

Dawno, dawno temu, gdy podobno grano jeszcze prawdziwą muzykę (cokolwiek to znaczy), czyli w latach 90. działał zespół Firebirds. Nagrał on 3 płyty, taki pop-rock, ale więcej niż sympatyczny, mieli jeden wielki przebój „Harry”, po czym został rozwiązany. Ale w zeszłym roku doszło do cudu. Nie, nie reaktywował sie Firebirds, ale wróciła jego frontmanka Joanna Prykowska z nowym projektem. Powstały w 2009 r. zespół Joanna & the Forests poza Prykowską tworzą jeszcze: Przemek Lorek (gitara), Zbigniew Szmatłoch (gitara) i Ferid Lakhdar (bas, klawisze). A w zeszłym roku wyszła debiutancka płyta.
Piosenek jest 11 i są to brzmienia, które fachowcy uznają za alternatywę, zaś całość tworzy bardzo nierealny klimat. Zaczyna się od „Nieba” z fajną gitarą w tle, klawiszami i pod koniec mocno uderzającą perkusją. Magia tez pojawia się w „Królestwie” (akordeon, cymbałki, skrzypce, flet, fortepian) – gdzie instrumenty tworzą bardzo piękną całość. I ta atmosfera w zasadzie trwa do samego końca, gitara elektryczna gra bardzo delikatnie, klawisze brzmią bardzo pięknie, bas jest rytmiczny. Zdarzają się ostrzejsze brzmienia (krótka „Baletnica” z mocną perkusją i brudną gitarą), ale niezbyt często. Nie brakuje pójścia też w stronę oldskulowych dźwięków (organy w „Jaskółce”), ale każdy utwór jest dopieszczony, pomysłowy i zaskakujący, z ciekawymi mieszankami dźwięków (gitara, bębny, fortepian i akordeon w „Oddaleniu” czy dzwoneczki z klawiszami w „Prawdziwym sercu”). Jestem naprawdę zaskoczony.
Drugą niespodzianką jest wokal pani Prykowskiej, który niewiele się zmienił, ale tutaj jest bardziej stonowany i delikatny, dopełniający klimatu tej płyty i współgrający z muzyką. Także teksty brzmią naprawdę ciekawie.
Jest to płyta lekko bajkowa, ale jak wiadomo są różne bajki. Trochę niedoceniona i chyba za szybko zapomniana to opowieść. Moim zdaniem niesłusznie. Ja się nie zawiodłem i mam nadzieję, że wy też nie.
8/10
Radosław Ostrowski
