
Duet AIR to francuscy spece od muzyki elektronicznej, chociaż flirtowali także z muzyką filmową. Ekipę od 1995 roku tworzą: Nicolas Godin i Jean-Benoit Dunckel. Jednak zamiast nowego wydawnictwa (od poprzedniego dzieła, czyli „Music for Museum” minęły 3 lata) w zeszłym roku wydali składankę podsumowującą 20 lat działalności.
I nie jest to tylko jedna płytka, ale dwie zawierające 31 utworów. I to nawet długich. Na początek dostajemy „La femme d’argent”, które zaczyna się od szumu wody, by pójść w stronę popu lat 60. i 70., gdzie wybija się bas, eleganckie klawisze oraz smyczki. Jednocześnie w tle słychać dziwne szumy, dźwiękowe plamy zahaczające o ambient. Podobnie czaruje eteryczny „Cherry Bossom Girl”, gdzie przewodzi wszystkim gitara akustyczna i elektroniczna perkusja. Ale wtedy pojawia się delikatny wokal Dunckela (byłem pewny, że to kobieta śpiewa) oraz flet, budujący niesamowitą atmosferę. „Kelly Watch the Stars” jest pełne pasaży, które pachną latami 80. Oraz tworzą klimat rodem z kina SF. A jak dodamy do tego przerobiony, „mechaniczny” wokal, odlot gwarantowany. Filmowo się czujemy podczas romantycznego „Playground Love” (utwór z filmu „Przekleństwa niewinności”), gdzie gościnnie udziela się niejaki Gordon Tracks oraz saksofon. Tym większym szokiem może być epickie i brudne „Sexy Boy” z nieprzyjemnym przerobionym głosem skontrastowanym z przestrzennymi klawiszami, gitarą elektryczną oraz eterycznym wokalem Dunckela. Im dalej, tym bardziej dźwięki atakują (zwłaszcza w refrenie), by zaskoczyć niemal minimalistyczną „Venus”, by w połowie skręcić troszkę w stronę new romantic. Kosmiczną aurę także można wyczuć w pozornie lirycznym „All I Need” (wersja radiowa), gdzie duet wsparła swoim głosem Beth Hirsch. Zupełnie do góry nogami ostaje wywrócone „Alpha Beta Gaga” z szybko pędzącą elektroniką skontrastowana spokojniejszą grą akustycznej gitary oraz gwizdania. A im dalej, tym bardziej muzyka zostaje ubarwiona smykami, klawiszami itp. „Kosmiczny” odlot wraca w oszczędnym „Moon Fever”, gdzie jest tylko fortepian oraz ambientowe tło. I jeszcze chór na końcu. Wtedy wkracza Beck w pachnącym dawnymi dyskotekami epickim „Don’t Be Light” (te smyki brzmią jakby grała cała orkiestra), gdzie miesza się wszystko: elektronika z „horrorowymi” smyczkami, kosmiczny ambient z gitarą elektryczną. Echa lat 70. czuć mocno w delikatnym „How Does It make You Feel” z przesterowanym głosem czy wręcz liryczny fortepian w „Once Upon a Time”.
Taka mieszanina może wywoływać dezorientację (przynajmniej na początku), ale duet AIR tak bawi się na przestrzeni lat, że potrafi cały czas zaintrygować zderzeniem żywych instrumentów z elektroniką (piękny „Alone in Kyoto”, oszczędny „Talisman”, pełen różnych wokali i eksperymtnwów „Run”). AIR jeszcze dodało kilka bonusów. Są tutaj aż dwa niepublikowane wcześniej utwory „Roger That” i „Adis Abebah”, a także dwa utwory nagrane w radiu: „J’ai dormi sous l’eau” (nagrane w BBC w 1998 roku) oraz „Trente millions d’amis” (z KCRW 98).
Od tego albumu spokojnie można rozpocząć przygodę z duetem francuskiej elektroniki. Pełne podsumowanie całego dorobku, które zachęca do bliższego poznania.
8,5/10
Radosław Ostrowski
