Paryż-Manhattan

Alice jest córką aptekarza i jedyną w rodzinie, która nie jest z nikim związana. I już jako mała dziewczynka zakochała się w filmach Woody’ego Allena. I przez kilkanaście lat trwa w kawalerstwie, zostaje szefową apteki. I wtedy pojawia się Victor – specjalista od alarmów.

paryzmanhattan1

Allen to filmowiec, którego wpływ na kino jest czymś niepodważalnym, ale dopiero teraz pojawił się film będący hołdem dla Nowojorczyka. Został on zrealizowany przez francuską reżyserkę Sophie Lellouche. I mamy tu wszystko, z czego znany był Allen, tylko że jesteśmy w Paryżu zamiast Nowym Jorku i wszyscy tutaj mówią po francusku. Reszta jest po staremu: neurotyczni bohaterowie (rodzina z nałogami i nawykami), zdradzający mężowie, ironiczne dialogi, jazzowa muzyka i dobry humor, niepozbawiony uroku, zaskakujących sytuacji (w aptece poza lekami są dodawane filmy Allena czy próba kradzieży). No i rzecz jasna pojawia się sam Allen jako wisienka na torcie. W zasadzie film ma jedną małą wadę: jest po prostu za krótki (tylko 80 minut?) i miałem poczucie lekkiego niedosytu. Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z naprawdę zabawnym filmem, choć może zakończenie zbyt bajkowe, ale mi to nie przeszkadzało.

paryzmanhattan2

I jeszcze jak to jest zagrane. Tutaj brylują urocza Alice Taglioni (Alice) oraz świetny Patrick Bruel (Vincent), który serwuje najlepsze teksty i to wypisz-wymaluj Allen w wersji francuskiej (tylko nie jest neurotykiem). Gdy pojawiają się razem, dosłownie lecą iskry, tak odczuwalna jest chemia. Poza tym duetem i wspomnianym Allenem (nie tylko na fotografii), warto wyróżnić Marine Deltermer (Helene, siostra Alice) i Marie-Christine Adam (matka).

„Paryż-Manhattan” to naprawdę urocza i bardzo sympatyczna komedia z Francji, co nie zawsze jest dobrym połączeniem, ale ja się tu naprawdę dobrze bawiłem. Może dlatego, że jestem fanem Allena i poczułem się tu jak w domu? A wy spróbujecie?

7/10

Radosław Ostrowski