Proces Siódemki z Chicago

Jeśli widzę na plakacie nazwisko Aarona Sorkina, można założyć bardzo dużą ilość dialogów. Teatralny rodowód scenarzysty jest obecny od pierwszej napisanej fabuły dla kina, czyli sądowego dramatu „Ludzie honoru”. Po 25 latach pisania scenariuszy oraz tworzenia seriali telewizyjnych, autor postanowił chwycić za kamerę. „Gra o wszystko” była udanym debiutem, więc Sorkin poszedł za ciosem i postanowił zrealizować… dramat sądowy. O głośnym w Chicago 1969 roku procesie przeciwko aktywistom społecznym w sprawie dotyczącej zmowy oraz podżeganiu do przemocy.

proces 7 chicago2

A kim byli oskarżeni? Dwaj działacze Studenckiej Partii Demokratycznej, dwaj członkowie partii Yippies, aktywista Stowarzyszenia na Rzecz Zakończenia Wojny w Wietnamie, dwóch młodych chłopaków sprawiających wziętych z łapanki. No i mający wygłosić przemówienie członek Czarnych Panter, bo wtedy trzeba oskarżać każdego czarnoskórego. A rząd zrobi wszystko, by udowodnić winę oskarżonych.

Podobno w amerykańskim prawie nie ma czegoś takiego jak proces polityczny. Ale reżyser Sorkin pokazuje ten dziwny okres, kiedy w kraju toczyła się niejako wojna domowa. Wojna ideologiczna, spotęgowania przez prowadzenie wojny w Wietnamie jeszcze tak nie podzieliła narodu. Młodzi, bardziej idący na lewo (uważani za komunistów), pacyfiści, hippisi kontra konserwatyści oraz rząd wymagający bezwzględnego posłuszeństwa. Dosłownie iskrzyło, a walka toczyła się m.in. o prawa obywatelskie oraz zaprzestanie bezsensownej wojny. Jednak dla rządu Nixona ci ludzie stali się wrogami, antypatriotami i komunistami.

proces 7 chicago1

Sorkin opowiada się za oskarżonymi, jednak pokazuje pewne wewnętrzne konflikty w grupie. Ci bardziej politycznie zaangażowani (Tom Hayden, Rennie Davis) z pewny wywyższeniem patrzyli na działających bardziej oddolnie aktywistów. Chodziło głównie o Abbiego Hoffmana i Jerry’ego Rubina, którzy wyglądali bardziej jak hippisi, mniej poważni gości. Im dalej jednak w las, tym bardziej widać, że są to bardzo ogarnięci goście. Żeby jeszcze bardziej chwycić, reżyser zastosował prostą sztuczkę: łamanie chronologii. Przebieg demonstracji oraz konfrontacji z policją poznajemy za pomocą zeznań, które zostają potem zwizualizowane. Oprócz tego przebywamy poza salą sądową w dwóch kluczowych miejscach: domu obrońcy William Kunstlera oraz podczas stand-upów Abbiego Hoffmana. Te drugie stanowią pewien bardzo ironiczny komentarz do całej sytuacji.

proces 7 chicago3

Dzięki tym narracyjnym zabiegom oraz fantastycznej robocie montażowej nie nudziłem się ani chwili. Nawet w scenach pozwalających na złapanie krótkiego oddechu. I poznajemy kolejne sztuczki wykorzystywane przez rząd w celu dyskredytacji oskarżonych: jednoznacznie stronniczy sędzia, działający w tłumie gliniarze pod przykrywką, podsłuchy, zastraszanie. A ja nie mogłem pozbyć się skojarzeń w kwestii działania sądu. Oglądając ten proces czułem się jak podczas procesów politycznych państw komunistycznych. Niemal ciągłe odrzucanie wniosków obrony, zmiana składu przysięgłych, manipulacja – za bardzo znajomo to brzmiało, bym mógł przejść obojętnie. Nawet mając świadomość tego, że reżyser jednoznacznie opowiada się po jednej ze stron.

proces 7 chicago4

Chociaż największą gwiazdą filmu Sorkina jest scenariusz, to także aktorzy grają absolutnie fantastycznie. Jest tu masa znanych twarzy zarówno kojarzonych z drugim planem jak John Carroll Lynch, Alex Sharp czy Jeremy Strong. Zaskakuje wypadł Eddie Redmayne jako pewny siebie Hayden, formę potwierdza Joseph Gordon-Levitt w roli prokuratora prowadzącego sprawę, a na dwie sceny show kradnie Michael Keaton. Jeśli jednak ktoś jest prawdziwą gwiazdą, to tutaj są aż trzy najwyrazistsze role.

