Sędzia z Teksasu

Roy Bean nie był świętym człowiekiem pełnym cnót, lecz wyjętym spod prawa bandytą. Przejeżdżał przez małą wioskę w Teksasie, gdzie znajdował się burdel oraz szałasy Meksykanów. Tam właśnie zostaje pobity, okradziony oraz pozostawiony na śmierć. Lecz wraca do miasteczka, by zemścić się na swoich oprawcach, mordując ich z zimną krwią. To jednak nie wszystko, bo ogłasza się sędzią i zamierza tutaj wprowadzić cywilizację, postęp oraz pokój, w czym pomaga mu grupa wyjętych spod prawa, awansowanych na egzekutorów.

sedzia z teksasu1

Ten film miał być reżyserskim debiutem Johna Miliusa, który próbował zrobić (przynajmniej tak to rozumiem) taką westernową wersję „Lawrence’a z Arabii”. Problem w tym, że filmowi bonzowie nie wierzyli w umiejętności przyszłego twórcy „Conana Barbarzyńcy” i zamiast niego tą fabułę zrobił John Huston. Milius bardzo szanował tego doświadczonego reżysera… do momentu, kiedy nie wzięto się za jego tekst. Zamiast szacunku oraz entuzjazmu, pojawiła się wściekłość oraz oskarżenie o zniszczenie dzieła. I powiem szczerze, że jest to jedno spore pomieszanie z poplątaniem, gdzie nie do końca wiadomo o co chodzi.

sedzia z teksasu2

Sam wydaje się mieszanka westernowego sztafażu z dość specyficznym rodzajem komedii. Z jednej strony mamy do czynienia z bezkompromisowym sędzią, który chce podążyć za swoją wizją miasta pełnego porządku, ale ten porządek troszkę jest oparty czasem na widzi mi się (jak sędzia przegrywa w karty, cena alkoholu drożeje) oraz bardzo surowym egzekwowaniu – wieszanie i/lub odstrzał. Miasto zaczyna się jednak coraz bardziej rozbudowywać, a do głosu coraz bardziej dochodzi pewien podstępny prawnik nazwiskiem Gass. I tutaj ta konfrontacja mogłaby być czymś na kształt „Aż poleje się krew”, tylko z konfrontacją między powoli odchodzącą przeszłością Dzikiego Zachodu a postępującą cywilizacją. Nie brakuje też klasycznych elementów oraz typów postaci jak traper (Grizzly Adams) czy bandyta terroryzujący okolicę (Zły Bob „Albinos”), a zamiast psa mamy… niedźwiedzia.

sedzia z teksasu3

Problem dla mnie jednak, że te wszystkie elementy nie chcą się połączyć w żadną spójną całość (romantyczna randka sędziego z Marią Eleną oraz Niedźwiedziem – co do cholery?). Przeskoki w czasie są dość spore, narracja nie prowadzi za bardzo do celu (chyba nawet nie jest w stanie go ustawić), zaś przesłanie wyparowuje. No i ten finał, gdzie do miasteczka przybywa sławna aktorka, którą wielbił Bean (ciekawe cameo Avy Gardner) wydaje się zbędny. Jest jednak jeden mocny punkt tego tytułu, czyli zawsze trzymający poziom Paul Newman w roli tytułowej, tworząc troszkę romantyczną wizję pokręconego stróża prawa.

sedzia z teksasu4

To jeden z najdziwniejszych filmów w dorobku Hustona, gdzie powaga zderza się z groteską, przez co tytuł stoi w rozkroku. Niby chce być poważny i dotykać poważnych kwestii, ale rozjeżdża się nadmiarem groteskowych scen, przez co wywołuje jedynie dezorientację.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Biblia: Początki świata

