Matka Joanna od Aniołów

Ile już było opowieści o opętaniu ludzi reprezentujących władzę duchową? Inspiracji nie brakuje jak choćby XVII-wiecznie opętanie (rzekome) zakonnic w klasztorze w Ludun. Jednym z takich utworów było opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza „Matka Joanna od aniołów”, którą na ekran przeniósł Jerzy Kawalerowicz.

Akcja toczy się gdzieś na terenie Smoleńszczyzny w miasteczku Lutyń. Od ponad pół roku w tamtejszym klasztorze mniszki są opętane przez diabły. Mimo obecności czterech egzorcystów, nie udaje się wypędzić diabłów, szczególnie u matki Joanny od Aniołów (Lucyna Winnicka) – matki przełożonej. Dlatego do miasteczka przybywa młody ksiądz Suryn (Mieczysław Voit), która ma samodzielnie zajmować się matką przełożoną. Jedyną mniszką, która wydaje się być odporna na wszystkie dziwne rzeczy, jest siostra Małgorzata od Kluczy (Anna Ciepielewska). Ale czy młody duchowny da sobie radę z siłami, które zna tylko z ksiąg?

Pierwsze, co uderza w trakcie oglądania to bardzo ascetyczna forma, gdzie akcja jest ograniczona do kilku ważnych miejsc (cela Suryna, karczma, klasztor, stos). Kamera niemal cały czas przyjmuje perspektywę z oczu postaci, co jeszcze podkreśla atmosferę. A ta nie należy do przyjemnych – cała ta okolica wydaje się niemal pusta, pustynna (Axis Mundi), pozbawiona jakichś charakterystycznych elementów do konkretnej epoki. Monochromatyczna kolorystyka oraz tekstura użyta przez Jerzego Wójcika buduje niemal atmosferę miejsca opuszczonego przez Boga. Niemal martwa, gdzie człowiek staje do konfrontacji z samym sobą. Bez względu na to w kogo i co się wierzy.

A o co tu tak naprawdę chodzi? O kryzys wiary, który doprowadza do silnych wątpliwości? O buncie? Poświęceniu? Zderzeniu racjonalności z duchowością? A może o miłości? Jeśli to ostatnie, to czy chodzi o pożądanie? Czy o sprawy niekoniecznie fizyczne? Odpowiedź nie należy do prostych, bo wszystko jest takie niedopowiedziane, niejednoznaczne, co pozwala na wiele interpretacji. Jednak to wolne tempo potrafi mocno zmęczyć, zaś finał był w stanie dać mi z liścia i wprawił w zakłopotanie. Jest tu parę mocnych momentów (scena egzorcyzmów w kościele, rozmowa księdza z cadykiem), zaś grający główne role Voit i Winnicka magnetyzują. W tym starciu wydaje się, że to matka Joanna jest „silniejsza”, ale czy naprawdę tak jest? Voit tutaj gra zarówno młodego, nieznającego świata księdza, co mierzy się z demonami jak i bardziej doświadczonego cadyka. To jak bardzo różnią się mową ciała, ekspresją twarzy oraz sposobem wypowiedzi jest wręcz niepojęte.

Film Kawalerowicza ma swoje lata i jest to odczuwalne. Niemniej ta skromna forma oraz niejednoznaczna treść frapuje, dając spore pole do interpretacji. Nawet dziś potrafi oczarować kadrami i atmosferą.

7/10

Radosław Ostrowski

Pasażerka

Dziwny to film i niełatwy do opowiedzenia. Bo jak opowiedzieć o historii, która jest urwana? Na statku pasażerskim płynie Lisa razem z mężem. Niby spokojny rejs, jednak wtedy pojawia się pewna kobieta. Niby nikt taki, jednak przypomina ona pewną osobę z przeszłości. Przeszłości, o której chciałaby zapomnieć, naznaczona Auschwitz.

pasazerka1

Film Andrzeja Munka to urwany fragment całości, który nigdy nie zostanie dokończony. Reżyser zginął w wypadku samochodowym podczas pracy nad tym filmem, przez co znamy tylko część materiału, a resztę (krótkie fotosy) przeplatają się ze scenami retrospekcji. Tam poznajemy jej losy jako szefowej komanda zajmującego się dobrami więźniów. Wtedy pojawia się nowa pomocnica, Marta. Ta dziwna relacja oparta na próbie złamania kobiety przez surową, pozbawioną wręcz emocji Lisę. Zaczynamy odkrywać tajemnicę oraz tą skomplikowaną relację z Martą. Upokorzenie, szacunek za pomocą uległości, próba złamania charakteru, a jednocześnie w tle przewija się piekło obozu. Sceny biegu kobieta oraz łapania przez hak, co doprowadza panie do „zamkniętego” kobiecego koła, czytanie grepsu na apelu czy wrzucanie Cyklonu B robi piorunujące wrażenie.

pasazerka2

Cała ta opowieść miała potencjał na moment zderzenia z przeszłością oraz konsekwencjami swoich decyzji. Surowa realizacja może trafić, a wpleciona narracja z kadru wyjaśnia dlaczego film wygląda jak wygląda. Nikt nie chciał kontynuować dzieła Munka, zaś jego najbliższy współpracownik zdecydował się skleić fragmenty w spójną całość. A najmocniejszym punktem jest mocna Aleksandra Śląska – chłodna, do bólu opanowana i bezwzględna, zapada w pamięć. To, co mówi i to, co widzimy pokazuje mechanizm działania kata oraz działania ludzkiej pamięci. Kontrastem dla niej jest Anna Ciepielewska w roli Marty, która jest bardzo wycofana, choć kilka scen zapada w pamięć.

pasazerka3

Szkoda, że nie poznajemy części współczesnej, bo można było z tego wycisnąć więcej. Rozumiem decyzję o tej wersji filmu jaka jest, ale chciałbym poznać dalszy ciąg. Mimo to warto zapoznać się z „Pasażerką”.

6/10

Radosław Ostrowski