Mary Poppins

Brytyjczycy mają wiele ikonicznych postaci w historii dziecięcej literatury: Kubuś Puchatek, miś Paddington czy Mary Poppins. Tą ostatnią postać – niani opiekującej się dziećmi – stworzyła P.L. Travers, tworząc serię książek. Jednym z fanów jej twórczości był sam Walt Disney, który zdecydował się przenieść jej opowieść na ekran, choć łatwo nie było (o tym opowiedział film „Ratując pana Banksa”).

Akcja osadzona jest w Londynie początku XX wieku, kiedy to coraz bardziej rozwijał się ruch sufrażystek. Ale wszystko skupia się na rodzinie Banksów mieszkających w alei Wiśniowej 17. Matka walczy o prawa kobiet, z kolei ojciec jest urzędnikiem bankowym. Jak na rodzinę z wyższych sfer mają służbę oraz nianię do opieki nad dwójką dzieci – Michaela i Jane. Tych dwoje bywa rozrabiakami, a kolejne nianie nie dają z nimi rady. Ale w końcu pojawia się pewna dama latająca na chmurze, z parasolką i nieodzowną torbą.

mary poppins1-1

Już możemy spokojnie założyć, że „Mary Poppins” bliżej jest do baśni czy bajki niż trzymającej się ziemi opowieści. Jest to hybryda kina familijnego z klasycznym (przynajmniej z dzisiejszej perspektywy) musicalem i nawet animacją. A to wszystko w połowie lat 60., kiedy jeszcze nikomu nie śnił się królik Roger, co robi jeszcze większe wrażenie. Ale o czym tak naprawdę jest ten film? O zderzeniu konserwatywnego wychowania z bardziej rozwijającym wyobraźnię, o zdyscyplinowaniu dzieci czy może chodzi o to, żeby rodzice spędzali z dziećmi więcej czasu i skupiali się na nich? Że praca, choć ważna i istotna, nie powinna być najważniejsza. Że wszystko, co robimy, powinno być przyjemnością, że liczą się drobiazgi. Brzmi może i banalnie, ale sposób w jaki to jest podane od banału jest daleki. I to wszystko ma taki bardzo staroświecki urok, którego ciężko dziś odnaleźć.

mary poppins1-4

Realizacyjnie to nadal dobrze się trzyma, ale wszystko wygląda bardzo umownie. Gdzie obok dekoracji nie brakuje rysowanego tła, a nawet animowanych sekwencji. Z tego ostatniego najbardziej wybija się cała scena, gdzie bohaterowie trafiają do narysowanego obrazka. A tam dzieją się rzeczy: karuzela, polowanie na lisa czy wreszcie wyścig konny. Wszystko okraszone bardzo chwytliwymi, melodyjnymi piosenkami oraz kilkoma prostymi, lecz efektywnymi choreografiami. Taniec i śpiew musi być, ale to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Nawet nie trzeba być fanem musicali, by wejść w ten film. Choć finał łatwy jest do przewidzenia, to frajda z oglądania jest wielka.

mary poppins1-3

I to wszystko jest bardzo dobrze zagrane. Z tego grona najbardziej wybija się cudowna Julie Andrews, której urok jest wręcz zabójczy. Rezolutna, a jednocześnie budząca posłuch. Poważna, a jednocześnie bawiąca się jak dziecko (choć wszystkiemu zaprzeczy). Urocza, a rozstawiająca wszystkich po kątach. I te sprzeczności są wygrywane bezbłędnie. A jak cudnie śpiewa!!! To jest dodatkowa frajda, obowiązkowa w tej hydrydzie. Świetnie się też sprawdzają dzieci, co mnie kompletnie zaskoczyło. Dick van Dyke jako Bert ze swoim łamliwym akcentem nawet się broni, dodając odrobinkę humoru. Jednak najciekawszy pozostaje ojciec w wykonaniu Davida Thomlinsona – bardzo konserwatywnego i niby „rządzącego” domem (co jest ogrywane komediowo), a jednocześnie bardzo zdystansowanego wobec rodziny i dzieci. Kocha je, ale okazanie tego jest dla niego problemem, zaś jego przemiana pokazana jest bardzo przekonująco.

mary poppins1-2

„Mary Poppins” ma wszystko to, co klasyczna baśń mieć powinna, jednocześnie unika infantylizacji. Choć troszkę efekty specjalne się postarzały (w paru miejscach widać białe kreski przy sylwetkach), to jednak ten świat potrafi nadal oczarować. I to jest najbardziej niesamowite w tym wszystkim.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Rozdarta kurtyna

Michael Armstrong jest amerykańskim fizykiem jądrowym, który razem ze swoją narzeczoną Sarą Sherman przybywa do Kopenhagi na sympozjum naukowe. Na miejscu mężczyzna wyznaje, że musi pojechać do Sztokholmu. Kobieta go śledzi i razem trafiają do NRD, gdzie mężczyzna przechodzi na stronę wroga. A w rzeczywistości profesor jest szpiegiem, która ma zadanie kradzieży wiedzy pewnego naukowca.

kurtyna1

Alfred Hitchcock po „Marnie”, która dla mnie była popłuczynami po „Psychozie”, tym razem wraca do konwencji filmu szpiegowskiego. Więc jest tutaj skomplikowana intryga, gdzie wiele rzeczy ulega ciągłej zmianie, suspens jest namacalny (ucieczka autobusem), choć parę tricków jesteśmy w stanie rozgryźć dość szybko. Niemniej udało się parę razy zaskoczyć, zaś pokazanie (dość powierzchowne) życia po drugiej stronie żelaznej kurtyny potęguje klimat obcości i alienacji (część dialogów w języku niemieckim). Ale jak to wszystko trzyma w napięciu, choć początek jest dość spokojny i stonowany. Trochę mi nie pasowała za to muzyka, która brzmiała zbyt łagodnie i delikatnie, trochę nie pasując do konwencji. Za to porządny scenariusz, niezłe dialogi oraz jak zawsze solidna realizacja powodują, że dobrze ogląda się ten film.

kurtyna2

Także od strony aktorskiej jest progres po średnim poprzedniku. Tutaj wszystko trzyma się dzięki duetowi Paul Newman/Julie Andrews. Oboje są czarujący i pięknie wyglądają, ale poza tym pasują do ról szpiega oraz nieświadomej jego działalności narzeczonej. Za to drugi plan jest dość bogaty i nie brakuje tutaj kilku małych perełek jak Ludwig Donath (profesor Lindt), Wolfgang Kiering (antypatyczny ubek Gromek) czy rozbrajająca Lila Kedrova (hrabina Kuchińska). Jest tego więcej, ale to pozostawiam wam do delektowania.

Ten film jest powrotem Hitcha do dobrej formy i potwierdzeniem, że jeszcze się nie wypalił.

7,5/10

Radosław Ostrowski