Czy jest bardziej znany tekst w historii ludzkości niż Biblia? Żaden inny tekst nie był inspiracją dla szeroko pojętej kultury, w tym także dla filmowców. Czasami były to wybrane poszczególne wydarzenia, a czasami szersze fragmenty (głównie nowy Testament i losy niejakiego Jezusa Chrystusa). Było tego od groma, a nie zanosi się na to, by miało się to wszystko skończyć.  Z Biblią postanowił się także zmierzyć John Huston wsparty przez legendarnego (obecnie) producenta Dino De Laurentiisa.

biblia1

„Biblia” (w Polsce opatrzona podtytułem: Początek świata) miał być częścią większego przedsięwzięcia, skupiającego się na nieśmiertelnym tekście. Fabuła skupia się na wydarzeniach z Księgi Rodzaju: od powstania świata aż do próby wiary (złożenie ofiary przez Abrahama). Po drodze będzie wygnanie z raju, zniszczenie Sodomy i Gomory, budowa wieży Babel oraz potop plus Arka Noego. To wyjaśnia też, czemu ten film trwa prawie 3 godziny (!!!). I trzeba przyznać, że to miejscami robi spore wrażenie. Niby statyczna praca kamery, jednak scenografia oraz kostiumy wyglądają bardzo dobrze. Tak samo Eden, sceny budowy arki przez Noego, sama wieża Babel czy Sodoma przed zniszczeniem. Dość szybko przeskakujemy z wątków na wątek w kolejności chronologicznej, bez udziwnień oraz eksperymentowania. Problem jednak w tym, że choć wiele się zdarza, to parę wątków wydaje się potraktowanych dość po macoszemu, wręcz poskracanych, co też wynika z dość epizodycznej konstrukcji scenariusza (a i samej Biblii). Niby pomaga to zachować wierność, ale wiele z tych wydarzeń nie angażuje tak bardzo jak choćby wątek Abrahama i Sary, czyli ostatnie parędziesiąt minut. Reszta po prostu się dzieje i w zasadzie nic mnie nie obchodziło, tak samo jak jednowymiarowość bohaterów.

biblia2

Niemniej ogląda się ten film naprawdę nieźle. Jeśli coś zwróciło na mnie uwagę to przede wszystkim fantastyczna, wręcz operowa muzyka Toshiro Mayuzumiego, dodająca tego odpowiedniego rozmachu wielu scenom jak podczas tworzenia świata czy potopu. I to muzyka jest dla mnie największą gwiazdą tego filmu, spychając aktorów na dalszy plan. A że grają tu tacy znany mistrzowie ekranu jak Richard Harris (Kain), George C. Scott (Abraham), Ava Gardner (Sara) czy sam Huston w roli narratora/Boga oraz Noego, to jest na co popatrzeć. Szkoda, że nie wszyscy dostają szansę na stworzenie głębszych postaci (oprócz Abrahama) i sporo z obsady to w zasadzie epizody jak w przypadku Michaela Parksa (Adam), Stephena Boyda (król Nimrod) czy Petera O’Toole’a (anioł w trzech postaciach).

biblia3

Trudno mi jednoznacznie ocenić „Biblię”, która – nawet jak na tamte czasy – była bardzo ambitnym przedsięwzięciem. Ma bardzo epicki rozmach, niektóre efekty specjalne godnie znoszą upływ czasu, muzyka brzmi fenomenalnie, ale to wszystko wydaje się takie emocjonalnie chłodne, nie angażujące. Może zamiast zebrania tylu wydarzeń należałoby się skupić na jednym oraz skupić się na tym. Ale na to odpowiedzi już nie dostaniemy.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Noc iguany

