Joss Stone – Water for Your Soul

Water_for_Your_Soul

Od czasów Simply Red wiadomo, że Anglicy są – obok USA – potęgą muzyki soul. Tak można byłoby stwierdzić po dorobku niejakiej Joss Stone, która nagrała sześć płyt w ponad sześciomilionowym nakładzie. „Water for Your Soul”, czyli płyta nr 6 została wydana przez jej własną wytwórnię Stone Records. Dodatkowo wokalistka współprodukowała materiał (wspierana m.in. przez Damiana Marleya), więc teoretycznie powinno być dobrze i na pewno będzie czuć reggae.

Otwierający całość „Love Me” potwierdza te przypuszczenia, ze względu na charakterystyczne dla Jamajki brzmienia perkusji, „ciachającą” gitarę oraz wplecione dęciaki. W podobnym tonie jest też „Wake Up” z gościnnym udziałem Damiana Marleya, ale im dalej tym różnorodniej. Jest i orientalnie (perkusja, bębny i kotły w „Stuck on You”), hip-hopowo (perkusyjne uderzenia w „Star”), latynowsko (piękna gitara w „Let Me Breathe” czy dziwaczny akordeon w „Underworld”), a nawet muzyka irlandzka („The Answer”), ale dominuje tutaj reggae’owa estetyka, za która nie do końca przepadam. O dziwo, brzmi to całkiem przyzwoicie, co jest zasługą świetnego głosu Stone.

I dlatego „Water for Your Soul” słucha się dobrze i bez poczucia straconego czasu. Udaje się też, mimo bogactwa zachować spójność. A to w dzisiejszych czasach plus, poza tym woda każdemu się przyda. Zwłaszcza w takiej porze roku.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Van Morrison – Duets: Re-Working The Catalogue

Duets

Amerykański wokalista i bard Van Morrison to jeden z najbardziej płodnych artystów, który na przestrzeni 50 lat swojej kariery nagrał 35 albumów, mieszając rocka, bluesa i soul. Tym razem przy nowym albumie postanowił nagrać swoje stare utwory od nowa i w dodatku śpiewając je w duetach.

Ktoś może powiedzieć, że artysta poszedł na łatwiznę i chce w prosty sposób zarobić pieniądze. wspierany przez producentów Dona Wasa (Elton John, Annie Lennox, Zucherro) i Bob Rocka (Michael Buble, Metallica) Morrison wybrał te mniej znane utwory, co już samo w sobie jest wielką zaletą. Aranżacyjnie jest tu bogato oraz pełnych smaczków. Słychać to już w otwierającym całość „Some Piece of Mind”, gdzie mamy klasyczne i płynące smyczki, funkową gitarę elektryczną oraz skoczny fortepian.  Czasami tempo jest spokojne i pojawi się Hammond z trąbką („If I Ever Needed Someone”), czasem pojawi się liryczny i łagodny fortepian („Wild Honey”), swingujące dęciaki („Whatever Happened to PJ Proby”) czy werblowa perkusja („The Eternal Kansas City”). Miłośnikom takiego oldskulowego brzmienia oraz eleganckich (mimo wszystko) kompozycji odnajdą tu wiele (mi najbardziej podobała się wyciszone „Streets of Arklow” ze świetną grą gitary).

Sprawdza sprawdza się bardzo dobrze jako wokalista, jednak pozwala tez swoim gościom na wiele. A zaprosił osoby, które były dla niego inspiracją jak Bobby Womack, PJ Proby, George Benson czy Taj Mahal, jak i osoby darzone przez niego dużym szacunkiem jak Mark Knopfler, Mick Hucknall, Michael Buble czy Natalie Cole.

Takie duety brzmią świetnie, a Van Morrisona słucha się z wielką przyjemnością. W zasadzie trudno wskazać jakiś nieudany utwór czy słaby duet, bo takich tu nie ma. Klasa, energia i charyzma – to wszystko tu znajdziecie.

8/10

Radosław Ostrowski