Pokój

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że jesteście w jednym pomieszczeniu. I to jest wasz jedyny znany świat. Właśnie taki los spotkał niejakiego Jacka, który niedawno skończył 5 lat oraz w takim pomieszczeniu zwanym Pokojem przebywa z mamą. I podczas tych urodzin poznaje prawdę, że Pokój to tak naprawdę więzienie, gdzie są przetrzymywani przez Wielkiego Nicka, ale nie wierzy jej. Mama próbuje namówić synka, by pomógł w ucieczce.

pokoj1

Wydawałoby się, że im człowiek jest starszy, tym mniej jest w stanie coś poruszyć i zaskoczyć. Ale pewien irlandzki reżyser nazwiskiem Lenny Abrahamson dokonał niemożliwego. Samą historię dzieli na dwa etapy: zniewolenie i ucieczkę oraz powrót do zewnętrznego świata, pełnego nadziei. Początkowo twórcy pomysłowo ogrywają przestrzeń Pokoju zwracając uwagę na detale, a także narzucając perspektywę dziecka (nieostre kadry, połamana perspektywa), przypominającego ptaka urodzonego w klatce, które poza niewolą, nie zna innego życia. Ale jego matka wcale nie ma łatwiej, gdyż zostało odebrane 7 lat życia – cała jej młodość, przyszłość, perspektywy. I jakby tego było mało, jej rodzice rozwiedli się. Ale Abrahamson nie próbuje stosować emocjonalnego szantażu wobec bohaterów, tylko obserwuje ich proces dostosowywania, akceptacji. Do tego potrzebna jest nie tylko determinacja i wola przetrwania, lecz także wielka siła miłości. Miłości, która potrafi przenieść góry i pokonać zło.

pokoj2

Walka jest tutaj pokazana w całej palecie emocji: od strachu i poczucia bezsilności po wydawałoby się irracjonalny upór, determinację do zrealizowania celu. Świetnie jest to dawkowane i poprowadzone, bez poczucia fałszu, zakłamania czy manipulacji. Jest także zasługą bardzo dobrego aktorstwa. Objawieniem jest dla mnie Brie Larson jako Ma (Joy) – opiekująca się dzieckiem, do czego (odniosłem takie wrażenie, ale może się mylę) nie była przygotowana i próbuje je chronić. Kocha je, dba i chce dać mu to, czego w warunkach Pokoju nie może mieć. Ale ta batalia będzie dość ciężka dla niej, nie mogącej się w pełni wyzwolić z tamtego miejsca. Nadzieja, lęk, zwątpienie, bezradność – wszystko to jest bardzo naturalnie wygrywane. Jednak film skradł jej 9-letni Jacob Tremblay w roli jej syna, Jake’a. Chłopak wszystko wygrywa swoją naturalnością – złość, gniew, nieufność wobec innych (scena, gdy policjantka próbuje wyciągnąć od niego informacje – perełka), nieśmiałość, przywiązanie do Pokoju oraz powolne dostrojenie się do świata. Ich wspólne sceny mają potężną siłę rażenia, angażując do ostatniej sekundy.

pokoj3

Jestem pewny, że wiele osób z was będzie płakało w trakcie seansu, a kilka osób może znowu zacznie cieszyć się życiem, zwracając uwagę na małe drobiazgi. Rzeczy, których parę osób może nie znać i nie widzieć, bo trafili do takiego Pokoju. Długo jeszcze będę o tym filmie pamiętał.

pokoj4

8/10

Radosław Ostrowski

Ukryta prawda

Od trzech tygodni jest wakat na stanowisku wiceprezydenta USA. Urzędujący prezydent Jackson Evans waha się między dwójką kandydatów – bohaterem wojennym gubernatorem Jackiem Hathawayem i senator Elaine Hansen. Prezydent faworyzuje panią senator, mimo iż konkurent został bohaterem po tym jak próbował uratować kobietę uwięzioną w tonącym samochodzie. Jednak przed zatwierdzeniem, trzeba prześwietlić przeszłość pani senator. Przewodniczący komisji, która ma zbadać kompetencje senator, Shelly Runyon odkrywa kompromitujący fakt – udział w orgii podczas studiów.

ukryta_prawda1

Film Roda Lurie z 2000 roku chciałem obejrzeć dużo później, jednak czas wyborczy skusił mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Pozornie wydaje się jednym z wielu politycznych opowieści, których było tysiące zarówno jeśli chodzi o akcję, jak też i portret elit politycznych (gnidy, intryganci i szubrawcy, a także idealiści i pragmatycy). Różnica miedzy nami a Jankesami jest istotna – tam pewne afery i skandale mocno decydują o być albo nie być danego polityka. Wszelkie podchody, dziwne koalicje i nieczyste zagrywki – to wszystko znamy i dzisiaj.

