Do wszystkich chłopców, których kochałam

Z Netflixem to bywa różnie, bo ich biblioteka jest niczym pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo, na co można trafić. Przynajmniej tak twierdził pewien klasyk. I choć ten streamingowy gigant działa od kilku lat, pojawiło się parę wartych uwagi tytułów (głównie seriale) oraz kilka filmów mający potencjał zapisać się złotymi zgłoskami. Jest też taki młodzieżowy romans, który wśród swoich odbiorców wywołał ogromny ferment.

do wszystkich chlopakow1-1

Sam punkt filmu opartego na powieści Jenny Han wydaje się bardzo prosty. Bohaterką (i narratorką) jest 16-letnia Lara Jean Covey, która – no cóż – to taka klasyczna szara myszka, żyjąca w swoim świecie. Jest średnią siostrą z rodzeństwa, bo starsza wyrusza na studia, a młodsza jeszcze chodzi do podstawówki, zaś całym rodzeństwem zajmuje się ojciec-ginekolog. Nastolatka ma pewien problem z wyrażaniem swoich uczuć i emocji, zwłaszcza dla przedstawicieli płci brzydszej. By sobie z tym poradzić, nasza romantyczka pisze do nich listy, nie wysyłając ich. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, iż ta ukryta korespondencja… znika bez śladu. I to wywołuje poważne komplikacje, doprowadzając do perturbacji w życiu uczuciowym. Żeby uniknąć potencjalnych ataków, dziewczyna decyduje się na oszustwo w postaci udawania bycia w związku. Wspólnikiem w zbrodni staje się bardzo popularny sportowiec Peter Kavinsky, którego rzuciła dziewczyna i w ten sposób widzi szansę na odzyskanie jej. Plany jednak mają to do siebie, że lubią się komplikować.

do wszystkich chlopakow1-2

„Do wszystkich chłopców…” idzie torami oraz schematami bardzo znajomymi. Już sam początek wydaje się kiczowaty jak z jakiegoś romansidła, jednak zostaje to przełamane (okazuje się, że nasza bohaterka czytała książkę i zostało to zwizualizowane). Udaje się reżyserce bardzo balansować między poważnymi „dramatami” wieku nastoletniego i przełamuje to humorystycznym akcentem. Zaskoczeń nie ma, bo i przeszkody są znajome (była dziewczyna o imieniu Gen, trzymanie wszystkiego w tajemnicy, chłopak siostry – jeden z adresatów), jak i przebieg historii jest dość oczywisty.

do wszystkich chlopakow1-3

Więc jak wzbudzić sympatię podczas seansu? Nakreślić bohaterów, których da się polubić i zbudować wiarygodne relacje między nimi. Widać tutaj silną więź Lary z siostrami, choć ta najstarsza znika dość szybko. Taki jest też ojciec, który próbuje sobie radzić z wychowaniem córek i czasem potrafi strzelić gafę (scena rozmowy z Larą w samochodzie przed wyjazdem). Dla mnie jednak film kradła najmłodsza siostra, zdolna do złośliwego komentarza. Także sama relacja między wycofaną Larą a pewnym siebie Peterem ma w sobie wiele uroku, zaś zderzenie tych charakterów daje kilka zabawnych dialogów. I wizualnie wygląda to po prostu ładnie, z ciepłymi, lekko pastelowymi kolorami jest bardzo przyjemne dla oka.

Zagrane jest to porządnie, bez poczucia żenady i irytacji, a mało znani aktorzy mają szansę na wykazanie się. Trudno tu kogokolwiek wyróżnić, a każda z postaci ma swoje pięć minut. A jak sam film? To niezłe kino, które będzie idealnie pasować do swoich adresatów. Choć okres nastolatkiem mam już dawno za sobą, to całkiem przyjemnie spędziłem czas przy tym tytule.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Śmierć nadejdzie dziś 2

Kiedy usłyszałem o planie kontynuacji „Śmierć nadejdzie dziś” byłem więcej niż sceptyczny. No bo pętla wobec Tree została przerwana, morderca zabity, więc co należałoby wymyślić do stworzenia tej kontynuacji? I pozornie reżyser Christopher Landon znajduje wyjście, choć pierwsze paręnaście minut wydaje się prostym pomysłem przeniesienia pętli na kogoś innego. Ale jednak po kolei.

smierc nadejdzie dzis 2-2

Na początku bohaterem jest jeden ze studentów, Azjata Ryan. Razem z kumplami stworzył maszynę zwaną Suzi – reaktor kwantowy. Po samoczynnym wystrzeleniu wynalazku, który doprowadza do paru zniszczeń dziekan zamyka projekt. A potem chłopak zostaje zamordowany przez gościa z maską bobasa. I budzi się tego samego dnia, czyli 19 września. Ryan opowiada Carterowi i Tree, co się stało, a dziewczyna (co sama przeżyła czasową pętlę) decydują się mu pomóc. Udaje się schwytać mordercę, którym jest… Ryan z innego wymiaru. Ten mówi, że trzeba zabić swojego dublera, bo inaczej pętla się nie zamknie. Przestraszony oryginał odpala Suzi, co doprowadza do sytuacji, że Tree… budzi się 18 września. Czyli wraca do sytuacji z pierwszej części, tylko że… w innym wymiarze.

