Biały Lotus – seria 1

Czy może być coś lepszego niż pobyt na wakacjach w motelu dla najbogatszych? Oczywiście, że nie. Dlatego przebywasz w znajdującym się na Hawajach hotelu o nazwie Biały Lotus. Komu będziemy towarzyszyć? Świeżej parze nowożeńców (państwo Patton), rodzinie z dziećmi i przyjaciółką córki (państwo Mossebnach) oraz kobiecie w średniej wieku (Tania McQuoid), która… ma troszkę inne powody. Co się może wydarzyć podczas tygodniowego pobytu?

Nowy mini-serial Mike’a White’a w zasadzie jest kolejnym satyrycznym spojrzeniem na ludzi z high-life’u, co żyją we własnej bańce. Ludzie tak naprawdę są puści, nieszczęśliwi i samotni, choć uśmiechają się niemal w każdej okazji. Każde ma swoje problemy, które mogą wydawać się mniej poważne (nietrafiony apartament, brak poważnych atrakcji, potrzeba masażu), jednak chodzi tu o coś więcej. U Mossenbachów to kobiety dominują tutaj – zapracowana matka (Connie Britton) oraz bardzo ironiczna córka (Sydney Sweeney) razem z uzależnioną od leków kumpelą (Brittany O’Grady). Wydają się silniejsze od zakompleksionego męża (Steve Zahn), podejrzewającego u siebie raka jąder oraz uzależnionego od pornografii syna (Fred Hechinger), który nie potrafi postawić na swoim i zawsze ulega. Małżonkowie (Jack Lacy i Alexandra Daddario) pochodzą z różnych światów, jakby ślub wzięli niejako tylko przez zauroczenie, pożądanie. On zawsze musi postać na swoim, bo jako rozpieszczony bachor z dobrego domu dostaje wszystko, unosząc się dumą. Ona zupełnie z innego świata, pracująca jako dziennikarka i obawiająca się bycia trofeum. Ile ze sobą wytrzymają? Tania (Jennifer Coolidge) nie radzi sobie ze śmiercią matki, zaś celem jej pobytu jest… wysypanie jej prochów. Jest jeszcze prowadzący ten hotel Armond (Murray Bartlett) oraz pracująca w spa Belinda (Natasha Rothwell), którzy niejako służą pomocą gościom hotelowym.

Innymi słowy, każdy z bohaterów jest wyrazisty, wielowymiarowy i złożony. Co zdecydowanie jest sporą zaletą. Tak jak przepiękne krajobrazy oraz bardzo egzotyczna muzyka. Ton się zmienia jak w kalejdoskopie: od ironicznego i komediowego po bardziej dramatyczne momenty (kradzież biżuterii). Nawet mieszając je w tej samej scenie. Zaś perspektywy obu grup naszych bohaterów są niemal ciągle skonfrontowane. White przybiera twarz satyryka, by zmienić w szydercę. Chociaż czasem można odnieść wrażenie, że nie opowiada niczego nowego, a humor szedł w (zbyt) znajome rewiry („Parasite”, „Sukcesja”). Bo trudno w zasadzie się z każdym w pełni identyfikować, jednak nie można oderwać oczu od tych postaci.

Wściekłych i gniewnych jak Armond w kapitalnej interpretacji Bartletta, który ze spokojnego, opanowanego konsjerża potrafi zmienić się w buca, aroganta grającego gościom (szczególnie panu Pattonowi) na nerwach, mając ich wszystkich gdzieś. W końcu puszczają mu nerwy i jedzie po bandzie, co kończy się w niespodziewany sposób. Odrobinę współczucia może wywołać pani Patton, która chyba nie do końca wie, z kim zawarła związek małżeński. Jednak jej próby postawienia się wzbudzają politowanie, a kiedy poznajemy ją w interakcjach z innymi jest równie pusta jak reszta gości. W punkt za to trafia wycofana Tanya (rewelacyjna Coolidge), próbująca radzić sobie ze skrytymi traumami oraz trudną relacją z matką. Na niej chyba najbardziej mi zależało, choć jej emocjonalna huśtawka potrafi działać na nerwy. Tak samo swoje pięć minut ma pan Mossenbach, czujący się mniej męsko i niedowartościowany przez żonę.