ukryta_prawda4

Ale przy okazji, reżyser pokazuje jak traktowana jest kobieta w świecie skądinąd zdominowanym przez mężczyzn, jak głęboka jest dyskryminacja w przecież bardzo politycznie poprawnym kraju jakim jest U Es A. I tu nawet nie chodzi o podejrzana aferę erotyczną, ale też jak instrumentalnie traktowana jest kobieta, szybko podlega osądowi wskutek stosunku do seksu. Jak mężczyzna bierze udział w orgii – to jest powód do domu, jak kobieta uczestniczy – to jest kurwą. Od tego osądu nie są w stanie uwolnić się nawet osoby politycznie wspierające Hansen. Wystarczy popatrzeć na sceny, w których nie unikają kąśliwych wypowiedzi czy w jej obecności oglądają zdjęcia z orgietki. I jeszcze jedno pytanie tutaj pada – gdzie jest granica miedzy życiem prywatnym osób na piedestale władzy? To daje bardzo do myślenia. I sami sobie odpowiedzcie.

ukryta_prawda2

Mimo braku oryginalności, „Ukrytą prawdę” ogląda się po prostu dobrze, bo reżyser nie przynudza i powoli odkrywa sznurki całej intrygi, ale za to pewnie prowadzi aktorów. Świetnie sobie radzi Joan Allen w roli senator Hansen. Może wynika to z faktu, ze postać ta została napisana specjalnie dla niej. Ma ona bardzo wyraziste poglądy w wielu sprawach (liberalna), a cała aferę komentuje w jeden sposób: „to moja prywatna sprawa”. Nie podejmuje się ani atakować swoich przeciwników wyciągając na nich haki, nie broni się też – postawa dość dla mnie zaskakująca i rzadka wśród polityków. I przyznaję, że zyskała pani senator mój szacunek. Na przeciwnym końcu jest znakomity Gary Oldman. Senator Runyon to podły intrygant, który sięga po naprawdę niskie chwyty (wysłanie materiałów do Internetu, atak na przesłuchaniu w sprawie aborcji), uzasadniając je swoimi uprzedzeniami oraz przekonaniami. Dodatkowym szokiem jest fryzura Runyona, przez którą trudno rozpoznać aktora. Trzecim istotnym bohaterem jest prezydent Evans, zagrany dość lekko przez Jeffa Bridgesa. Wydaje się postacią nie do końca poważną, serwującą zabawne dialogi i sytuacje (gra w kręgle, gadanie o kanapkach), ale jest opanowanym i sprytnym politykiem (rozmowa z Runyonem i sytuacja na bankiecie).

ukryta_prawda3

„Ukryta prawda” nie zmieni zdania o klasie politycznej w ogóle, jednak nie wywołuje on ani znużenia ani zobojętnienia. A to już sporo. Dobre aktorstwo, solidna realizacja – na plus. Patos, podniosłe monologi i dydaktyzm – to na minus.

7/10

Radosław Ostrowski

Ultimatum Bourne’a

Po sześciu tygodniach od wydarzeń z Moskwy, Jason Bourne znów musi wrócić do gry, by ustalić raz na zawsze swoją przeszłość. Tym razem musi wrócić przez artykuł dziennikarza „The Guardian” Simona Rossa, który odnalazł informacje, że Treadstone jest nadal kontynuowany jako Blackblair. A to oznacza, że dziennikarz jest na celowniku, a Bourne razem z nim idzie do odstrzału.

bourne31

Jason Bourne musiał wrócić, co stwierdził każdy kto oglądał „Krucjatę”, która była słabszą częścią historii agenta z amnezją. Wszystko przez paradokumentalną realizacje, która mocno kłuła w oczy podczas scen akcji. Czy Paul Greengrass wyciągnął wnioski i poprawił babole? Nie, nadal panuje chaos w scenach akcji, chociaż nie jest to aż tak dokuczliwe (akcja w Targanie, gdzie mamy m.in. pościg motocyklowy i bieganie na dachach). Niemniej nadal może przeszkadzać (finał w Nowym Jorku) przy znakomitej historii, która dopełnia całości, ostatecznie wyjaśniając przeszłość Jasona Bourne’a. Wyruszymy do Londynu, Hiszpanii, a ostateczna konfrontacja odbędzie się w Nowym Jorku, gdzie wszystko się zaczęło (powtórzona scena finałowa z „Krucjaty…” nabiera tutaj nowego znaczenia). Intryga się znakomicie zazębia, wplecione flashbacki z życia Bourne’a/Webba dodają animuszu i ogląda się to fantastycznie, w kilku miejscach mocno podnosząc ciśnienie (obława na dworcu Waterloo) czy miejsce szkolenia Treadstone. Wszystko to oczywiście podkreślone przez fantastyczną muzykę Johna Powella oraz troszkę płynniejszy montaż. Ale kamera nadal ma ADHD, co w paru miejscach nadal irytuje (walka z Deshem w Tangenie toczy się tak szybko, ze nie widać kto kogo wali).

