Wstrząs

Wrzesień 2002, Pittsburgh. Miasto utrzymuje się dzięki wsparciu NFL – ligi futbolu amerykańskiego. Sport ten w Stanach traktowany jest niemal na równi z Bogiem, jednak wśród byłych i obecnych zawodników dzieją się dziwne rzeczy. Dostają ataków szału, biorą nadmiar leków, słyszą glosy i w końcu zabijają się. Kiedy w wieku 50 lat umiera znany zawodnik Mike Webster, wielu się zastanawia. Dla miejscowego patologa, dr Benneta Omalu to tylko kolejny pacjent, któremu trzeba przeprowadzić sekcję. Ale nawet on był w szoku, gdy odkrywa przyczynę zgonu – wstrząsy od uderzeń doprowadziły do wyniszczenia mózgu. Po Websterze, pojawiają się kolejni martwi zawodnicy.

wstrzas1

Już ten opis zapowiada, że będzie to kino na ważny temat oraz przedstawiający kolejne starcie z potężną instytucją, mającą ogromne środki, tysiące prawników i wielkie wpływy. Próbujących swoich sił jako reżyser Peter Landesman – scenarzysta świetnego „Wyroku za prawdę”, niestety, potyka się i stworzył film dość nierówny. Z jednej strony jest to niemal klasyczny kryminał z wątkiem sportowy oraz wojną z korporacją. Nie brakuje tutaj faktów, mocnych scen związanych z dziwacznym zachowaniem sportowców, a także klasycznego tuszowania prawdy oraz prób kneblowania ust. Mimo klisz, ten wątek ogląda się nieźle.

wstrzas2

Jednak wątek związany z przyszłą żoną Omalu, zwyczajnie nudzi, jest strasznie melodramatyczny (w zbyt amerykańskim stylu), jakby z innego filmu wzięty i przepełniony banalnymi dialogami, co osłabia siłę tego filmu. Landerman mocno trzyma się faktów, jednak brakuje we „Wstrząsie” emocji i ognia, a próba złapania kilku srok za ogon, musi skończyć się porażką.

wstrzas3

I byłoby tragicznie, gdyby nie cholernie dobre aktorstwo. Will Smith, który został pominięty w oscarowym wyścigu, tworzy bardzo solidną postać troszkę naiwnego, ale prawego lekarza. Może irytować to naiwne podejście do świata, jednak udaje się stworzyć aktorowi wiarygodną postać, co widać w scenie jego zeznań w sądzie jako koronera. Poza nim jednak jest ciekawszy drugi sort, znaczy plan. Najbardziej zapadł mi w pamięć świetny Alec Baldwin jako dręczony wyrzutami sumienia były lekarz sportowy, dr Bailes, stający się wsparciem dla młodego doktorka. Nie sposób nie wspomnieć mocnego Davida Morse’a, który w kilku scenach pokazuje „połamanego” człowieka przez wstrząsy czy będącego mentorem, niezawodnego Alberta Brooksa.

wstrzas4

„Wstrząs” nie jest niczym oryginalnym w materii człowiek vs korporacja, ma kilka mocnych scen i jest dobrze zagrany, ale brakuje jakiego mocnego uderzenia. Nie jest odkrywcze, że dla kasy wiele osób jest w stanie pójść po trupach, jednak przykład „Spotlight” pokazuje, że taki ograny temat można pokazać w ciekawy sposób. Tutaj skończyło się na kilku wstrząsach.

6/10

Radosław Ostrowski

Rok przemocy

Rok 1981 dla Nowego Jorku był to najbrutalniejszy rok w historii. Nigdy wcześniej ani później nie popełniono aż tylu przestępstw i nie zabito tylu ludzi. I to w tym niepewnym czasie przyszło robić interesy Ablowi Moralesowi – kubańskiemu emigrantowi oraz biznesmenowi, zajmującemu się opałem. A dokładnie sprzedawaniem paliwa. Przeprowadza bardzo ważną transakcję, która przeniesie go do ekstraklasy – chodzi o kupno doków. Wpłaca wstępnie zaliczkę i ma 30 dni na dołożenie reszty, czyli półtora miliona dolarów. Wtedy zaczynają się kłopoty, bo ktoś bije kierowców, zastrasza pracowników i jakby tego było mało – śledztwo prowadzi prokuratura. Bohater ma dwa wyjścia – albo ogłosić bankructwo albo poprosić o pomoc rodzinę żony, czyli członków mafii.

rok_przemocy1

Nazwisko J.C. Chandora nie jest mi obce. Zadebiutował cztery lata temu ekonomicznym thrillerem „Chciwość”, dwa lata temu pokazał starcie Roberta Redforda z morzem („Wszystko stracone”), a teraz wraca z kryminałem o zacięciu społecznym.  Jednak jeśli spodziewacie się efektownych strzelanin, pościgów i eksplozji, to trafiliście pod zły adres. Chandor gra bardzo powoli, rezygnując z efekciarstwa na rzeczy psychologii oraz obserwacji społecznie. Jednak mimo tego braku ogólnie rozumianej akcji, potrafi skupić uwagę i trzyma w napięciu, stawiając na długie kadry, monologi oraz mroczny klimat. Morderstwo, korupcja, zastraszanie – czy można pozostać uczciwym wobec takich zagrożeń? Oto jest pytanie. Chandor nie daje na to pytanie łatwych odpowiedzi, tylko  przygląda się naszemu bohaterowi, będącemu w potrzasku, spychając szukania rozwiązania zagadki, kto stoi za tymi nieszczęściami.

rok_przemocy2

Chandor dba o styl, czasami (głównie nocne ujęcia) przypominają czasem fotografie z sepii.  Z czasem pojawia się napięcie i niepokój związany z następnym posunięciem Abla oraz wyczekiwaniem na moment, w którym pęknie jego charakter. Wiarygodność tego bohatera to zasługa znakomitego Oscara Isaaca (wygląda w tym filmie troszkę jak młody Al Pacino), tworzącego bardzo zniuansowany portret uczciwego biznesmena na rozdrożu. Zawsze opanowanego i skoncentrowanego. W opozycji do niego znajduje się jego żona w wybornej interpretacji Jessiki Chastain. Wyszczekana, bardziej porywcza i cyniczna kobieta z potężnego rodu mafijnego nie jest przyzwyczajona do znoszenia obelg i ataków. Czuć chemię między tą dwójką, tym większa szkoda, że razem pojawiają się tak rzadko, bo iskrzy i to mocno. Poza tym duetem mocno wspierają się świetni Albert Brooks (śliski prawnik Andrew Walsh, przyjaciel rodziny) oraz David Ovoyedo (zdeterminowany służbista prokurator Lawrence), dokładając cegiełkę do całości.

rok_przemocy3

W USA „Rok przemocy” porównywano do dzieł Sidneya Lumeta, który w konwencji kina gatunkowego tworzył kino zaangażowane społecznie. I to podobieństwo czuć w filmie Chandora, który coraz bardziej się rozwija, stając się jednym z najciekawszych reżyserów młodego pokolenia. Czekam na kolejny film.

8/10

Radosław Ostrowski