Rust and Bone

Ali jest młodym facetem, który ma syna i nie może nigdzie zagrzać miejsca na dłużej, jest na bakier z prawem i bez jakiś planów na siebie. Trafia w końcu do swojej siostry, u której zamieszkuje. W końcu pracuje jako bramkarz przed klubem. Tam ratuje niejaką Stephanie – treserkę ork. Następnego dnia podczas występu, kobieta traci obie nogi. I losy tych dwojga ludzi znów się stykają ze sobą.

rdza2

Francuzi w ostatnim czasie staja się coraz bardziej obecni w naszych kinach i to na wszelkich polach gatunkowych. Tym razem mamy do czynienia z obyczajowym kinem zrealizowanym przez Jacquesa Audiarda, który wnikliwie obserwuje rzeczywistość i paroma scenami potrafi opowiedzieć więcej niż wielu reżyserów całym filmem. Z jednej strony mamy dość nietypowe love story między dwojgiem ludzi, którzy próbują się odnaleźć po swoich nieprzyjemnych wydarzeniach, z drugiej nie brakuje wątku kryminalnego (nielegalne walki i podglądanie) i żaden z nich nie jest dominujący. Najważniejsi są dla niego bohaterowie, który trudno jednoznacznie określić, a los przypadkowo ich łączy ze sobą. Nie ma tu prostych rozwiązań, melodramatycznych chwytów czy pójścia na łatwiznę. Jest brudno, ciężko i bez słodzenia, a jednocześnie świetnie zmontowane (sceny walk) i bardzo subtelnie opowiedziane (może z wyjątkiem lekko przesłodzonego i dramatycznego finału), a jednocześnie bardzo emocjonalnie i angażuje.

rdza1

A swoją cegiełkę dodali grający główne role świetni Matthias Schoenaerts i Marion Cotillard. Pozornie wiemy kim tak naprawdę są. On osiłek, trochę prymitywny i nie bardzo radzący sobie z wyrażaniem emocji, ona po tragedii przybita i chłodna, ale tak naprawdę te postacie wymykają się szufladkom. Są jednocześnie silni i słabi. Pogodni, wrażliwi jak i bardzo chłodni – dobrzy i źli jednocześnie, jak każdy z nas, a jednocześnie bardzo wiarygodni.

Kolejny przykład ciekawego kina znad Sekwany, które nie jest w żaden sposób oczywiste, potrafi zaangażować i skupić uwagę na sobie.

7,5/10

Radosław Ostrowski