bourne32

Znowu nie mam zarzutów do aktorów, zwłaszcza do Matta Damona, który jest po prostu Bourne’m. Ale Damonowi ten film ukradł świetny David Strathairn w roli bezwzględnego i upartego Noah Vosena, który za wszelką cenę chce dopaść Bourne’a, nawet jeśli jest to niezgodne z prawem. Powracają także Julia Stiles (Nicky odgrywa tutaj kluczową role) i Joan Allen (Pamela Landy – jedyna wierząca w intencje Bourne’a). Poza nimi trudno też nie dostrzec mocnych kreacji Paddy’ego Considine’a (dziennikarz Simon Ross) oraz Alberta Finneya (dr Albert Hirsch).

bourne33

„Ultimatum…” mimo wad technicznych pozostaje najlepszą częścią serii. Choć zakończenie pozostaje kwestią otwartą, dla mnie ta historia jest już skończona. I niech już Jason Bourne aka David Webb zyska spokój, z dala od CIA i tym podobnych akcji.

8/10

Radosław Ostrowski

Krucjata Bourne’a

Wydawałoby się, że Jason Borune będzie miał spokój po likwidacji Treadstone, jednak trwało to tylko dwa lata. Byłego agenta CIA nadal prześladuje amnezja, jednak to jest najmniejszy problem. Podczas tajnej akcji w Berlinie (zdemaskowanie kreta, przez zdobycie informacji) zostaje zamordowany kupiec i agent CIA. Na miejscu zbrodni zostają znaleziony śladowy odcisk palca Bourne’a, przez co nasz bohater musi uciekać z Indii i ustalić kto go wkręca.

bourne21

Sukces kasowy „Tożsamości…” spowodował, że musiał powstać dalszy ciąg przygód agenta z amnezją znanego z książek Roberta Ludluma. A że to nie miało nic wspólnego z pierwowzorem (na co autor zgodził się przed śmiercią), to już jest inna kwestia. Tutaj jest podobnie, intryga jest pogmatwana i próby ustalenia kto, kogo i dlaczego. Wpadniemy do zimnego Berlina oraz równie chłodnej Moskwy, ale wprowadzono jedną, poważną zmianę. Na stanowisku reżysera Douga Limana (ograniczył się do roli producenta wykonawczego) zastąpił go Paul Greengrass, który tworzy kino utrzymane w paradokumentalnej stylistyce. I niestety, ta stylistyka do kina sensacyjnego nie do końca pasuje. Ujęcia z ręki, montaż tak szybki, że nie można tego zauważyć. O ile jeszcze w scenach, gdy Bourne jest obserwowany przez komputery CIA to się jeszcze broni, o tyle w scenach pościgów i bijatyk działa to odstraszająco. Chaotyczny montaż irytuje jeszcze bardziej (mocno to widać w pościgu w Moskwie czy walce Bourne’a z Jardą w Monachium), co psuje przyjemność z oglądania. A szkoda, bo gdyby nie to ocena byłaby dużo wyższa. Wszystko inne tutaj gra i wciąga, ale realizacja wywołuje rozczarowanie. Może przy „Ultimatum…” wszystko się poprawi, ale wątpię.

bourne22

Nadal ten film błyszczy aktorsko, dzięki czemu jesteśmy w miarę skłonni uwierzyć w cała opowieść. Matt Damon nadal jest świetny jako Bourne – mieszanka sprytu, siły pięści oraz zagubienia. To wszystko nadal pasuje, tworząc mocną mieszankę wybuchową. Idealny agent po prostu. Tutaj jego  tropicielem jest zastępca dyrektora CIA Pamela Landy (świetna Joan Allen), która nie jest pozbawiona sprytu, ale Bourne zawsze jest o ten krok przed. Analityczny umysł i wyciąganie wniosków stanowi jej mocny atut. Poza tym duetem wracają Brian Cox (agent CIA Ward Abbott) oraz Julia Stiles (Nicky), tworząc solidne tło. Z nowych bohaterów warto wyróżnić Karla Urbana (rosyjski zabójca Kirył) oraz Martona Csokasa (agent Jarda).

bourne23

„Krucjata…” mogła być świetnym filmem, gdyby Greengrass nakręciłby go w bardziej klasycznym stylu. A tak mamy chaotyczną akcję, za szybki montaż psujący przyjemność z seansu. Przez co ocena musi zostać brutalnie obniżona o punkt. Ale i tak czekam na dalszy ciąg, Davidzie Webb.

