Krzysztof Napiórkowski – 10 x Twardowski

twardowski-okladka

W zeszłym roku obchodzono setną rocznicę urodzin oraz dziesiątą rocznicę śmierci ks. Jana Twardowskiego – bardzo skromnego kapłana i poety. Z tej okazji powstało też wiele okolicznościowych płyt, a jedną z nich wydał kompozytor, multiinstrumentalista oraz wokalista Krzysztof Napiórkowski. Album zawiera 10 piosenek do wierszy poety i jest mieszanką różnych stylistyk.

Zaczyna się delikatnym „Powiedzcie to dalej” z prowadzącą trąbką i fortepianem. To instrumentarium będzie towarzyszyć przez cały czas, zmieniając tempo oraz układ brzmienia. Tak jak w leniwym „Nie martw się” czy płynącym „Ważne”. Wyjątkiem od tej reguły są krótkie i gitarowe „Pytania”, gdzie przyspiesza perkusja (jest jeszcze powtórka). To jednak tylko skromny przerywnik, który pozwala dodać dynamiki.Podobnie, ale dłużej szaleje „Będzie”, gdzie też gitara ma wiele do powiedzenia.

By przełamać ten spójny i lekki klimat, Napiórkowski zaprosił gości. Czaruje swoim zwiewnym głosem Anna Maria Jopek („Nie martw się”), mocniejszy wokal Adama Struga pojawia się w refrenie pod koniec „Wierzę” oraz w refleksyjnej „Drugiej jesieni”. A sam Napiórkowski ze swoim bardzo leciutkim jak piórko wokalem unosi się nad wszystkim i dodaje lekkości refleksyjnym obserwacjom księdza Jana.

Ciepła, spójna, poetycka płyta do spokojnego słuchania. Takie rzeczy zdarzają się rzadko, ale im głębiej się wejdzie, tym ciekawsze rzeczy się dzieją.

7/10

Radosław Ostrowski

Anna Maria Jopek & Gonzalo Rubalcaba – Minione

minione

Anny Marii Jopek przedstawiać nie trzeba: to jedna z najbardziej znanych na świecie polskich wokalistek jazzowych. Od ostatnich płyt (bo wydała jednocześnie aż trzy – kto zabroni) minęło aż sześć lat, co nie znaczy, że wokalistka zrobiła sobie przerwę. W lutym wydała nowe dzieło, zawierające przedwojenne tanga, przearanżowane i wykonane przez kubańskiego pianistę, Gonzalo Rubalcabę. Tak powstało „Minione”.

Pierwsze, co uderza po przesłuchaniu to… spokój. Przynajmniej na początku w postaci rozleniwionego „Twe usta kłamią”. Tutaj dominuje fortepian, a sekcja rytmiczna jest mocno wycofana w tle. I nawet bardziej przyspieszone solo fortepianu nie jest w stanie tego zmienić. Bardziej zgrabny i żywszy jest „Kogo nasza miłość obchodzi”, gdzie jeszcze swoje daje w połowie kontrabas czy melancholijne „Co nam zostało z tych lat” z marszową perkusją, a nawet karaibsko płynne „Miasteczko Bełz”. Trudno odmówić albumowi spójnego klimatu, ale jako całość zaczyna zwyczajnie nudzić swoją monotonią jak w mruczanym „Besame Mucho”, chociaż trudno mi się do czegokolwiek przyczepić. Muzycy grają więcej niż dobrze, a bardzo delikatny, niemal eteryczny wokal pani Jopek potrafi działać wręcz kojąco.

