Bonson & Matek – MVP

MVP

Duet ten działa dość sprawnie od kilku lat i ma na swoim dorobku dwa nielegale oraz dwa oficjalne wydawnictwa. Bonson nawija, a Matek zajmuje się produkcją. Jak myslicie, tym razem też zagra ten układ?

Brzmieniowo jest mieszanka starego z nowym, co słychać już w podniosłym „Intrze”, gdzie dochodzi do dźwiękowych zabaw. Nachodząca na siebie elektronika, spowolnienia działa intrygująco. A dalej jest ciekawiej: mocne uderzenia perkusji, organy, mocna gitara elektryczna („Mama I Did It”), ciężko brzmiący fortepian („Byłem, zawsze, będę”). Matek potrafi stworzyć bardzo różnorodne i pełne klimatu kompozycje. Czasem zaskoczy bitem z r’n’b, pełnym różnych pulsujących klawiszy („MVP”) oraz podniosłych smyczków (poruszający „Pierwszy krzyk”).  Dzieje się tutaj sporo i nie ma miejsca tutaj na przynudzanie. Może sama tematyka nie zaskakuje (szoł biznes, pogoń za pieniądzem, rodzina jako stabilizacja), ale nawijka jest tutaj naprawdę porządna, bez zabawy ha sztagami, bragowania czy wyliczanek. Bonson dobrze sobie radzi z bitami.

Nasz duet zaprosił jeszcze paru gości, którzy nie zdominowali całego albumu, ale go ubarwiają jak Mam Na Imię Aleksander, Tede, VNM czy Bezczel. Na szczęście ilość tutaj poszła w jakość, co jest rzadkością.

Gdybym nie przesłuchał Dwóch Sławów, to „MVP” byłoby fantastyczną płytą. A tak jest tylko dobrze i z paroma przebitkami.

7,5/10

Radosław Ostrowski