proces 7 chicago5

Pierwszą jest Abbie Hoffman w wykonaniu Sachy Barona Cohena i powiem to od razu: to jego najlepsza rola w karierze. Na pierwszy rzut oka ten bohater sprawia wrażenie niepoważnego błazna, jednak to on rozgryza przebieg procesu i jest bardzo inteligentnym mówcą. Bardzo duża niespodzianka. Obok niego błyszczy silny, choć niepozorny Mark Rylance. Jego Kunstler to doświadczony prawnik, próbujący stosować i reagować stanowczo na wszelkie nieczyste zagrywki. Ale nawet on bywa czasem bezsilny wobec sędziego Hoffmana o twarzy Franka Langelli. To jeden z największych dupków, tak naprawdę sterujący całym procesem i stronniczy jak żaden inny sędzia od dawna. Rzadko mi się zdarza spotkać postać, której nienawiść odczuwałbym od samego początku.

proces 7 chicago6

Nie mam wątpliwości, że „Proces Siódemki z Chicago” to ważny film dla Amerykanów, pokazujący przełomowy moment w ich historii. Fenomenalnie zrealizowany i zagrany, wiernie odtwarzający nerwowe lata 60., które zmieniły kraj na zawsze. A dla nas niejako przy okazji kino instruktażowe o tym jak walczyć o swoje prawa na ulicy i do czego mogą doprowadzić ludzie niekompetentni do systemu sądownictwa. Zaskakująco aktualne kino.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Czy są tu jacyś fani świata Harry’ego Pottera? Mugole, Hogwart, magia, niezwykłe stwory, zaklęcia, ale też i mroczniejsza strona magii. Jednak nowy film Davida Yatesa toczy się w czasach, kiedy rodzice Pottera jeszcze się nie znali. Jest rok 1926, a świat jest terroryzowany przez ataki zbiegłego Gellerta Grindenwalda, próbującego doprowadzić do konfrontacji między czarodziejami a nie-magami. W tym samym czasie do Nowego Jorku przybywa Newt Scamander – brytyjski mag, badający niezwykłe stworzenia i przechowujący je w swojej małej walizce. Tylko, ze ten przyjazd to nie jest dobry pomysł, bo obowiązuje zakaz sprzedawania magicznych zwierząt, a miasto jest niszczone przez tajemnicze monstrum. Dodatkowo po przybyciu, wskutek nieprzyjemnego zbiegu okoliczności, kilka stworzeń uciekło z walizki.

fantastyczne_zwierzeta11

Jak można wywnioskować, dzieje się tu wiele, ale reżyser wsparty przez samą J.K. Rowling (producentka i scenarzystka w jednej osobie) daje sobie radę w tworzeniu tego spin-offa. Przeniesienie akcji z Anglii do purytańskiej Ameryki lat 20., dodaje wiele świeżości. Dodatkowo bardzo trafnie podaje tło epoki, gdzie wszelkie relacje z nie-magami są wręcz zabronione, a każdy świadek działań czarodziejów musi zostać pozbawiony pamięci. Dodatkowo wyczuwalna jest pewna wrogość wobec magii, a w powietrzu wisi wielkie niebezpieczeństwo, wynikające z ryzyka zdemaskowania. I to daje „Fantastycznym zwierzętom…” bardziej poważny ton. Wrażenie robi nadal strona wizualna, a zwłaszcza odtworzenie klimatu lat 20.: od strojów, samochodów aż po fryzury i budynki. Nawet efekty specjalne prezentują bardzo przyzwoity poziom, co widać w wyglądzie każdej z bestii.

