Akt oskarżenia

Pozornie sprawa wydawała się dość prosta. W Londynie, pani Paradine, wdowa po weteranie wojennym, zostaje oskarżona o morderstwo za pomocą trucizny. Jej obrony podejmuje się bardzo ceniony adwokat Anthony Keane. Jednak problem w tym, że pani Paradine jest dość pociągającą kobietą, przez co życie rodzinne prawnika jest bardzo narażone. A czy kobieta naprawdę jest niewinna?

Ostatni film Alfreda Hitchcocka zrealizowany przez cenionego producenta Davida O. Selznicka (także autor scenariusza) stoi w bardzo dużym rozkroku. Z jednej strony chce być dramatem sądowym z kryminalną intrygą, z drugiej próbuje wejść w objęcia melodramatu. Samo połączenie różnych gatunków nie musi z góry oznaczać porażki, tylko że reżyser przez pierwszą część bardziej idzie ku wątkowi miłosnemu, dopiero w połowie wracając do kwestii procesu. A obydwa te wątki nie potrafiły mnie ani zaangażować, ani poruszyć. Relacja miłosna pełna jest deklaratywnych dialogów oraz – co chyba jest dość zaskakujące – bardzo nietypowej postawy żony. Jest ona nie tyle wyrozumiała, lecz po prostu cierpliwa oraz bardzo przekonana o jego przywiązaniu do niej. Zaś zauroczenie adwokata wydaje się być tutaj przyjmowane na wiarę.

PARCASE_MAIN2050

Do tego wątek kryminalny, Hitch prowadzi w sposób co najmniej przewidywalny i mało zaskakujący. Nawet kolejne rzucone twisty nie robią w ogóle wrażenia, prowadząc wręcz po sznurku, a dialogi – nie pozbawione miejscami ciętych słów – nie dają satysfakcji. Tempo jest tu bardzo nierówne, sama intryga zwyczajnie nuży, a napięcie postanowiło zrobić sobie wolne. Niby film wygląda porządnie pod względem realizacji (jedynie muzyka zdradza wiek filmu – strasznie nachalna), jednak to troszkę za mało, by uczynić tą historię atrakcyjniejszą.

paradine2

Nawet aktorzy starają się jak mogą, by wycisnąć coś więcej z tej historii. I nawet nie wywołują rozdrażnienia ani irytacji. Przewijają się znajome twarze Gregory’ego Pecka (Anthony Keane) oraz wybijającego się na drugim planie Charlesa Laughtona (sędzia Thomas Hornfield). Za to największą uwagę skupia piękna Alida Valli (pani Paradine), magnetyzując uwagę wszystkich. Zjawiskowa kobieta z tajemnicą, czyli klasyczna femme fatale. Także warto wspomnieć o Louisie Jourdainie, dodającym odrobinę ciężaru dramatycznego.

Jeden z mniej znanych i zdecydowanie słabszych filmów Hitchcocka, kompletnie pozbawiony mocy. O ile początek, mógł wiele obiecywać, dalej historia ulega takiemu rozcieńczeniu, że kompletnie przestało mnie to obchodzić. Za dużo melodramatu, a dramatu sądowego tyle, co kot napłakał.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Oberża Jamajka

XVIII-wieczna Kornwalia. Mary po śmierci swoich rodziców przybywa do oberży „Jamajka”, gdzie mieszka jej ciotka Patience, która niedawno wyszła za mąż. Miejsce to jest okryte złą sławą, bo żaden powóz się tam nie zatrzymuje. Dziewczyna przypadkowo odkrywa, że wuj jest hersztem bandy okradające statki.

Alfreda Hitchcocka ostatni film nakręcony w Wielkiej Brytanii i pierwsza adaptacja powieści Daphne Du Maurier. Jednak sama ta historia zwyczajnie nie wciąga i przestaje być interesująca już po 15 minutach. Mamy akcję, odrobinę humoru, brak napięcia i kompletna przewidywalność. Jak widać Hitch w konwencji kina przygodowego nie czuje się najlepiej. Sama realizacja jest solidna (choć w paru miejscach widać, że tło jest ręcznie malowane i kręcone w studiu), ale trochę zbyt teatralne aktorstwo zniechęca do oglądania (broni się jedynie Charles Laughton w roli arystokraty sir Pengallana, który jest zleceniodawcą bandy) i dialogi miejscami aż bardzo łopatologiczne. Jest kilka ciekawych realizacyjnie scen (m.in. finał), ale to trochę za mało. Słabiutko, oj słabiutko. Tylko dla najwytrwalszych fanów Hitchcocka.

5/10

Radosław Ostrowski

Spartakus

Film historyczny nie jest łatwym gatunkiem, bo wymaga większych środków i sporej dyscypliny. Stanley Kubrick tym razem zdecydował się opowiedzieć o niewolniku z Tracji, który rzucił wyzwanie Rzymowi. Mimo wieku, film imponuje sporym rozmachem oraz tysiącami statystów w czasach, kiedy grafika komputerowa nie istniała. Mimo tego film ogląda się naprawdę bardzo dobrze, zaś scenografia oraz praca kamery nadal robią wrażenie, zaś w paru miejscach montaż nadal imponuje (sceny batalistyczne niepozbawione przemocy czy przeplatające się przemowy Spartakusa i Krassusa). Imponuje reżyseria Kubricka, który w ciągu trzech godzin stworzył epicką opowieść, przedstawiającą może trochę wyidealizowaną opowieść o Spartakusie. A jednocześnie pokazuje on Rzym nie jako potęgę, lecz zgniłe miasto, gdzie korupcja i ambicje polityczne idą ze sobą ręka w rękę (przemowy w Senacie). Nawet wątek miłosny został całkiem nieźle poprowadzony.

spartakus1

Także od strony aktorskiej prezentuje wysoki poziom. Charyzmatyczny Kirk Douglas poradził sobie z rolą Spartakusa naprawdę wybornie. Niepozbawiony sprytu, a jednocześnie bardzo opanowany, uczciwy, ale jednocześnie wrażliwy, niepewny siebie przywódca świadomy swojego położenia. Poza nim najbardziej wybijają się trzy świetnie zagrane postacie: ambitny i wierny tradycji Krassus (Laurence Olivier), skorumpowany Grakchus (Charles Laughton) i lękliwy Batiatus (Peter Ustinov). Poza tym kwartetem warto wyróżnić Jean Simmons (Varinia, dumna żona Spartakusa) i Tony’ego Curtisa (niewolnik Antoninus).

spartakus2

Kubrick nie przepadał nigdy za tym filmem, gdyż nie miał pełnej kontroli nad jego realizacją, czując się zaledwie rzemieślnikiem wynajętym przez Kirka Douglasa. Ale założę się, że niejeden rzemieślnik chciałby mieć w dorobku taki film jak „Spartakus”, który aż do „Gladiatora” pozostawał najlepszym filmem o starożytności. 

8/10

Radosław Ostrowski