Gov’t Mule feat. John Scofield – Sco-Mule

ScoMule

Zespół Warrena Hayesa nie próżnuje, choć ostatnio wydaje płyty koncertowe. „Sco-Mule” to tez album live, będący zapisem koncertu z Atlanty z 1999 roku, gdzie muzyków wsparł gitarzysta jazzowy John Scofield. Więc mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać.

Całość jest po prostu instrumentalnym graniem, gdzie najważniejszy jest tutaj riff Scofielda, a reszta zespołu robi tak naprawdę za (jednak solidne) tło. Przejścia między riffami (od łagodnego do bardziej agresywnego) są po prostu czarujące, ale i sam zespół przykuwa uwagę, zwłaszcza perkusista Matt Abts (początek lekko „orientalnego” „Doing It to Death”), ale także klawiszowiec Dan Matrazzo (łagodne Hammondy w „Birth of the Mule” czy zgrane klawisze z gitarą w tle w tytułowym utworze) robi świetną robotę. Nie brakuje tutaj zarówno mocnych energetyków (ponad 15-minutowy „Kind of Bird”, gdzie kapitalnie gra perkusja z klawiszami, a bas elegancko towarzyszy w tle czy otwierający drugą płytę funkowy „Pass the Peas”), a jazz nie musi być grany tylko i wyłącznie na dęciakach.

Wadą może być niewielki brak reakcji publiczności oraz wersje alternatywne dwóch utworów zagrane na tym albumie. Wystraszyć może czas trwania poszczególnych utworów, jednak dla fanów blues rocka, jest to pozycja obowiązkowa i zdecydowanie najlepsze koncertowe wydawnictwo Gov’t Mule.

Radosław Ostrowski

Gov’t Mule – Dark Side of the Mule

Dark_Side_of_the_Mule

Bluesowa ekipa Warena Haynesa nie zwalnia i tym razem wydała mocno zestaw płytowy. Zapis koncertu z Halloween z roku 2008 roku, który odbył się w Orpheum Theater w Bostonie, gdzie zespół grał utwory grupy Pink Floyd.

Czyli jak na bluesową modłę przerobić progresywnych klasyków? Z mocnym riffem oraz Hammondami w tle, a czasem też bawiąc się brzmieniem jak w „Gameface”, gdzie w środku dochodzi do jazzowych popisów basisty i perkusisty, a następnie wszystko przyśpiesza z Hammondami włącznie. Czy w niemal instrumentalnej zbitce „Trane/Eternity’s Breath/St. Stephen Jam”. Początek jest jazzowy, gdzie gitara elektryczna próbuje grać z czasem stając się coraz bardziej agresywna i ostrzejsza. Potem następuje wyciszenie, gitara delikatnieje, a Hammond nadaje niemal sakralnego charakteru, by potem znów wywrócić całość do góry nogami, a na sam koniec dostajemy spokojnego bluesa. Ale to, co Haynes obi z gitarą budzi wielki szacunek (posłuchajcie instrumentalnego „Kind of Bird” czy mrocznego „One of These Days” z basem i elektroniką na pierwszym planie). Nie mogło zabraknąć rzecz jasna piosenek z „Dark Side of the Moon” z nieśmiertelnym „Shine on You Crazy Diamond” (Pt. I-V w wersji instrumentalnej – prawie, gdzie gitara przypomina Davida Gilmoura), „Time” czy „Money”

Nie mówię tutaj o wszystkim, bo kapela przygotowała kilka niespodzianek, ale to już musicie sami przesłuchać. Zebrało się tego sporo na tych 3 płytach. Oceny brak.

Radosław Ostrowski

Gov’t Mule – Stoned Side of the Mule vol. 1

Stoned_Side_of_the_Mule

Ta amerykańska kapela bluesowa działa już 20 lat i na razie nie zamierza odpuścić. Ten nowy album zawiera zapis koncertu z Tower Theater w Filadelfii w 2009 roku, gdzie zespół zagrał własne wersje piosenek The Rolling Stones. Jak sobie z tym poradził Warren Haynes i spółka?

Zagrali je na swoją modłę, z mocniejsza gitara oraz wszelkimi ubarwiaczami jak cymbałki („Under My Thumb”), sitaru („Paint It Black”), saksofon („Ventilator Blues”, gdzie szaleje tez fortepian i harmonijka ustna) czy fortepian („Monkey Man” i „Angie”). Piosenek nie ma zbyt wiele, ale tutaj liczy się jakość niż ilość. Panowie znają się na rzeczy i grają naprawdę dobrze oraz ostro, jak zachodzi taka potrzeba, Haynes ma rasowy, bluesowy wokal, a na żywo tez daje sobie radę. Może sam zestaw jest dość oczywisty (jest parę znanych hitów, ale nie wszystkie), jednak jest to jedyna wada tej EP-ki. Wiec dajcie się ponieść i poczujcie bluesa. Album dostępny jest także na winylu.

Radosław Ostrowski