
Trio Karen O (wokal i pianino), Nick Zinner (klawisze i gitara) oraz Brian Chase (perkusja) działają razem jako Yeah Yeah Yeahs już ponad 10 lat, stając się jedną z najważniejszych kapel muzyki indie. Po czterech latach przerwy wrócili z nowym materiałem „Mosquito”.
Za tego Komara odpowiada trzech producentów: James Murphy (członek LCD Soundsystem), David Sitek (odpowiedzialny za poprzednie płyty zespołu) oraz Nick Launay (współpraca m.in. z Nick Cave and the Bad Seeds oraz Midnight Oil), a zawiera on 11 piosenek, które jak na tego typu muzykę są bardzo melodyjne i przystępne. Nie brakuje tutaj gitary elektrycznej, chociaż ona nie popisuje się żadnymi ostrymi riffami, ale budują one klimat tego albumu („Sacrilege”, „Slave”) i nie brakuje im ognia („Area 52”). Drugim istotnym elementem jest elektronika, która jest dość przyjemna w odsłuchu z paroma przyjemnymi niespodziankami jak w „Subway” z dźwiękami pociągu czy „These Pats”, gdzie pod koniec jest mocno modyfikowany głos Karen albo „Area 52”, gdzie klawisze są z kosmosu. Dla mnie najbardziej zaskakujące było „Buried Alive” z wyborną nawijką Dr. Octagona oraz „Always” z bardzo fajną perkusją oraz lekką elektroniką. To zróżnicowanie zarówno tempa jak i brzmień uatrakcyjnia ten album i widać, że ekipa ciągle szuka czegoś nowego i świeżego.
Drugim wyraźnym elementem tej grupy jest frontmanka Karen O. Ona tutaj przyciąga najbardziej nasz słuch. Z jednej strony potrafi być bardzo delikatna („Subway” czy „Wedding Song”), ale też i bardziej ekspresyjna i dzika („Area 52” czy „Sacrilege”). W obu tych „twarzach” wypada bardzo przekonująco, zaś tekstowo też nie jest tu banalnie jak w „Area 52” mówiącej o kosmitach czy tytułowym utworze o komarze.
Krótko mówiąc, ten Komar gryzie, ale też potrafi być bardzo delikatny. Ta płyta ma wiele ciekawych i wystrzałowych numerów, ale też przy spokojniejszych potrafi oczarować.
7,5/10
Radosław Ostrowski
PS. Bardzo oryginalna i ciekawa okładka.










