Święty interes

Maciej Wojtyszko to jeden z bardziej znanych twórców, znany głównie z powieści dla dzieci („Bromba i inni”, „Tajemnica szyfru Marabuta”) jak i reżyserii w Teatrze Telewizji. O autorskich sztukach teatralnych oraz serialach nawet nie wspominam. Tworzył też filmy fabularne, choć rzadko i niewiele. Ostatni takim tytułem jest nakręcony w 2010 roku „Święty interes”, który spotkał się z dość chłodnym odbiorem.

Punkt wyjścia tej komedii wydaje się prawdziwym samograjem. Bohaterami są dwaj bracia tak różni jak tylko to możliwe: Leszek (Piotr Adamczyk) mieszka w Szwecji razem z egzotyczną żoną (Patricia Kazadi) oraz prowadzi firmę sprzątającą, zaś Janek (Adam Woronowicz) ma problemy ze znalezieniem pracy, za bardzo lubi hazard i przez to wisi kasę niejakiemu Borysowi (Mariusz Bonaszewski). Nie widzieli się od dawna, ale znowu się zejdą. Bo nic tak nie scala dawno nie widzianych członków rodziny jak… pogrzeb. Ich ojciec nie zostawił zbyt dużego spadku, bo tylko stodołę oraz jej zawartość. Czyli raczej nie za wiele. Poza starym autem marki Warszawa, który – według plotek – miał należeć do samego Jana Pawła II oraz miało doprowadzić do cudów. Brzmi jak okazja do łatwego zarobku.

Wojtyszko próbuje zrobić komedię zawierającą elementy satyry na religijność oraz dewocjonaliów. Czyli łatwego zbicia kapitału na nowych „relikwiach” i przekonaniach maluczkich. Jednak reżyser nie chce być pełnym złośliwości satyrykiem, dlatego całość opiera się na średnio zabawnych gagach oraz wieloma wątkami pobocznymi, które rozwadniają tą historię. Niby jest tu portretowana galeria mieszkańców wsi: od ambitnego politycznie sołtysa Dujnika (najlepszy z obsady Tomasz Międzik), niezbyt lotnego Waldka Szostaka (Arkadiusz Smoleński) z reputacją syna zabójcy czy nauczycielki angielskiego, Anny Walaszek (Dorota Landowska). Tylko, że jako całość zwyczajnie się to nie klei i wydaje się zbyt znajoma. A jeszcze ten wątek coraz bardziej zgrzytającego małżeństwa Leszka, który jest prowadzony na serio i wydaje się wyrwany z zupełnie innej opowieści. Sytuację ratuje przewrotne zakończenie (choć troszkę bajkowe), ale dla mnie to niewystarczająco.

Chciałoby się powiedzieć, że „Święty interes” mógłby być dobrym interesem, ale Wojtyszko wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle. Chciał jednocześnie pokazać pewne mentalne wady oraz zachować życzliwość wobec swoich postaci, co ostatnie nie do końca zagrało. W prostych słowach: niewykorzystany potencjał.

5/10

Radosław Ostrowski

Daleko od okna

Gdzieś w małym miasteczku mieszka młode małżeństwo – Barbara i Jan. On zajmuje się malowaniem, ona zajmuje się domem. Do szczęścia brakuje tylko dziecka, ale wtedy wybucha wojna – czas strachu i niepokoju. Jan wprowadza do swojego domu Żydówkę Reginę, którą ukrywają. Nie jest łatwo, a sytuację komplikuje fakt, iż między Reginą i Janem dochodzi do zbliżenia. Dziecko zostaje wychowane przez małżonków.

daleko_od_okna2

Jan Jakub Kolski jest reżyserem, który posiada swój własny świat oraz formę, którą można nazwać realizmem magicznym. Tym większym zaskoczeniem był film na podstawie utworu Hanny Krall i opowiadający o czasach wojny. „Daleko od okna” to film mroczny, ciężki i stawiający niełatwe pytania o człowieczeństwo w sytuacji ekstremalnej. Wojenne tło jest tutaj zaledwie zarysowane (granatowi policjanci, żołnierze), jest schowane za domem, jednak jej obecność jest namacalna, a zagrożenie denuncjacją jest realne. Niemal całość rozgrywa się w domu naszych bohaterów oraz w okolicy miasteczka, gdzie widać siłę niemieckiego narodu (w jednej ze scen Jan czyści krew po egzekucji), a każdy gest i niewypowiedziane słowo ma znaczenie. Odebranie dziecka w sytuacji ekstremalnej (była wojna, matka Żydówka, za ukrywanie której groziła śmierć) budzi pytania o kwestie moralne w czasach, gdzie najważniejsze było przetrwanie.

daleko_od_okna1

Niepokojąca atmosferę budują znakomite zdjęcia Arkadiusza Tomiaka – pełne mroku, gry światłocienia, a jedynym jasny elementem kolorystycznym są wspomnienia Reginy z dawnych czasów pełne mocnych kolorów, niemal malarskie oraz ujęcia nieba. Również oszczędna scenografia robi dobre wrażenie, a muzyka Michała Lorenca współgra z ekranowymi wydarzeniami. Także bardzo naturalne dialogi, budują autentyzm całej historii, bez fałszu, zadęcia i patosu.

daleko_od_okna3

Ale to wszystko by się nie udało, gdyby nie bardzo dobre aktorstwo, co zawsze było mocnym atutem filmów Kolskiego. Zarówno Dorota Landowska jak i Bartosz Opania świetnie odnajdują się jako młode małżeństwo, nie mogące mieć dziecka. Ich postawa zmienia się pod wpływem wydarzeń – kobieta przejmuje tutaj inicjatywę i staje się matką, którą zawsze chciała być, on wycofuje się i zatraca się w pracy oraz alkoholu. Zaskoczeniem jest dla mnie Dominika Ostałowska, który poradziła sobie z rolą kruchej Reginy, której udaje się zachować godność w trudnych czasach, ale płaci za to cenę. I zdecydowanie najlepszy z całej obsady Krzysztof Pieczyński – pozornie cyniczny i bezwzględny granatowy policjant Jodła, jednak w tajemnicy kocha Barbarę i chce ją chronić. Emocjonalny czworokąt jest tutaj silnie poprowadzony, grany na półtonach i drobnych gestach oraz spojrzeniach.

Kolski pozbawiony swojego „Jańciolandu” okazuje się być twórcą zaskakującym. Czasami na minus (nieudany „Zabić bobra”), ale także na plus, co pokazuje ten film. Niezwykłe, opowiadające w sposób daleki od szablonów i zmuszający do myślenia – tak się powinno robić kino.

8/10

Radosław Ostrowski