Tylko to wszystko nie zawsze jest w stanie zapaść mocno w pamięć. Wszystko jest zbyt spokojnie (chociaż bardzo elegancko), a Rubalcaba potrafi czarować swoją grą na fortepianie („Rebeka”). Tylko dla wielu może być to trudne do przejścia, mimo drobnych aranżacyjnych detali.  Ale i tak efekt jest bardzo przyzwoity.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Magda Umer – Duety. Tak młodo jak teraz

duety

Każdy fan poezji śpiewanej musi w końcu poznać na swojej muzycznej ścieżce Magdę Umer. Ta wokalistka, aktorka i reżyserka ma na koncie kilka płyt, jednak ta ostatnia jest dość nietypowa i stanowi pewnego rodzaju podsumowanie drogi artystycznej. Jak sama nazwa wskazuje, jest to zbiór duetów, z którymi Umer wykonuje utwory ważne w swoim życiu, chociaż niekoniecznie będąc ich pierwszą wykonawczynią.

Pod względem muzycznym nie będzie zaskoczeń – jest to bardzo melancholijne, spokojne i eleganckie. Ale i potrafi być zaskakująco jak w przypadku utworu „Ta ostatnia niedziela” w wersji tango (gra akordeon, kontrabas, perkusja, skrzypce) czy bardziej jazzowe „W żółtych płomieniach liści” i pianistycznym „Co za tym pagórkiem”. Ale dostajemy kilka prawdziwych perełek – smutne „Dwa serduszka cztery oczy” (gitara i saksofon), ciepły i pełen smyków „Czas rozpalić piec”, jazzowy „Tak młodo jak teraz” czy „Pa-Role”. Za serce chwyta też tytułowy „Tak młodo jak teraz” czy pachnący stylem Voo Voo „Pora by się rozstać”, a największą niespodzianką jest rapowany „Rzuć chuć”. Takie ciekawostki ubarwiają ten dość jesienny album.

Sama gospodyni dość spokojnym, ale ciepłym głosem naznacza każdy utwór (samodzielnie śpiewa tylko w „Czasie na obłoki i las”, gdzie towarzyszy jej… Czas (tykający zegar). A zestaw gości jest naprawdę imponujący, gdzie każdy otrzymał spore pole do działania, wykorzystując go w całości: Piotr Fronczewski, Piotr Machalica, Wojciech Waglewski, Janusz Gajos czy naprawdę brawurowy Artur Andrus to prawdziwa mieszanka. Dodatkowo dostajemy jeszcze trzy bonusy: „List nieortograficzny” z Jeremim Przyborą, świąteczny „Na całej połaci śnieg” z mruczącym Wojciechem Mannem (to naprawdę poprawia humor) oraz koncertowa „Płachta nieba” z Jackiem Klyffem. I tak naprawdę trudno wybrać ten najlepszy duet.

Niby albumów z duetami było mnóstwo, ale „Duety” Magdy Umer w całości mnie ujęły. Kapitalna płyta utrzymana w tonacji bardziej jesienno-zimowej, dla osób szukających bardziej refleksji i czegoś na inteligentnym poziomie.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Jerzy Wasowski – Wasowski odnaleziony. Ktoś zbudził mnie

Zdarzają się projekty, które są dość nietypowe i zaskakujące. To jeden z nich. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy Grzegorz Wasowski – znany dziennikarz i satyryk, syn jednego z założycieli Kabaretu Starszych Panów przekazał Polskiemu Radiu niepublikowane wcześniej taśmy z utworami swojego ojca, które nadgryzł ząb czasu. Tam zadanie odnowienia tych ścieżek (czytaj: aranżacji i skomponowania muzyki) otrzymał kompozytor Krzysztof Herdzin. I tak powstał „Wasowski odnaleziony”.

I trzeba przyznać, że muzyka ta brzmi bardzo elegancko, odrobinę nostalgicznie i staroświecko. A jednocześnie zachowano głos Wasowskiego, który nie gryzie się z muzyką nagraną teraz. Smyczki, fortepian, flety – to wszystko mogłoby zostać nagrane równie dobrze 30-40 lat temu w Kabarecie Starszych Panów. Ta elegancja nie wywołuje rozdrażnienia czy poczucia archaizmu czy zgrzytu miedzy Wasowskim a muzyką i w dodatku różnorodna pod względem tempa i nastroju.

