
Ta amerykańska wokalistka sceny alternatywnej, coraz intensywniej zaczęła nagrywać. Po poprzednim albumie “Have You In My Wilderness” oraz stworzeniu muzyki do filmu “Opłacone krwią” (o tym opowiem wkrótce), Julia Holter nagrała pierwszą płytę koncertową. O tyle nietypową, że są to piosenki nagrane w londyńskim RAK Studios w ramach projektu wytwórni “Domino Documents”, pokazujących pracę nad materiałem. Czy w ogóle warto jest nagrywać takie albumy? ”In The Same Room” daje na to odpowiedź.
Pierwsze, co uderza to silniejsza obecność wokalu Holter i przesunięcie go na pierwszy plan, a w tle słyszymy fortepiano, oszczędne smyczki i perkusja. Czuć to od bardzo rozedrganego “Horns Surrounding Me”, czaruje “So Lillies” z nakładające się głosami oraz klawesynem, by zaraz zawrócić w stronę eleganckiego jazzu pod postacią poruszającego “Silhouette”, by wejść w niemal melancholijny nastrój (smyczki w “How Long?”). Klawesyn wraca do dynamicznego, eterycznego “Feel You”, a prawdziwa magia pojawia się w niemal onirycznym “Lucette Stranded on the Island”, gdzie czarują perkusjonalia zmieszane z fortepianem oraz smyczkami, a także wspartym na basie rozbrykanym “In the Green Wild” czy powoli snującym się “City Appearing”. Także “Vasquez” z długim środkiem instrumentalnym potrafi oczarować.
Pięknie zaaranżowane piosenki wsparte przez niesamowity, pełen emocji, chociaż bardzo delikatny, wręcz dziewczęcy. Nowe brzmienie piosenek w studio robi jeszcze większe wrażenie niż na studyjnych płytach, co nie zdarza się często. Holter kolejny raz potwierdza klasę, a stare piosenki nabrały nowego koloru. Więc jest sens nagrywania płyt w wersji live.
8/10
Radosław Ostrowski


