską, ale też anatomiczną, astronomiczną itp.). Ale jego przeznaczenie krystalizuje się, gdy przypadkowo zauważa pewnego Turka, imieniem Al-Rahim – członka tajemniczego bractwa Synów Mitry, który próbują znaleźć Księgę Liści, zawierającą największe tajemnice wszechświata. Księgi tez szuka też Watykan, który próbuje podbić i zjednoczyć pod swoim berłem włoskie państwa-miasta. Da Vinci zostaje wplątany w polityczne rozgrywki i będzie próbował odkryć tajemnicę Księgi.

da_vinci1

Już po tym streszczeniu fabuły można stwierdzić, że nie jest to biografia, tylko wariacja na temat życia mistrza. Bardziej przypomina to grę „Assasins Creed” niż stricte biografię. Jednak David S. Goyer, twórca serialu wie jak przykuć uwagę – intrygi, zdrady, wiedza, władza, czyli to, bez czego nie może obyć się każdy serial. No i obowiązkowy seks, bez tego Amerykanie nie są w stanie zrobić jakiegokolwiek serialu. Ale zostawmy to. Intrygi są bardzo pomysłowe i wciągają, Watykan pokazany jest jako instytucją, która siła chce przekonać do Boga i wykorzystuje Go do własnych celów, które z wiarą nie mają nic wspólnego, zaś tajemnica Księgi Liści będzie musiała poczekać (cliffhanger w ostatnim odcinku zapowiada drugą serię). Poza tym sporo tajemnic trochę w stylu Dana Browna, świetna scenografia i w ogóle warstwa wizualna (nawet jeśli w tle są efekty komputerowe, to ładnie komponują się z resztą), ale jednocześnie zachowano realia historyczne (większość postaci istniała naprawdę), choć rzeczy tworzone przez mistrza naprawdę robią wrażenie (camera obscura czy kombinezon płetwonurka). Jednak miałem pewne poczucie niedosytu (tylko osiem godzinnych odcinków), ale już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.

da_vinci2

No i najważniejsza rzecz, czyli obsada, która prezentuje się na bardzo przyzwoitym poziomie, bez wielkich nazwisk i gwiazd. Przykuwa uwagę Tom Riley jako da Vinci – mieszanka umysłu Sherlocka (choć łatwiej nawiązuje kontakty z ludźmi) ze zręcznością wojownika. Pochłania wiedzę jak gąbkę i zawsze znajduje wyjście z kłopotliwej sytuacji (m.in. proces w sprawie o sodomię), ciągle szukając odpowiedzi na temat Księgi Liści. Niby takich bohaterów już było wielu, niemniej nie ma tu zbyt dużego poczucia wtórności. Wspierają go zaufany przyjaciel Zoroaster (solidny Gregg Chillin) oraz młody uczeń – Nico (ładny Eros Vlahos), na których może polegać. Jeśli zas chodzi o drugi plan, tutaj wybija się bardzo apetyczna Laura Haddock (Lukrecja Donati – agentka Watykanu, szantażem zmuszona do współpracy) oraz wywołujący niechęć Blake Ritson (hrabia Riario, prawa ręka papieża). Czarne charaktery są tutaj naprawdę wyrazista i dobrze rozpisane. I jest jeszcze Wawrzyniec Medyceusz (dobry Elliot Covan) – sprytny polityk, który próbuje przewidzieć następny ruch przeciwnika, a jednocześnie konsekwentnie realizujący swój plan zachowania niepodległości.

da_vinci3

„Demony da Vinci” są zaskakująco dobrą produkcją, która zaintrygowała mnie i przykuła uwagę na tyle mocno, że muszę poznać ciąg dalszy. Bo rozgrywka dopiero się zaczęła.

7/10

Radosław Ostrowski