6/10

Radosław Ostrowski

Łowca

Czy widziałeś kiedyś krew w pełni księżyca? Wydaje się całkiem czarna.

Will Graham po ostatniej akcji w FBI przeszedł załamanie nerwowe i teraz mieszka razem z żoną I synkiem na Florydzie z dala od akcji. Jednak jego dawny szef Jack Crawford prosi go o pomoc. W mieście szaleje seryjny morderca, który już zabił dwie rodziny, a następna zbrodnia ma nastąpić podczas najbliższej pełni księżyca. Graham miałby się skupić tylko na analizowaniu materiału dowodowego.

lowca_mann1

Thomas Harris najbardziej znany stał się dzięki serii książek o Hannibalu Lecterze. Do dzisiaj jego twarz ma jednoznaczne skojarzenia z genialnym Anthonym Hopkinsem. Ale pięć lat przed „Milczeniem owiec” z pierwszą częścią serii zmierzył się Michael Mann. I tak narodził się „Łowca” – zapomniany thriller, który jeszcze bardziej zniknął ze świadomości kinomanów, gdy powstał jego remake z Hopkinsem w roli głównej. Niesłusznie, gdyż mann postawił na swój najmocniejszy atut – klimat, pełen mroku, oniryzmu przypominający senne koszmary (choć najokrutniejszych scen – samych zbrodni dokonywanych przez Zębowa Wróżkę, nie pokazano). Dużo krwi, psychologiczna gra i wyścig z czasem, to wszystko trzyma w napięciu, serwując w kluczowych momentach charakterystyczne dla reżysera slow-motion. Przy okazji, bardzo realistycznie pokazane są sceny laboratoryjne, gdzie są analizowane każde elementy. Najbardziej widać to w scenach analizy listu Zębowej Wróżki do Lectera zapisanej na papierze toaletowym – tutaj widać fundamenty serii „CSI”. Mann buduje tez klimat osaczenia i samotności za pomocą świetnych zdjęć (błękitne filtry, wyraźniejsze kolory) oraz bardzo nastrojowej muzyki, która zdradza wiek produkcji. Ogląda się to świetnie, może poza skopanym zakończeniem (obława na mordercę), gdzie zaczyna szwankować montaż. No i samo zakończenie, mocno odbiegające od pierwowzoru (tam lepiej zostało rozegrane), też wydawało mi się niezbyt satysfakcjonujące.

lowca_mann2

Na szczęście film nie tylko świetnie wygląda, trzymając w napięciu, ale też jest ona bardzo dobrze zagrana. Ale jest jeden warunek – jeśli nie oglądaliście remake’u Bretta Ratnera, gdzie znacznie ciekawsze są postacie drugoplanowe. Asem w talii Manna jest William L. Petersen, dla które rola Willa Grahama stała się klątwą. Sugestywnie aktor pokazuje wypalonego i pokiereszowanego psychicznie profilera, który posiadał talent wchodzenia w skórę sprawcy. Ale w terenie okazuje się bardzo wnikliwym i dociekliwym agent, analizującym dowody, świadomie angażującym się, ale nie jest to harcerzyk. Potrafi ostro ochrzanić Crawforda (solidny Dennis Farina), gdy ten chce odpuścić. Nieźle radzą sobie też Tom Noonan (Francis Dolarhyde, „Zębowa Wróżka”) oraz Joan Allen (niewidoma Reba, koleżanka Dolarhyde’a z pracy), jednak obie te postaci zostały głębiej zarysowane w remake’u.

lowca_mann3

I – last but not least – Hannibal Lecter (dla niepoznaki nazwany tutaj Lecktorem). Grający go Brian Cox nawet nie spodziewał się, że będzie musiał zmierzyć się później z legenda Hopkinsa. W zasadzie ta postać (zarówno w filmie, jak i w książce Harrisa) jest tak naprawdę epizodem, pojawiającym się raptem w trzech scenach. Muszę przyznać, że Cox bardzo przyzwoicie poradził sobie z tą postacią, jest mroczny i bardzo tajemniczy, ale to Hopkins uczynił z niej legendę.

lowca_mann4

Mann w mrocznym klimatach czuje się wybornie i „Łowca” tylko to potwierdza. Choć trafił ten film do krainy zapomnienia, dzięki następnym filmom z serii, pozostaje świetnym filmem, broniącym się nawet dzisiaj. Fantastyczny klimat, świetne zdjęcia i aktorstwo, a także duża dawka realizmu (poza końcówką) tworzy nieprzeciętne kino.

8/10

Radosław Ostrowski