smierc nadejdzie dzis 2-1

Jeśli oczekujecie więcej horroru (a dokładnie slasherowej wersji „Dnia świstaka” 2.0), to nie macie czego szukać. Nadal jest to samoświadoma czarna komedia, gdzie widzimy dość zaskakujące i rozbrajające momenty zgonów Tree. Tylko, że nadbudowa przypomina jeden odcinek „Teorii wielkiego podrywu”, gdzie grupka nerdów próbuje naszej bohaterce wrócić do swojego wymiaru. Czyli taki uwspółcześniony „Powrót do przyszłości 2”. Niby jesteśmy u siebie, lecz pewne elementy są tutaj inaczej poprowadzone. Wracają stare elementy (morderca w masce, zbrodniarz w szpitalu i starzy znajomi), jednak klocki są tutaj inaczej poukładane, co daje pewnej świeżości. Nadal mamy tutaj fajnie poprowadzone napięcie (wariacje scen w szpitalu czy pulsujący), nie brakuje paru niespodzianek oraz wolt.

Jednocześnie mamy przebijające się pytanie o możliwość wyboru między przeszłością a teraźniejszością. Czy chcielibyście jeszcze raz spotkać osoby zmarłe w wersji żywej, ale w nie swoim życiu, czy może jednak żyć tak jak jest? Ale to jest przede wszystkim dobra rozrywka i takie refleksje są niejako mimo woli rzucane.

smierc nadejdzie dzis 2-3

Dawno się nie uśmiałem na horrorze i to w sposób zamierzony. Bohaterowie nadal są sympatyczni i fajnie zagrani ze świetną Jessicą Rothe na czele, zaś finałowa scena po napisach sugeruje ciąg dalszy. Ten sequel idzie w zupełnie innym kierunku niż można się było spodziewać i to dla mnie plus. Jest lepiej poprowadzony, śmieszy oraz sama historia jest ciekawsza.

7/10

Radosław Ostrowski

Śmierć nadejdzie dziś

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że budzicie się w dzień swoich urodzin. Po przebudzeniu czujesz się jakbyś był sparingpartnerem braci Kliczko, pamięć dnia wczorajszego praktycznie nie istnieje i jesteś aroganckim bucem. A że masz dziś urodziny, przypomina ci dzwonek telefonu i jakoś młody, pryszczaty gnojek. Wieczór zapowiada się na fajną imprezę, ale pojawia się osobnik w masce twarzy bobaska i wbija ci nóż. Lecz zamiast skończyć w kostnicy, otwierasz oczy i masz poczucie deja vu. Znowu ten sam pokój, ten sam chłopak, ten sam dzwonek. Co tu się wyrabia?

happy_death_day1

Pomysł z „Dnia świstaka”, czyli zapętlenia jednego dnia non stop, jest sam w sobie świetny. Był w komedii (w/w), był film wojenny („Na skraju jutra”), teraz przyszła pora na film horror und groza. Film Christophera Meloni wykorzystuje koncept umierania aż do nieskończoności, by ugrać dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, by poprowadzić grę z widzem w kwestii tożsamości mordercy, będącego ciągle o krok przed naszą Tree. Kim jest? Dlaczego to robi? To, jak reżyser podrzuca tropy (maski porozrzucane, obecność seryjnego mordercy w szpitalu uniwersyteckim), robi wrażenie, ale twórcy nie traktują tego tytułu absolutnie poważnie. Elementy horroru (nieznany morderca, pomysłowe zgony, sceny filmowane nocą czy budująca napięcie muzyka) bardziej pasują choćby dla serii „Krzyk”, stanowiąc dodatkowe źródło humoru i pokazując cudzysłów całego przedsięwzięcia. Właśnie, humor tutaj oparty jest i na ironicznych tekstach, wykorzystaniu repetycji, nawet zachowania Tree w sytuacji sam na sam z mordercą polegających na krzyczeniu oraz uciekaniu przed delikwentem.

happy_death_day2

Z drugiej strony to młodzieżowa historia dziewczyny, dla której szansa ponownego przeżywania tego samego dnia staje się szansą do zmierzenia się z samą sobą oraz zmianą pewnych postaw. O dziwo, przemian z imprezowej, zołzowatej jędzy w fajną dziewuchę jest przekonująca, mimo pozornie absurdalnego założenia, dając sporo satysfakcji. Nawet bardziej poważniejsze wątki związane ze stratą matki i relacją z ojcem, nie są zbyt przeszarżowane, o co byłoby bardzo łatwo.

happy_death_day3

Postawiono tutaj na kompletnie nieznane twarze i to był kolejny strzał w dziesiątkę. Aktorzy grają dobrze, nawet z pewnym luzem (świetna jest Jessica Rothe, wyglądająca jak młodsza siostra Blake Lively) i dystansem, wpasowując się do konwencji horroru z przymrużeniem oka.

happy_death_day4

To lekkie i bardzo przyjemna rozrywka, stanowiąca zgrabną zabawę konwencją horroru. Choć bywały znacznie zabawniejsze („Zombieland”, „Krzyk”) albo znacznie bardziej makabryczne („Martwica mózgu”) i mimo wykorzystania klisz z kina młodzieżowego (romans z nauczycielem, grupa zrzeszająca chude laski, nerdy, sexy chłopak), film Meloniego daje wiele frajdy oraz satysfakcji. Jak dobrze przygotowany drink.

6,5/10

Radosław Ostrowski