Po „Chyłce” przyszedł czas na kolejny serial oparty na bogatym dorobku literackim Remigiusza Mroza. Tym razem trafiamy do Zakopanego, gdzie towarzyszyć nam będzie komisarz Wiktor Forst (Borys Szyc). Przeniesiony z Krakowa dyscyplinarnie nie jest zbyt lubiany przez swoje otoczenie za działania nie zawsze zgodne z prawem. Jednak to Forst zostaje przydzielony do makabrycznej zbrodni – znaleziono ciało przywiązane do krzyża na Giewoncie, zaś w ustach ofiary znajduje się moneta. Sprawą interesuje się też szukająca sensacji dziennika Olga Szerbska (Zuzanna Saporznikow), działająca niezależnie i sprzedając informacje innym. Oboje łączą siły, odkrywając mroczną tajemnicę sięgającą czasów II wojny światowej.

Za serial odpowiada reżyser Daniel Jaroszek („Johnny”) i duet scenarzystów: znana ze współpracy z Netflixem Agata Malesińska („W głębi lasu”, „Zachowaj spokój”, „Dziewczyna i astronauta”) oraz debiutujący Jacek Markiewicz. Tytuł oparty jest na dwóch pierwszych powieściach o Wiktorze Forście: „Ekspozycji” i „Przeniesienie”, a całość próbowano upchnąć w 6 odcinków (każdy po około 45 min.) jako spójną opowieść. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że w trakcie adaptacji coś poszło nie tak. Bo na papierze wszystko wydaje się być znajome i bardzo na miejscu: gliniarz z mroczną przeszłością, makabryczne zbrodnie niczym z „Siedem”, tajemnica, układy. Problem jednak w tym, że ta historia nie jest zbyt wciągająca. Pierwszy i drugi odcinek jeszcze mogą intrygować, kiedy powoli odkrywamy kolejne kluczowe postacie (albo takie się wydają). Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że cała historia toczy się za szybko, przewija się zbyt wiele osób (w zasadzie sporo ograniczonych do epizodów) oraz paskudne dialogi. Nawet nie chodzi o ilość rzucanych bluzgów (jakby wszyscy byli z JuEsEj), tylko czasem na siłę próbują być śmieszne i brzmią sztucznie, podane w monotonnym tempie.

Jaroszek nie radzi sobie z tempem, bo wszystko prowadzone jest bardzo powoli. Niby ma to służyć w budowaniu napięcia, jednak nie wywołało to we mnie żadnych emocji. Nieważne, czy analizuje miejsce zbrodni, włamuje się do siedziby Wielkiego Złego w słowackich górach (jak w „Tylko dla orłów”, tylko słabiej) czy podczas finałowej konfrontacji. Jakby tego było mało wchodzą w drogę krótkie retrospekcyjne przebitki, czasem postacie zachowują się w sposób podważający ich inteligencję (ucieczka przed zamieszanym w sprawę, by następnie go… wpuścić do siebie) i są zbiorem klisz. Narwany komendant, mściwy kolega z pracy, żądna sensacji dziennikarka, prokuratorka balansująca między pracą a domem, Wielki Zły z czarną opaską – mógłbym tak wymieniać. A sam finał jest tak niesatysfakcjonujący (choć sama walka nakręcona jest dobrze) i kończy się w tak urwany sposób, by dać bardzo jasny komunikat: chcemy drugi sezon.

Czy „Forst” ma jednak jakieś zalety? Przede wszystkim klimat, mocno czerpiący zarówno z thrillerów Davida Finchera (ze wskazaniem na „Siedem” i „Dziewczynę z tatuażem”), jak i literaturą nordic noir. Pięknie sfilmowane góry oraz zimne krajobrazy potęgują poczucie osamotnienia, izolacji. Jest wiele ładnie nakręconych lokacji czy scen akcji (ucieczka z płonącego budynku mocno przypominała mi podobną scenę z… pierwszego „Maxa Payne’a”), jednak czasem bliższy plan bywa bardzo nieostry. Aurę potęguje też muzyka, mieszająca „thrillerowe” dźwięki z góralskimi smyczkami – idealne połączenie.

Chciałbym coś dobrego powiedzieć o aktorstwie, ale nie dano im zbyt wiele do zagrania i pokazania. Bo jest tu parę uzdolnionych ludzi jak Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Artur Barciś czy Kamilla Baar, tylko dostali bardzo płaskie, jednowymiarowe, nieciekawe role. Jedynie Borysowi Szycowi w roli tytułowej udaje się wycisnąć coś więcej i zabłysnąć charyzmą. Z drugiej jednak przy tak nijakim tle nie było jakimś szczególnym wyzwaniem.

„Forst” przełamuje dobrą passę polskich seriali Netflixa, które w ostatnich miesiącach były dużo cieplej oceniane. Jako kryminał/thriller kompletnie nie jest w stanie porwać, a chociaż cyklu o Forście nie czytałem, to widzę bałagan w adaptacji. Za szybko, zbyt ciasno i gdzieś po drodze logika zrobiła sobie wolne. Dla fanów książek Mroza będzie to ogromne rozczarowanie. Ja nawet nie czytałem, a też czuję zawód.
5/10
Radosław Ostrowski
