Topaz

Rok 1962, czas kryzysu kubańskiego. Zastępca szefa KGB Borys Kusenov przechodzi na stronę Amerykanów, przekazując im informacje o działalności Sowietów na Kubie. Jednak Amerykanie proszą o pomoc wywiad francuski, a konkretniej agenta Andre Devereux. Mężczyzna przybywa na Kubę, a po akcji dowiaduje się, że we francuskim wywiadzie działa siatka pracująca dla Sowietów.

Alfred Hitchcock znów w klimatach szpiegowskich, a nawet politycznych. Mimo, że fabuła jest dość skomplikowana (pozornie) i dzieje się w wielu miejscach (Dania, USA, Kuba, Francja), to jest to najnudniejszy film w dorobku Hitchcocka. Trochę „Topaz” przypominał powieści le Carre pod względem klimatu czy atmosfery, ale napięcia tutaj nie ma zbyt wiele (może poza zakończeniem). Realizacja jest porządna, aktorstwo przyzwoite (zwłaszcza Fredericka Stafforda i Johna Forsythe’a), ale jednak „Topaz” zwyczajnie mnie nie zaangażował, choć realia czasów kryzysu kubańskiego są interesującym wycinkiem historii. Trochę szkoda.

6/10

Radosław Ostrowski

Kłopoty z Harrym

Małe miasteczko Vermont gdzieś w czasie jesieni. Właśnie tam pojawia się Harry, a dokładniej jego zwłoki. Najpierw przez małego Arniego i jego matkę Jennifer Rogers, potem kapitana Wilesa, wreszcie malarza Sama Marlowe’a. Przynajmniej dwie osoby z tego grona będą czuły się odpowiedzialne za śmierć Harry’ego, co wywoła pewne komplikacje w dość spokojnym miasteczku.

harry_klopoty1

Hitchcock i komedia? Brzmi to dziwnie, ale była już jedna udana próba („Pan i pani Smith”), jednak tym razem mamy zwłoki w roli głównej oraz tajemnicę jego zgonu (naprawdę zaskakującą). Dialogi niepozbawione humoru (odrobinkę czarnego), intryga pozornie prosta komplikuje się, zaś relacje między bohaterami są w dużej części spowodowane… przez truposza. Inaczej nie zeszliby ku sobie malarz i wdowa po zmarłym, a były kapitan marynarki nie zdobył serca pani Gravely, prawda? Realizacyjnie jest naprawdę dobrze (pięknie wygląda miasteczko jesienią, w dodatku te liście), okraszone delikatną i raczej skoczną (jak na takie okoliczności) muzyką Bernarda Herrmanna (to był początek współpracy tych panów), tworząc naprawdę bardzo przyjemną i lekką rozrywkę, będącą odskocznią od kryminałów i szpiegowskich intryg.

harry_klopoty3

W dodatku całość jest naprawdę dobrze zagrana. Najbardziej błyszczą tutaj John Forsythe (malarz Sam Marlowe – inteligentny, pomysłowy facet) oraz zaczynająca swoją karierę Shirley MacLaine (urocza Jennifer Rogers). Ten zgrabny duet wspiera dwoje starszych aktorów – Edmund Gwenn (trochę ciapowaty kapitan Wiles) oraz Mildred Nadwick (elegancka pani Gravely), którzy też radzą sobie bardzo dobrze.

 

harry_klopoty2

Czarna komedia zawsze jest w cenie, a Hitchowi udało się wprowadzić odrobinę zamieszania i humoru. Zgrabne, eleganckie i dowcipne kino.

8/10

Radosław Ostrowski