Ale wiecie co jest najciekawsze w „Białym Lotosie”? Że każdy z bohaterów zostaje skonfrontowany i ma szansę na zmianę samego siebie. Nie staje się to jednak za pomocą magicznej różdżki czy głębokiego samodoskonalenia mentalnego. Wszystko to wynika z… interakcji oraz pewnych wydarzeń, pozwalających zdobyć szacunek, poznać kogoś, kto może zapewnić poczucie bezpieczeństwa czy w końcu pójść własną drogą. Innymi słowy, słodko-gorzki, lecz satysfakcjonujący finał. Już zapowiedziano drugi sezon, a serial będzie miał formę antologii. Nie mogę się doczekać.

Czy warto dać szansę zaskakującemu hitowi HBO z 2021 roku? Jak najbardziej, nie tylko ze względu na porę roku. to pełne świetnego aktorstwa studium mentalności najbogatszych ludzi, którym wydaje się, że wiedzą wszystko, zjedli wszystkie rozumy i znają ten świat. Szyderczo, prześmiewczo, lecz także poważnie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dwie spłukane dziewczyny – seria 1

Jak zrobić dobry serial komediowy? Recepta wydaje się bardzo prosta.Trzeba znaleźć przynajmniej dwie postacie, które pochodzą z dwóch różnych światów (kontrast zawsze jest zabawny), dorzucić pieprzny humor oraz wyrazisty drugi plan. A na dokładne masę dość nietypowych sytuacji. Czy da się to zrobić? Twórcy „Dwóch spłukanych dziewczyn” (Michael Patrick King – twórca „Seksu w wielkim mieście” oraz aktorka Whitney Cummings) pokazują, że tak.

Ale zacznijmy po kolei. Poznajcie Max – kruczoczarną kelnerkę z jadłodajni w Brooklynie. Dorabia jako opiekunka dla dzieci i próbuje wiązać koniec z końcem. Niepozbawiona sprytu oraz mówiąca bez ogródek Max przypadkowo poznaje Caroline – blondynę z bogatego domu, której ojciec zdefraudował dużo pieniędzy, za co trafił do więzienia. Pozbawiona domu dziewczyna wprowadza się do Max, której pasją jest robienie babeczek. Caroline wpada na pomysł, by obie panie założyły biznes cukierniczy. Ale jest jeden problem: jak zdobyć klientele i skąd wziąć kasę na rozruch?

2_dziewczyny1

No właśnie. Nowy serial Warner TV to komedia z dużą dawką pieprzu oraz braku poprawności politycznej, zaś różne formy dodatkowego zarobku (m.in. jako królik doświadczalny czy zlecenie od ortodoksyjnej rodziny żydowskiej) iskrzą od humoru, trochę pieprznego i jadącego czasem po stereotypach (nowobogaccy, celebryci, emigranci itp.), zaś Brooklyn jako miejsce wydarzeń buduje odpowiednią atmosferę. Nikt nie idzie na kompromisy, a wszystkim obrywa się po równo. Granica dobrego smaku nie zostaje jednak przekroczona, zaś przez 20 minut trening przepony jest gwarantowany. Trochę to przypomina „Dwóch i pół” czy „Teorię wielkiego podrywu”, ale nie przeszkadzają te porównania.

2_dziewczyny2

Poza naszymi tytułowymi dziewczynami (świetne role Kat Dennings i Beth Bears), są tutaj jeszcze 4 mocno wyróżniające się postacie, które też są źródłem żartów. Są to: kasjer Earl (Garreth Morris) – starszy czarnoskóry mężczyzna, Han Lee (Matthew Moy)  – właściciel knajpy z Korei, obiekt drwin ze względu na wzrost, Oleg (Jonathan Kite) – kucharz z Ukrainy, napastujący seksualnie bohaterki oraz proponujący im seks oraz pojawiająca się w połowie serii nowa sąsiadka Sophie Kuczynski (Jennifer Coolidge) – Polka prowadząca firmę sprzątającą. Skrzy między postaciami, co jest bardzo rozbrajające, zwłaszcza o tej porze roku.

2_dziewczyny3

Jest to lekka i niezobowiązująca rozrywka, którą ogląda się naprawdę przyjemnie. Niecałe 20 minut, a ile się tu dzieje. Ani chwili nudy, co w przypadku każdego serialu jest wielkim osiągnięciem. Przezabawne.

8/10

Radosław Ostrowski