Gdzieś w małym miasteczku mieszka młode małżeństwo – Barbara i Jan. On zajmuje się malowaniem, ona zajmuje się domem. Do szczęścia brakuje tylko dziecka, ale wtedy wybucha wojna – czas strachu i niepokoju. Jan wprowadza do swojego domu Żydówkę Reginę, którą ukrywają. Nie jest łatwo, a sytuację komplikuje fakt, iż między Reginą i Janem dochodzi do zbliżenia. Dziecko zostaje wychowane przez małżonków.

Jan Jakub Kolski jest reżyserem, który posiada swój własny świat oraz formę, którą można nazwać realizmem magicznym. Tym większym zaskoczeniem był film na podstawie utworu Hanny Krall i opowiadający o czasach wojny. „Daleko od okna” to film mroczny, ciężki i stawiający niełatwe pytania o człowieczeństwo w sytuacji ekstremalnej. Wojenne tło jest tutaj zaledwie zarysowane (granatowi policjanci, żołnierze), jest schowane za domem, jednak jej obecność jest namacalna, a zagrożenie denuncjacją jest realne. Niemal całość rozgrywa się w domu naszych bohaterów oraz w okolicy miasteczka, gdzie widać siłę niemieckiego narodu (w jednej ze scen Jan czyści krew po egzekucji), a każdy gest i niewypowiedziane słowo ma znaczenie. Odebranie dziecka w sytuacji ekstremalnej (była wojna, matka Żydówka, za ukrywanie której groziła śmierć) budzi pytania o kwestie moralne w czasach, gdzie najważniejsze było przetrwanie.

Niepokojąca atmosferę budują znakomite zdjęcia Arkadiusza Tomiaka – pełne mroku, gry światłocienia, a jedynym jasny elementem kolorystycznym są wspomnienia Reginy z dawnych czasów pełne mocnych kolorów, niemal malarskie oraz ujęcia nieba. Również oszczędna scenografia robi dobre wrażenie, a muzyka Michała Lorenca współgra z ekranowymi wydarzeniami. Także bardzo naturalne dialogi, budują autentyzm całej historii, bez fałszu, zadęcia i patosu.

Ale to wszystko by się nie udało, gdyby nie bardzo dobre aktorstwo, co zawsze było mocnym atutem filmów Kolskiego. Zarówno Dorota Landowska jak i Bartosz Opania świetnie odnajdują się jako młode małżeństwo, nie mogące mieć dziecka. Ich postawa zmienia się pod wpływem wydarzeń – kobieta przejmuje tutaj inicjatywę i staje się matką, którą zawsze chciała być, on wycofuje się i zatraca się w pracy oraz alkoholu. Zaskoczeniem jest dla mnie Dominika Ostałowska, który poradziła sobie z rolą kruchej Reginy, której udaje się zachować godność w trudnych czasach, ale płaci za to cenę. I zdecydowanie najlepszy z całej obsady Krzysztof Pieczyński – pozornie cyniczny i bezwzględny granatowy policjant Jodła, jednak w tajemnicy kocha Barbarę i chce ją chronić. Emocjonalny czworokąt jest tutaj silnie poprowadzony, grany na półtonach i drobnych gestach oraz spojrzeniach.
Kolski pozbawiony swojego „Jańciolandu” okazuje się być twórcą zaskakującym. Czasami na minus (nieudany „Zabić bobra”), ale także na plus, co pokazuje ten film. Niezwykłe, opowiadające w sposób daleki od szablonów i zmuszający do myślenia – tak się powinno robić kino.
8/10
Radosław Ostrowski
