Bankier oporu

Czy wy też macie takie wrażenie, że dostajecie obietnicę ciekawej opowieści, która nie zostaje później spełniona? Zamiast czuć jakiekolwiek napięcie, zainteresowanie zaczynacie ziewać i się nudzić? Ja niestety tak miałem przy holenderskim filmie zrealizowanym dla Netflixa. Ale po kolei.

bankier oporu1

„Bankier oporu” opowiada historię dziejącą się podczas II wojny światowej, a jej bohaterem jest Walraven Van Hall. Pracuje w Narodowym Banku jako wyższy urzędnik, prowadząc różne operacje. Żyje sobie dość spokojnie i dostatnio. Wszystko jednak zmienia śmierć przyjaciela żydowskiego pochodzenia. Odchodząc z jego mieszkania pojawia się tajemniczy Van den Berk – członek ruchu oporu. Prosi mężczyznę o pomoc w zorganizowaniu finansowania organizacji. Ten, mimo oporu brata (także bankiera) organizuje siatkę oraz system pozwalający pozostać niewykrytym. Niemniej Niemcy zaczynają coś podejrzewać i zaczynają poszukiwania.

bankier oporu3

Sama historia brzmi wręcz jak gotowy materiał na film. To mógłby być thriller pełen napięcia, gdzie nie brakowałoby poszukiwań, obław i ucieczek. Sam sposób funkcjonowania tego całego systemu, dopuszczający się oszustwa, a nawet fałszerstwa weksli, robi wrażenie precyzją oraz prostotą, mimo złożoności. Do tego jak zawsze bezwzględne realia wojny, gdzie przyjaźń i lojalność jest wystawiona na ciężką próbę. Można było dorzucić moralne dylematy (czynienie szkody państwu do czynienia dobra) i wyszło z tego interesujące kino. Niestety, ta dwugodzinna historia nie działa tak bardzo, jak założyli sobie twórcy. I najgorsze jest to, że nie do końca wiadomo, co poszło nie tak. Czy postaci było zwyczajnie za dużo, bo nie jest się w stanie ich zapamiętać? Czy to z powodu paru przeskoków w czasie, wybijających z rytmu? A może z powodu skrótowo opisanej intrygi oraz braku głębiej zarysowanych postaci? Nawet potencjalny dylemat Wally’ego, żeby dalej kontynuować działalność, mimo wpadek nie zostaje poruszony, tylko ciach i robimy dalej. Bo tak trzeba, bo tak wypada.

bankier oporu2

Ciężko mi się przyczepić do realizacji, bo to wszystko wygląda zwyczajnie solidnie. Tylko, że brakuje tutaj jakiegoś mocnego momentu, sceny czy detalu, który pozwoliłby zostać w pamięci na dłużej. Nawet aktorstwo też wydaje się być porządne, bez rozpoznawalnych twarzy. Ale nawet oni niespecjalnie zapadają w pamięć.

To kolejny przykład średniego filmu, którego potencjał został zmarnowany. Zdecydowanie jeden ze słabszych filmów Netflixa, który ostatnio zyskiwał na polu fabuł. To był źle zainwestowany czas.

5/10

Radosław Ostrowski