fantastyczne_zwierzeta13

Ale miałem jeden, bardzo poważny problem – Yates chce dużo upchnąć do tej historii, przez co parę wątków jest ledwo liźniętych. Bardzo podoba mi się bardziej mugolska perspektywa na magiczny świat (postać Jacoba Kowalskiego, wplątanego w całą intrygę), z drugiej strony jest stowarzyszenie walczące z magami i przedstawiające ich w najgorszym świetle, z trzeciej jest Magiczny Kongres USA, którego funkcjonowanie pokazano bardzo pobieżnie. Do tego mamy kilka scen z humorem bardziej slapstikowym, który bardziej pasuje do filmu dla dzieci (ściganie Niuchacza – stworka lubiącego błyskotki – w sklepie jubilerskim) i spowalnia tempo, wybijając z rytmu. Niemniej całość ma wiele uroku, angażuje, zaś sama intryga wsysa, mimo pewnych ogranych chwytów.

fantastyczne_zwierzeta14

A jak sobie radzą nowi bohaterowie? Zaskakująco dobrze. Eddie Redmayne świetnie odnajduje się w postaci młodego Newta, który jest bardzo wycofany, a same zwierzęta traktuje z sympatią, empatią, bez przemocy i agresji. Uroczy chłopak, tak jak panna Tina Goldstein w wykonaniu Katherine Waterson. Niby służbistka, ale nie zawsze działająca zgodnie z prawem. Film jednak kradnie Dan Fogler, czyli wspomniany Kowalski – mugol, który wplątał się w sprawy czarodziejów. Niby prosty facet, ale jak się okazuje, bywa pomocnym kompanem, tak samo jak flirtująca i czytająca w myślach Queenie Goldstein (przeurocza Alison Sudol). Po drugiej strony jest bardzo mroczny i tajemniczy Graves (trafnie dobrany Colin Farrell), którego motywacja długo pozostaje niejasna, a prawdziwa tożsamość może wprawić w szok. Z drugiej strony kilka postaci robi tutaj tylko za tło, nie mając zbyt wiele do zagrania jak Jon Voight (wydawca Henry Shaw) czy Carmen Ejogo (prezydent Kongresu, Seraphina Picquery).

Jedno można wywnioskować od razu: „Fantastyczne zwierzęta…” to wstęp do większej całości, która bardzo mnie ciekawi i interesuje. Polubiłem tych nowych bohaterów, mimo drobnych potknięć scenariusza, wszedłem w ten świat i chciałbym poznać kolejne przygody Scamandera i spółki. Może w końcu poznamy też samego Dumbledore’a.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dziewczyna z portretu

Kopenhaga, rok 1922. Tam właśnie mieszka małżeństwo Wegener – Gerda i Einar, którzy zajmują się malarstwem. On jest pejzażystą, ona portrecistką. Kiedy jej modelka, baletnica Ulla spóźnia się do pozowania w celu zrobienia portretu, Gerda prosi Einara o zastępstwo z nałożeniem rajstop i sukienki włącznie. Kobieta – dla zabawy – chce, by Einar przyszedł na bal dla artystów przebrany za kobietę jako Lily. Wywoła to poważna lawinę wydarzeń i odkrycia, że Einar zacznie się zachowywać i czuć się jako kobieta.

dziewczyna_z_portretu3

Tom Hooper znany jest jako specjalista od filmów z dużym budżetem i opowiadającym o ważnych sprawach wielkich ludzi. Tym razem zmierzył się z kwestiami tajemniczego Gendera, którym straszy się cała Polskę, odkąd jest ona członkiem Unii Europejskiej. Jest to kwestia niełatwa, wymagająca wyczucia, wrażliwości oraz empatii. Reżyser opowiada tą historię w sposób bardzo delikatny i wyważony, skupiając się na małżonkach oraz próbie oswojenia się z tą nową sytuacją, po części wygrywając to pogubienie, strach, bezradność, wreszcie akceptację. Wątek żony odkrywającej prawdę o orientacji Einara i powolne odkrywanie siebie przez mężczyznę były najciekawszymi elementami tego filmu. Widziałem już tyle tytułów o inności, że „Dziewczyna…” nie robi aż tak wielkiego wrażenia i przeszkadzała mi przewidywalność w jaką stronę idzie cała opowieść. Doceniam rzetelność i elegancki styl wykonania z wiernym przedstawieniem mentalności początku XX wieku, gdzie wiedza o odmiennych orientacjach seksualnych była tajemnicą dopiero odkrywaną przez naukę. Jednak zabrakło jakiejś iskry, która wprawiłaby mnie już nawet nie w zachwyt, ale poczucie dobrze spędzonego czasu.