Za to zaskakujące są teksty (m.in. autorstwa Jeremiego Przybory i Ryszarda Marka Grońskiego), które mimo lat zaskakują aktualnością („Chcemy być oszukiwani” czy „Polityka i moralność”), a także pełne liryzmu i humoru („Czy on śpi z nią”), co mnie bardzo cieszy.

Ale twórcy płyty jeszcze zrobili niespodziankę, bo na tej płycie są aż cztery duety. Technika jest tak rozwinięta, że nagranie duetu z osobą nieżyjącą nie jest żadnym problemem. Na szczęście nie wywołują one żadnego zgrzytu czy poważniejszych niedoróbek technicznych. A i panie nie byle jakie, bo Anna Maria Jopek (otwierająca całość „Ktoś zbudził mnie”), Irena Santor („Trzy pejzaże ze snu”), Monika Borzym (lekka „Fortuna kołem się toczy”) i Dorota Miśkiewicz („Lubię być szczęśliwa”) – wszystkie panie po prostu są wspaniałe.

Myślałem, że końcówka tego roku niczym mnie nie zaskoczy, a tu proszę – pojawia się „nowy” album Wasowskiego. Eleganckie, staroświeckie, ale nie jest to ramotka czy muzealny eksponat. Kto wie, może będzie dalszy ciąg, na co bardzo liczę.

7,5/10 (a co mi tam, niech będzie 8/10)

Radosław Ostrowski


Marek Jackowski – Marek Jackowski

Marek_Jackowski

Płyty wydawane po śmierci twórcy zawsze wprawiają w konsternację. Zwłaszcza gdy zawierają premierowy materiał i zwyczajnie nie wypada powiedzieć nic złego. Tak jest w przypadku ostatniej płyty Marka Jackowskiego, który nagrał z zaproszonymi gośćmi.

Jest to bardzo delikatne granie gitarowe, bardziej wyciszające i refleksyjne, a także bardzo melodyjne. Ale nie brakuje tutaj trochę mocniejszego uderzenia („Przychodzisz, odchodzisz” z silną gitarą oraz wokalem Piotra Cugowskiego), jednak dominują tutaj smyczki („Deszcz”, „Odnajdziemy się”), delikatne brzmienia gitary, choć perkusja potrafi zaszaleć albo skręcamy w stronę lekko popowej („Tyle muszę”), orientalnej („Kraj”) czy bluesowej („Miasto wzywa” ze świetnym saksofonem, „Matka od samotnych drinków”). Brzmi to po prostu bardzo dobrze, zaś nawet lekko taneczne elementy (perkusja w „Tyle muszę” czy „Nie zawsze jest tak jak chcesz”) nie przeszkadzają, a nawet intrygują.

Bardzo podobały mi się teksty – proste, ale za to poruszające, intrygujące i życiowe. Także sam Jackowski śpiewa naprawdę dobrze, choć bardzo delikatnie. Zaś wśród śpiewających tutaj są trzymający fason Piotr Cugowski, lekko stonowany Muniek Staszczyk („Ulica miłości”, „Nie zawsze jest tak jak chcesz”), rozpoznawalny Maciej Maleńczuk („Miasto wzywa”, „Kraj”), delikatna Anna Maria Jopek („Deszcz”, „Tyle muszę”), dająca radę Ania Wyszkoni („Odnajdziemy się”, „Matka od samotnych drinków”) oraz mocna Ewa Prus („Nie ma cię”). I wszyscy wypadli naprawdę zgrabnie i słuchało się tych piosenek z wielką frajdą.

Powiem wam szczerze – jest to naprawdę dobra płyta, serwująca coś, co wiele lat temu można było określić mianem szlachetnej muzyki rozrywkowej. Proste, ale nie prostackie, delikatne, eleganckie oraz zaskakująco pogodne.

7,5/10

Radosław Ostrowski