Wszystko zaczyna się od pewnego kościoła, gdzie posługę kapłańską pełni pastor Lawrence Shannon – człowiek słaby, przeżywający załamanie nerwowe oraz kryzys wiary. Podczas mszy doprowadza do poważnego incydentu, przez co zostaje usunięty z parafii. Teraz jest pilotem wycieczek dla biura podróży po Meksyku, gdzie jego klientkami są starsze panie oraz pewna młoda dziewczyna o imieniu Charlotte, która chce uwieść byłego duchownego. I ta relacja sprowadza na niego kłopoty, zwłaszcza z powodu „przyzwoitki” towarzyszącej Charlotte, która chce za wszelką cenę zniszczyć Shannona. Mężczyzna podstępem zmusza wycieczkę do przyjazdu do podskórnego i lekko podniszczonego motelu, prowadzoną przez dawną znajomą. Do tego samego miejsca przybywa portrecistka z swoim ojcem, pracującym nad nowym wierszem.

noc iguany1

Zawsze trudnym zadaniem jest przeniesienie na ekran sztuki teatralnej, zwłaszcza jeśli jest napisana przez wybitnego autora. Ale John Huston wiele razy pokazywał w swojej karierze, że nie boi się wyzwań, więc adaptacja sztuki Tennessee Williamsa nie wydawała się jakimś szaleństwem. Szczególnie, że już wcześniej przenoszono na ekran sztuki tego dramaturga. I znów mamy do czynienia z ludźmi, walczącymi ze swoimi tłumionymi pragnieniami, demonami oraz przewartościowaniem swojego życia. Nie ma tutaj klasycznie rozumianej akcji, zaś postacie poznajemy dzięki świetnie napisanym dialogom oraz relacjom. Tutaj reżyser bardzo spokojnie prowadzi wszystkich, pozwalając odkryć ich tajemnice. Bo i kogo tu nie ma: mierzący się z alkoholizmem oraz kryzysem wiary były duchowny Shannon, który chce sobie (oraz innym) coś udowodnić, ciągle apetyczna właścicielka hotelu Maxine, pełna silnego charakteru, młoda lolitka o imieniu Charlotte potrafiąca zdobyć każdego mężczyznę, jej opiekunka panna Fellowes, mocno tłumiąca w sobie uczucie wobec Charlotte (nie jest to powiedziane wprost, ale wydaje mi się, iż jest ona homoseksualistką). No i jest jeszcze tajemnicza Hannah – malarka, wędrująca z ojcem po całym świecie, sprawia wrażenie delikatnej, bardzo empatycznej persony, łatwo tworząc więź z Shannonem.

noc iguany2

Huston nie stosuje jakichś skomplikowanych formalnych sztuczek (może poza zbliżeniami na twarzach oraz drobnych masterszotach), jednak ten teatralny rodowód kompletnie nie przeszkadza. Osadzenie akcji w Meksyku podczas lata w motelu z dala od cywilizacji też buduje klimat pewnego odcięcia, rodzaju duszności, zaś emocje zaczynają z każdą chwilą gęstnieć. Jednak nie ma tutaj jakieś mocnego uderzenia, a zakończenie wydawało mi się troszkę zbyt radosne.

noc iguany3

Ten zwykły dramat nie miałby takiej siły ognia, gdyby nie znakomite aktorstwo z najwyższej półki. Richard Burton kolejny raz błyszczy jako rozedrgany, przechodzący kryzys duchowny, kochający mocne trunki i nie mający siły oprzeć się dziewczynom. Jednak dla mnie film skradły absolutnie magnetyzujące panie: pociągająca Ava Gardner (Maxime), bardzo stonowana Deborah Kerr (Hannah) oraz wręcz ekspresyjna Grayson Hall (panna Fellowes). Odstaje od tej reszty Sue Lyon, powtarzając niejako swoją kreację z „Lolity”, ale bez tej głębi.

noc iguany4

Huston kolejny raz pokazuje, że bardzo uważnie przygląda się ludzkiej duszy oraz wewnętrznym niepokojom. „Noc iguany” to kolejny przykład fantastycznego prowadzenia aktorów, którzy dają z siebie wszystko, ale jednocześnie nie czuć tak mocno bariery jaką często dają adaptacje sztuk teatralnych. Wiele dialogów (m.in. o błękitnym diable) to perełki, jakie zostaną długo po seansie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307