Julia Holter – In The Same Room

Juliaholterinthesameroom

Ta amerykańska wokalistka sceny alternatywnej, coraz intensywniej zaczęła nagrywać. Po poprzednim albumie “Have You In My Wilderness” oraz stworzeniu muzyki do filmu “Opłacone krwią” (o tym opowiem wkrótce), Julia Holter nagrała pierwszą płytę koncertową. O tyle nietypową, że są to piosenki nagrane w londyńskim RAK Studios w ramach projektu wytwórni “Domino Documents”, pokazujących pracę nad materiałem. Czy w ogóle warto jest nagrywać takie albumy? ”In The Same Room” daje na to odpowiedź.

Pierwsze, co uderza to silniejsza obecność wokalu Holter i przesunięcie go na pierwszy plan, a w tle słyszymy fortepiano, oszczędne smyczki i perkusja. Czuć to od bardzo rozedrganego “Horns Surrounding Me”, czaruje “So Lillies” z nakładające się głosami oraz klawesynem, by zaraz zawrócić w stronę eleganckiego jazzu pod postacią poruszającego “Silhouette”, by wejść w niemal melancholijny nastrój (smyczki w “How Long?”). Klawesyn wraca do dynamicznego, eterycznego “Feel You”, a prawdziwa magia pojawia się w niemal onirycznym “Lucette Stranded on the Island”, gdzie czarują perkusjonalia zmieszane z fortepianem oraz smyczkami, a także wspartym na basie rozbrykanym “In the Green Wild” czy powoli snującym się “City Appearing”. Także “Vasquez” z długim środkiem instrumentalnym potrafi oczarować.

Pięknie zaaranżowane piosenki wsparte przez niesamowity, pełen emocji, chociaż bardzo delikatny, wręcz dziewczęcy. Nowe brzmienie piosenek w studio robi jeszcze większe wrażenie niż na studyjnych płytach, co nie zdarza się często. Holter kolejny raz potwierdza klasę, a stare piosenki nabrały nowego koloru. Więc jest sens nagrywania płyt w wersji live.

8/10

Radosław Ostrowski

Julia Holter – Have You in My Wilderness

Have_You_In_My_Wilderness

Eksperymentalny pop – tak można określić muzykę Julie Holter. Amerykanka sama pisze, komponuje i produkuje, czyniąc ją jedną z bardziej autorskich artystek muzyki alternatywnej. Najnowszy, czwarty album tylko to potwierdza.

Wsparta przez producenta Cole’a Marsdena tworzy intrygującą mieszankę. „Feel You” to mieszanka klawesynu, smyczków, perkusji oraz wokalu działającego jak echo. Bardzo przyjemne i nieszablonowe. A im dalej tym ciekawiej i dziwaczniej – jazzowy kontrabas zmieszany z elektroniką (energetyczne „Silhouette”, które pod koniec atakuje mroczniejszymi dźwiękami), mroczne i wolno grające skrzypce (melancholijny „How Long?”), rozpędzone dźwięki dzwonka i fortepian („Lucette Stranded On The Island”), nakładające się eteryczne chórki oraz saksofon (walczyk „Sea Calls Me Home”) – co utwór to niespodzianka i zaskoczenie, które oddziałuje na wszystkie zmysły. Nawet pojawia się tu psychodelia (pokręcony „Vazquez”) i jest to tak postrzelone i bogate, że nie miałem poczucia przesytu.

Do tego jeszcze intrygujący wokal pani Holter oraz teksty, tworzące niesamowite wrażenie. Na pewno będę do tej płyty wracał nie raz, bo hipnotyzuje.

8,5/10

Radosław Ostrowski

 

Julia Holter – Loud City Song

Loud_City_Song

Muzyka ambientowa jest dla mnie czymś obcym. Ale jak wiadomo, trzeba spróbować wszystkiego, by wyrobić własne zdanie. I tak przypadkiem trafiłem na dość eksperymentalną płytę niejakiej Julii Holter. Pochodząca z USA artystka właśnie wydala swój trzeci album.

Jak określić tą muzykę? Powiedzieć, że jest dziwna to tak jak stwierdzić, że łysy nie ma włosów na głowie. Klawisze pulsują, wplatają się też dźwięki miasta (samochód, bieg), nie brakuje nakładania się wokali, skrętu w jazz (bas w „In The Green Wild”), zniekształcenia dźwięków (trąbki w „Horns Surrounding Me” czy wiolonczele w „Hello Stranger”) . To wszystko buduje bardzo specyficzny, lekko psychodeliczny klimat. A do tego nie trzeba zbyt wiele – raptem 9 utworów. Potrzebne są smyczki i wiolonczele, przyprawić trąbkami, fortepianem, saksofonem, cymbałkami i Bog wie jeszcze czym („Maxim’s II”). Taka muzyka mógłby luzem pojawić się w dowolnym filmie Davida Lyncha. Owszem, zdarzają się mniej dziwaczne fragmenty („He’s Running Through My Eyes”), ale to raczej krótkie przystanki w tej mrocznej wędrówce, niepozbawionej pięknych fragmentów oraz chwytliwości.

A jeśli do tego dodamy jeszcze delikatny, trochę dziewczęcy wokal Holter, będziemy mieli jeden z najciekawszych muzycznych snów, jaki kiedykolwiek został stworzony. Pytanie tylko czy chcecie go śnić?

8/10

Radosław Ostrowski