15:10 do Yumy

Dla Dana Evansa życie na Dzikim Zachodzie nie jest łatwe, zwłaszcza jak się jest ranczerem. Wszystko zależy od pogody, a ta jest nieszczególnie sprzyjająca. Upał, brak deszczu, zaś bydło się panoszy i zdycha. Podczas próby znalezienia rozpędzonego bydła, ranczer jest świadkiem napadu na dyliżans dokonanego przez gang Bena Wade’a. Bandyta w miasteczku Bisbee oddziela się od grupy (w czym pomaga pewna apetyczna barmanka) i zostaje schwytany. Ranczer w zamian za spore pieniądze ma dostarczyć zbira do pociągu jadącego do Yumy.

15.10 do Yumy1

Ja tą historie znałem z remake’u nakręconego w 2007 roku przez Jamesa Mangolda. A jak z adaptacją opowiadania Elmore’a Leonarda (klasyk amerykańskiej literatury popularnej) poradził sobie Delmer Daves? Historia jest prosta i pozbawiona jakiś zbędnych ozdobników: trzeba dostarczyć zbira na pociąg do więzienia. Tylko, że trzeba zmylić czujność reszty bandy. Jak to zrobić? Puścić dyliżans, a samego szefa dowieść w zmroku. Ale czy się uda wprowadzić w pole? Reżyser bardzo powoli, ale skutecznie buduje napięcie. I nie wynika ono tylko z oczekiwania na pociąg (troszkę przypominając pod tym względem „W samo południe”), co pomaga budować podskórny niepokój. Bo jest jeszcze ta dość dziwna relacja między Evansem a Wadem. Pierwszy wydaje się być prawym, choć szorstkim człowiekiem, ledwo wiążącym koniec z końcem. Ale ten drugi nie jest takim klasycznym złym. Jest bardzo opanowany, wręcz czarujący, zaś po przemoc sięga tylko w ostateczności. Tutaj granica między dobrem a złem się zaciera, co jak na rok produkcji jest zaskakujące.

15.10 do Yumy2

Ale czuć wiek realizacji przez parę detali, które dzisiaj mocno kłują w oczy. i nie chodzi o czarno-białe zdjęcia czy troszkę nachalną muzykę. Po pierwsze, niezbyt skomplikowane relacje w rodzinie Dana. Dzieci są dość wygadane i chełpią się, co zrobi, zaś żona jest wierna, wspierająca. W ogóle drugi plan niespecjalnie wybija się, opierając się na schematach (poza w/w jest jeszcze przedsiębiorca; pijak, próbujący się zrehabilitować; lojalny zastępca szefa), przez co troszkę potrafi przynudzić. Do tego wygląda to bardzo skromnie (małe miasta, niewielu mieszkańców) oraz wszystko wydaje się bardzo statyczne.

15.10 do Yumy3

Jednak najciekawszy element to duet głównych bohaterów w wykonaniu Glenna Forda oraz Van Helflina. Pierwszy gra z dużym luzem i budzi sympatię, mimo popełniania złych czynów. Bandzior, ale z klasą i fasonem. Co zarówno wtedy, jak i dziś robi spore wrażenie, zaś jego przemiana potrafi zaskoczyć. Z kolei Helflin w roli teoretycznie tego dobrego, sprawia wrażenie szorstkiego, niezbyt rozgadanego, ale z bardzo twardym kręgosłupem moralnym. Robi to, bo po prostu musi.

Ku mojemu zdumieniu ten klasyczny western nadal potrafi wejść, co jest zasługą świetnych dialogów oraz pewnej ręki reżysera. Krótki metraż, zintensyfikowana akcja oraz mocny duet na pierwszym planie to najmocniejsze atuty. 

7/10

Radosław Ostrowski

Stąd do wieczności

Rok 1941, Hawaje. Jeszcze Amerykanie nie uczestniczą w wojnie. Do jednostki zgłasza się szeregowy Robert Prewitt. Mężczyzna kiedyś był dobrym bokserem i dowódca jednostki chce go zmusić do udziału w turnieju bokserskim. Mężczyzna się nie zgadza i dlatego jest szykanowany przez resztę kompanii.

wiecznosc2

Fred Zinnemann najbardziej znany jest głównie dzięki westernowi „W samo południe” czy thrillerowi „Dzień szakala”, jednak adaptacja powieści Jamesa Jonesa przyniosła mu rozgłos i sławę. Tutaj jednak mamy mieszankę melodramatu, dramat i filmu wojennego (choć sama wojna pojawia się dopiero pod koniec). To też pierwsza produkcja dość negatywnie pokazująca wojsko – miejsce, gdzie niepokornych próbuje się złamać na kilka sposób – kary, dyżury poza kolejnością, prace w kuchni, rzadkie wydawanie przepustek. „Tu nie liczy się jednostka. To jest gra zespołowa. Jednak nawet w tym świecie obowiązuje dyscyplina, regulamin, a nawet coś, co można nazwać przyjaźnią. A jeśli pojawi się kobieta? Cóż, wtedy robi się trudniej, a miejsca na miłość po prostu nie ma, jest z góry skazana na przegraną. Naprawdę gorzki film, ale mimo upływu lat nadal poruszający. Realizacja robi wrażenie, od pracy kamery, wyrazistych bohaterów przez trochę melodramatyczną muzykę aż po bardzo dobre dialogi. Wyszedł z tego elegancki, ale gorzki film.

wiecznosc1

W dodatku całość zagrana jest na naprawdę wysokim poziomie. Montgomery Clift jako niepokorny szeregowy jest po prostu znakomity. Ten facet próbuje być wierny swoim zasadom, co nie podoba się jego kolegom oraz dowódcy. Silny charakter, który mimo wszystkiego jest lojalny wobec armii. Drugą taką silną postacią jest sierżant Warden (świetny Burt Lancaster), który tak naprawdę trzyma wszystko w garści i sprawia wrażenie obojętnego faceta, nie pozwala sobie na emocje i gardzi oficerami. Ale kiedy wplątuje się w romans z żoną dowódcy, wszystko się komplikuje. No i trzeci do pary, czyli szeregowy Maggio (Frank Sinatra) – dowcipny, lekko szarmancki luzak jako jedyny wspierający Previtta. Wnosi on odrobinkę humoru, choć cierpkiego. No i jeszcze są dwie panie: Deborah Kerr (znudzona Karen Holmes) oraz Donna Reed (Alma „Lorene” Burke – marząca o wyrwaniu się dziewczyna z klubu) – obie piękne i pełnokrwiste.

Zinnemann pozostał w formie, tworząc jeden z najbardziej poruszających filmów w historii kina. Bardzo życiowe to dzieło.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski