Dzień czekolady

Cała historia skupia się wokół Moniki – dziewczynki, która jest bardzo mocno zżyta ze swoją babcią. Kiedy ta umiera, rodzice informują ją, że… wyjechała na Hawaje, a bohaterka przenosi się do domu gdzieś w dalekim lesie. Czuje się samotna i trudno jej nawiązać relacji z kimkolwiek. Ale w jej okolicy pojawia się Dawid, mieszkający z matką oraz kotką. Powoli zaczyna się tworzyć więź, a oboje odkrywają pewien zegar, gdzie jest przejście do innego świata.

dzien czekolady1

Debiutujący reżyser Jacek P. Bławut postanowił spróbować swoich sił przy stworzeniu kina familijnego. Mamy tutaj zderzenie dzieci próbujących radzić sobie ze śmiercią bliskich za pomocą siły wyobraźni. Stąd obecność Skoczka Czasu, portalu w starym zegarze z kukułką czy obecność wiedźmy pod postacią psychoterapeutki. Widać tutaj kilka ciekawych pomysłów, które mogłyby zostać rozwinięte w coś poważniejszego. Wizualnie też się to może podobać, gdzie nie brakuje żywych kolorów oraz lekko onirycznego klimatu. Wszystko wygląda jak z dawnych czasów, czyli przed obecnością komputerów, scenografia też buduje czas bardziej niedzisiejsze czasy. Dla mnie jednak największym problemem jest to, że całość nie chce się ze sobą skleić i zwyczajnie nudzi. Całość jest ewidentnie za krótka, przez co nie pozwala rozwinąć wielu pomysłów. A sama wizja alternatywnego świata (bar z pożeraczami czasu oraz postać skoczka) sprawia wrażenie ledwie liźniętego, zaś jego reguły oraz mechaniki są kompletnie mętne i niezrozumiałe. Przebija się możliwość podróżowania po czasie, jednak jest to tylko wspomniane. Aż chciałoby się zobaczyć jak by to wyglądało. No i same postacie są ledwie liźnięte oraz opisane za pomocą tylko jednej cechy charakteru (zwłaszcza rodzice obojga dzieci są strasznie nijacy), przez co kompletnie nie obchodziły mnie wydarzenia na ekranie.

dzien czekolady2

I mimo udziału znanych twarzy, poziom jest zaskakująco niski. Ale to wynika z samego scenariusza, który mocno podcina skrzydła. Nawet dzieciaki wypadły sztucznie i słabo (zwłaszcza Julia Odzimek jest strasznie irytująca), co tym bardziej boli. Niby jest tutaj Dawid Ogrodnik (ogolony na łyso Skoczek Czasu, który tylko zjada czekoladę i gra na lirze korbowej), Tomasz Kot (policjant – bardziej epizod) czy Magdalena Cielecka (klener z doklejoną brodą), jednak nie mają tutaj zbyt wiele do roboty, a i same role nie będą raczej wspominane przez następne pokolenia.

dzien czekolady3

Debiut Bławuta więcej obiecuje niż jest w stanie dostarczyć. Niby ładnie wygląda, ale w środku jest zupełnie pusty. Troszkę jakby najciekawsze oraz najbardziej interesujące momenty zostały wycięte podczas montażu. Tak się nie robi, bo był spory potencjał, a wyszła straszna nuda.

3/10

Radosław Ostrowski

Dzień kobiet

Halina Radwan jest pracownicą sieci sklepów „Motylek” – serdeczna, przyjacielska, próbująca zapewnić byt sobie i 13-letniej Misi. Zostaje awansowana na stanowisko kierownika. Poza wyższą pensją i przywilejami, jednak cena związana z tym jest wysoka – zmuszanie do pracy, fałszowanie dokumentów. Nawiązuje romans ze swoim przełożonym. Kiedy jedna z pracownic podczas inwentaryzacji poroniła, kobieta zostaje zwolniona. Decyduje się wytoczyć proces swojej dawnej firmie.

dzien_kobiet1

Filmów antykorporacyjnych (czyli walka jednostki przeciwko systemowi i korporacji) było na pęczki. Wystarczy wymienić „Adwokata”, „Informatora”, „Erin Brockovich” czy „Michaela Claytona”. W Polsce też powstawały tytuły, gdzie zaślepienie mamoną miało poważne konsekwencje jak „Nie ma zmiłuj”. Do tego grona próbuje dołączyć pełnometrażowy debiut Marii Sadowskiej, którą jest bardziej znana jako wokalistka niż reżyserka. Ale ona ma potencjał. Niby nie jest to nic zaskakującego w tej konwencji (mieszanka dramatu z thrillerem), a wnioski są zaskakujące (w korporacji zysk przede wszystkim, człowiek jest głęboko w d., zaś w walce możesz być zdany tylko na siebie), jednak całość jest bardzo autentyczna i wiarygodna. Sceny w supermarkecie porażają (zmuszenie do inwentaryzacji czy sytuacja, gdy człowiek umiera, ale mimo to pracujemy dalej i zakryjmy czymś zwłoki do przyjazdu zakładu pogrzebowego), zaś stosowanie ekonomicznego szantażu, by zmusić do posłuszeństwa i lojalności – zgroza.

dzien_kobiet3

Wszystko to jest świetnie zrealizowane, z paradokumentalnymi zdjęciami Radka Ładczuka (zwłaszcza ujęcia inwentaryzacji, gdzie wszystko się rozmazuje), wyraźnym dźwiękiem (co w przypadku polskich produkcji zasługuje na szczególne wyróżnienie) oraz bardzo solidnym montażem. Można się trochę przyczepić, że za dużo złego spada na głowę naszej bohaterki, że czasami konwencja thrillera nie do końca pasuje (obserwacja Haliny w lesie przez złego, łysego faceta) czy że zakończenie trochę za szybkie. Nie zmienia to jednak faktu, że to dobry film. Po prostu.

W dodatku wszystko jest zagrana na wysokim poziomie, co podnosi wiarygodność i poziom filmu. Fantastyczna jest Katarzyna Kwiatkowska w głównej roli. Jej Halina nie jest świętą osobą. Na początku jest sympatyczną i uśmiechniętą kobietą, która potem zostaje „zmuszona” do bycia bezwzględną suką, pozbawioną emocji i godności. Tu widać wszystko – strach, gniew, bezsilność, smutek. Mocna kreacja, gdzie widzimy kobietę z krwi i kości. Równie wyborny jest Eryk Lubos jako jej szef, Eryk. Czarujący, szarmancki i uwodzicielski, by potem stać bezwzględnym szefem, stawiającym twarde warunki. Poza tym duetem jest jeszcze bogaty drugi plan – od Doroty Kolak (Maryla), Anity Janci (Jadźka), Ewy Konstancji Bułhak (Ania) przez Leonarda Pietraszaka (mecenas Gawlik – taki adwokat to skarb) aż do epizodów Agaty Kuleszy (psycholog na szkoleniu), Ireneusza Czopa („przyjaciel”) i Marii Seweryn (nauczycielka).

dzien_kobiet2

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to nic zaskakującego, ale „Dzień kobiet” to kolejny dowód na to, że u nas można nakręcić dobry i mocny film opowiadający o współczesności bez popadania ze skrajności w skrajność. Tyle i aż tyle.

7/10

Radosław Ostrowski