Harold Shand jest bardzo szanowaną osobą brytyjskiego półświatka, który prowadzi poważne interesy z różnymi ludźmi. Właśnie wrócił zza Wielkiej Wody, by zrobić duży deal z amerykańską mafią. I kiedy sprawa wydaje się bliska załatwienia, ktoś zamierza przestawić szyki. Najpierw zostaje wysadzony samochód Harolda (ginie kierowca), a jeden z jego współpracowników został zasztyletowany w basenie. Wspólnicy z USA odkrywają prawdę i dają 24 godziny na opanowanie sytuacji.

Dla wielu brytyjskie kino gangsterskie zaczęło się od „Porachunków” Guya Ritchie czy „Sexy Beast” Jonathana Glazera, ale tak naprawdę początki były we „Włoskiej robocie” (1969) i „Dopaść Cartera” (1971) z Michaelem Cainem. Innym klasykiem mającym wpływ na brytyjską gangsterkę był film Johna Mackenziego „Długi Wielki Piątek”. Jest to film niepozbawiony realistycznej brutalności, z piętrową intrygą oraz interesującym portretem półświatka, gdzie nie ma miejsca na subtelności i dyplomację. Sam początek może dać lekką wskazówkę co do odczytanie tego, co się potem wydarzy. Akcja może nie pędzi na złamanie karku, ale ten specyficzny klimat, pełen pozornej elegancji (knajpy, jacht) oraz spelun i brudu jest mocno odczuwalny. Wszelkie spory rozwiązuje się za pomocą pistoletów, maczet oraz pięści. Wyjaśnienie całej zagadki daje sporą satysfakcję, a osadzenie jej w czasie dwóch dni przed Wielkanocą może nadać nowy kontekst całej opowieści. Co nie znaczy, ze film jest zwyczajnie nudny, o nie. Trzyma w napięciu, ma kilka mocnych scen (przesłuchanie w rzeźni, rzadkie, jednak gwałtowne sceny przemocy), wzbogaconych świetną muzyką oraz tempem epoki. Lojalność, zdrada, wybuchy – to wszystko ogląda się naprawdę przyjemnie, a realizm jest dodatkowym smaczkiem.

Ale ten film nie miałby tej siły ognia, gdyby nie fenomenalna rola Boba Hoskinsa. Choć Harold wydaje się mikrusem fizycznym, to jednak ma sporo energii i charyzmy w roli bezwzględnego gangstera, traktującego całą sprawę bardzo osobiście. Jest lojalny wobec przyjaciół i bezwzględny wobec wrogów, dobierając sobie różnych wspólników z rady miasta czy policji. Zna słowo odpowiedzialność i nie daje sobie w kaszę dmuchać, a finał w jego wykonaniu (dwie minuty bez słów) to niemal perełka. Wspiera go cała masa wyrazistych aktorów drugiego planu jak Dave King (skorumpowany glina Parky), P.H. Moriarty (ostry Brzytwa) czy Derek Thompson (Jeff), ale nawet oni musza ustąpić apetycznej Helen Mirren. Victoria – kobieta Harolda jest dla niego wsparciem i opoką, choć jest bardzo elegancką kobietą.

„Długi Wielki Piątek” jest długi (niecałe dwie godziny) i jest wielki, choć dla fanów współczesny sensacji może wydawać się zbyt nużący. Ale to kawał bardzo dobrego i stylowego kryminału, który jest w stanie zrobić tylko Anglia.
8/10
Radosław Ostrowski