dziewczyna_z_portretu1

Sytuację tylko po części ratują aktorzy. Zaledwie dobry jest Eddie Redmayne jako Einar/Lily z tym lekko neurotycznym uśmiechem (troszkę zbyt częsty ten uśmiech), a scena przed lustrem czy podglądania dziwki w czymś a’la peep show to małe perełki, które zostaną w pamięci na długo. I muszę przyznać, że Eddie jako kobieta wygląda tak kobieco, iż zastanawia mnie czemu aktor nie dostał nominacji za główną rolę żeńską. Dla mnie jednak w tym filmie błyszczy Alicia Vikander, zgarniając Oscara (czemu to uznano za drugi plan, tego kurde nie wiem) i pokazując, że jeszcze o niej usłyszymy. Aktorce w pełni udaje się stworzyć portret twardo stąpającej, świadomej swojej wartości kobiety, której miłość i oddanie jest po prostu nieopisana oraz bardzo głęboka. A wszystko za pomocą spojrzeń i niedopowiedzeń. Poza tym duetem trudno nie wspomnieć o ciekawym drugim planie z Benem Whishawem na czele.

dziewczyna_z_portretu2

Hooper tym razem zrealizował zaledwie przyzwoite kino, chociaż nie wiadomo co tak naprawdę nie zagrało. Coś ostatnio mam serię niezłych filmów i czekam na coś, co mnie zaskoczy.

6/10

Radosław Ostrowski

Teoria wszystkiego

Profesor Stephen Hawking – jeden z najbardziej znanych umysłów XX wieku, o którym niemal każdy słyszał. Dlatego wydawał się tak interesującym materiałem na film. Wiedzieli już o tym twórcy telewizyjnej biografii zrobionej w 2004 roku. Teraz własną wersję postanowił opowiedzieć James Marsh.

teoria_wszystkiego1

Anglik jest świetnym reżyserem pod warunkiem, że kręci filmy dokumentalne. Tym razem reżyser postanowił zmienić perspektywę i opowiedzieć o tym uznanym naukowcu z perspektywy jego pierwszej żony Jane. Pomysł wydawałoby się nieszablonowy i nietypowy (podobnie było z nakręconym dwa lata temu „Hitchcockiem”), jednak tutaj historia obyczajowa rozpisana na przestrzeni ponad 30 lat (od czasów studiów po wydanie „Krótkiej historii czasu” aż do rozstania) działa bardzo nużąco. Przyczyny są dwie – po pierwsze, jest to bardzo ugrzeczniony obraz, gdzie brakuje tutaj miejsca na silniejsze emocje, po drugie relacja ta jest potraktowana po łebkach, na szybko i bez jakichkolwiek emocji. I nie pomaga w tym świetna praca kamery (teledyskowa niemal forma w ujęciach pokazujących zmiany w składzie rodziny Hawkinga czy niektóre ujęcia w niebieskiej kolorystyce). W dodatku o samych naukowych dokonania profesora nie ma zbyt wiele miejsca, a to byłoby na pewno interesujące, by dowiedzieć się dlaczego jest to tak ważna postać dla nauki. Te proporcje zostały zaburzone i to z niekorzyścią dla obrazu, który zostaje niczym innym niż tylko wyciskaczem łez (przynajmniej w teorii).

teoria_wszystkiego2

Jeśli coś broni ten film przed porażka to wyłącznie jest to kreacja Eddie’ego Redmayne’a w roli profesora Hawkinga. I tu nie chodzi tylko o fizyczny wygląd, ale też to, jak na niego działa ALS (zanikanie boczne mięśni), całkowicie niemal paraliżując jego ciało. Ta fizyczna metamorfoza robi ogromne wrażenie, a reszta aktorów (w tym niezawodząca Felicity Jones jako żona oraz zawsze przyjemny dla oka David Thewlis) robi tak naprawdę za tło. Szkoda tylko, że scenariusz nie pozwala rozwinąć skrzydeł.

Sam film sprawia wrażenie pozbawionego emocji oraz wspieranego przez lobby sprzedawców chusteczek. Za grzeczne to, zbyt monotonne i za mało dowiadujemy się o samym Hawkingu oraz jego pracy naukowej. Troszkę jakby odhaczano co ważniejsze wydarzenia opisane w jakiejś encyklopedii. Szkoda, bo mogło być naprawdę interesujące kino.

5/10

Radosław Ostrowski