Helen jest młodą dziewczyną mieszkającą w Nowym Jorku i próbującą swoich sił w malarstwie. Interesuje się nią Bobby, który zajmuje się handlem narkotykami. Zakochują się w sobie, ale oboje zaczynają popadać w uzależnienie.
Debiutujący w roli reżysera Jerry Schatzberg tym razem schodzi mocno na ziemię i pokazuje Nowy Jork, któremu bliżej jest do miasta z filmów Martina Scorsese niż Woody’ego Allena. Widzimy tutaj ludzi uzależnionych, dla których najważniejsze jest dostać forsę, by mieć na działkę. Żeby to zdobyć zrobią wiele – ukradną, prostytuują się, oszukają lekarza. Dlatego jesteśmy przez większość czasu na ulicy, w zaniedbanych i poniszczonych domach, spelunach. Pytanie tylko, czy taki film po „Requiem dla snu” może jeszcze zrobić wrażenie? O dziwo, tak. Dawanie w żyłę, zawsze będzie wyglądało obrzydliwie, tutaj nie ma żadnych ozdobników, happy endu czy moralizatorskiego tonu. Paradokumentalne zdjęcia i obsadzenie wtedy mało znanych aktorów spotęgowało poczucie autentyzmu, a takie sceny jak przedawkowanie Bobby’ego i próba ratowania go, robią wrażenie. To nadal mocne kino, które potrafi trzymać za gardło i przekonująco pokazać drogę upadku człowieka uzależnionego.

Uwiarygodniają to grający główne role Al Pacino i Kitty Winn (nagrodzona w Cannes) jako młodzi, zagubieni, uzależnieni i zdani na siebie. Widzimy ich szczęścia, chwile radości, by potem skakali sobie do gardeł, walczą ze sobą i przegrywają z nałogiem. Poza nimi warto też wyróżnić Alana Vinta jako bezwzględnego gliniarza Hotcha.
Film Schatzberga nadal pozostaje mocnym i poruszającym filmem z narkotykami w tle. Naprawdę godny uwagi film.
7/10
Radosław Ostrowski
