

Brytyjski metal nie byłby taki sam, gdyby nie kapela Judas Priest. Kapela pod wodzą Roba Halforda ogłosiła jednak, że kończy działalność i ruszają w pożegnalną trasę (trwa ona już dwa lata), ale na szczęście fanów zdążyli wejść do studia i nagrać ostatni (chyba) album pod mocnym tytułem „Redeemer of Souls”.
Tym razem za produkcję tej płyty odpowiada gitarzysta Glenn Tipton oraz Mike Exeter, który współpracował m.in. z Ianem Gillanem czy Cradle of Filth. I wierzcie mi, lekko nie będzie, skoro na dzień dobry dostajemy pioruny oraz cięższą gitarę oraz walącą perkusje w „Dragonaut”. Gitary grzeją i łoją aż miło, szybkiego grania nie brakuje, perkusja naparza i szaleje, nie brakuje tez obowiązkowego patosu i podniosłości. A i czasem zmienia się klimat (w „Sword of Damokles” w okolicy czwartej minuty pojawia się akustyczny fragment), tempo marszowe („March of the Dammed” czy „Hell & Back”), nawet chóry się pojawiają („Secrets of the Dead”), a wokal Haldorfa ma siłe i ogie, mimo ze nie stosuje żadnych przesadnych ekspresji.
Wszystko jest tutaj na swoim miejscu i może nie jest ani zaskakujące, to jednak nadal jest moc i energia, a całość jest tak równa, że wymienianie poszczególnych utworów mija się zupełnie z celem. Pożegnanie iście godne legendy.
7/10
Radosław Ostrowski
