Ja. Daniel Blake

Społeczne zacięcie zawsze było czymś, co interesowało Kena Loacha. Nie inaczej jest z jego ostatnim filmem, który przyniósł mu drugą Złotą Palmę w Cannes. Kim jest tytułowy Daniel Blake? To zwykły szaraczek, pracujący jako stolarz. Ale ostatnio przeszedł zawał serca i lekarz zabronił powrotu do pracy, ale co innego uważa pomoc społeczna. Jednak by móc odwołać się od decyzji, mężczyzna musi dostać wezwanie oraz przedstawić, że stara się dostać pracę. Niestety, to nie jest żart. Wtedy na jego życiowej drodze pojawia się Katie – samotna matka dwójki dzieci, która przyjechała z innego miasta.

daniel_blake1

Loach jak nikt inny potrafi obserwować ludzi z nizin społecznych znajdujących się w dziwacznych sytuacjach, ale tutaj wszystko przypomina „Proces” Kafki. Mężczyzna jedynie potrzebuje pieniędzy oraz wsparcia, jednak dla urzędów jest tylko imieniem, nazwiskiem i notką na komputerze. I nikim innym. Ale jeszcze nikomu nie udało się w pojedynkę wygrać z systemem (symbolem tego starcia staje się scena, gdy bohater sprayem pisze swój postulat): doczekanie się rozmowy telefonicznej wydaje się trwać wieczność, a wszyscy tłumaczą się jakimiś przepisami, które dla zwykłego człowieka brzmią bez sensu –  musisz mieć CV, a jak nie masz, to dostaniesz się na kurs. A potem szukaj pracy, której nigdzie nie ma. I udowodnij urzędnikowi, że szukasz tej fuchy, bo inaczej kara. Chciałoby się zaśmiać, ale ten absurd wywołuje niemal zadławienie się.

daniel_blake2

Czy jest jakaś szansa na wyjście z tego zaklętego kręgu? Mogą pomóc przyjaciele i sąsiedzi, pod warunkiem, że nie będziesz czuł wstydu. Wstydu, że nic ci nie wychodzi, robiąc dobrą minę do złej gry. Nie brakuje odrobiny humoru (próby obsługi komputera czy sąsiedzi Blake’a handlujący butami zakupionymi z Chin), ale nie jest on w stanie kompletnie osłabić siły dramatu naszego bohatera (fantastyczny Dave Johns). Relacja bohatera z Katie daje jeszcze siłę, by walczyć i zbudować nową rodzinę, a rozmowy wnoszą wiele ciepła, a oboje starają się nawzajem wspierać, mimo poczucia wstydu i bezsilności (scena w banku żywności czy jak opowiadają o sobie), co daje dodatkowy zastrzyk energii.

daniel_blake3

Loach jednak nie zostawia żadnych złudzeń: w walce z systemem człowiek jest nikim. Prostymi środkami, niemal dokumentalną realizacją „Ja, Daniel Blake” łapie za serce, unikając jak ognia emocjonalnego szantażu. Od emocji wręcz kipi aż do bardzo gorzkiego finału – po seansie łatwo poczujecie się jak Blake w klinczu absurdu. Mocne i szczere kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Klub Jimmy’ego

Na samym początku widzimy czarno-białe obrazki z Nowego Jorku. Ale to zmyłka, gdyż zaraz potem pojawiają się zielone pola Irlandii. Tam powraca Jimmy Gralton – czołowy komunista, który musiał uciec do USA. Wtedy działał jego klub, gdzie była potańcówka, uczono dzieci i prowadzono dyskusje. Jednak klub był solą w oku miejscowego proboszcza – ojca Sheridana, próbującego zwalczyć klub. A jak Jimmy wrócił, to klub też zostaje reaktywowany.

klub_jimmyego1

Jeśli mamy Irlandię i poruszane są kwestie społeczne, to reżyserem może być tylko jedna osoba – Ken Loach. Spór ideologiczny między lewicowym społecznikiem (bo tak należy nazwać Graltona) z konserwatywnym księdzem jest nieunikniony oraz pasuje do sytuacji społecznej w Irlandii. Kler walczy o władzę i kontrolę nad ludźmi (mają monopol na nauczanie oraz silne wpływy w rządzie), a Gralton staje po stronie ludzi słabszych, biednych, pozbawionych wykształcenia. Rozmowy obu antagonistów mają silny ładunek emocjonalny, ale co najważniejsze – obie strony są równoprawnymi antagonistami, bez popadania w karykaturę (najmocniej to widać w przeplatających się scen tańca w klubie z ostrym atakiem z ambony). Wielu może zrazić dość spokojny rytm opowieści oraz troszkę brak klasycznie rozumianej fabuły, jednak trafna obyczajowa obserwacja realiów epoki z silną pozycją kleru oraz podzieloną IRA czyni całość interesującą. Loach wie jak prowadzić opowieść i zaangażować do dyskusji.

klub_jimmyego2

Dodatkowo ma świetnych aktorów w głównych rolach, którzy tworzą pełnokrwiste postacie. Zarówno Barry Ward (twardo stąpający po ziemi Gralton) jak i Jim Norton (strasznie konserwatywny ojciec Sheridan – brakowało mu tylko wideł i wody święconej do wypędzenia diabła 😉 ) idealnie pasują do swoich postaci, których spór jest nie do uniknięcia. Zwycięzca tego starcia, niestety też.

klub_jimmyego3

Loach zapowiada, że „Klub Jimmy’ego” to jego ostatni film w karierze. Jeśli tak, to Anglik godnie zamyka swój dorobek. Mam wrażenie, że warto odwiedzić ten klub.

7/10

Radosław Ostrowski

Whisky dla aniołów

Robbie jest młodym chłopakiem z kryminalną przeszłością. Ma dziewczynę i syna z tego związku. Chciałby wyjść na prostą, ale zarówno ojciec dziewczyny jak i dawni kumple nie bardzo chcą pozwolić. Dostaje prace społeczne, a tam poznaje Alberta, Rhino i Mo oraz zajmującego się nimi Harrym. Dzięki niemu chłopak odkrywa swój niezwykły węch, dzięki któremu może smakować whisky.

whisky1_300x300

Ken Loach to znany brytyjski filmowiec obserwujący środowisko nizin społecznych. Tutaj mamy mieszankę dramatu, komedii i nawet wątek kryminalny (kradzież cennej butelki whisky). Wszystko to zaskakująco lekko i poważnie opowiada, że zawsze jest szansa na wyrwanie się ze środowiska i daje nadzieję. Tzw. proletariat (sorry, za te akademickie określenie, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy) ma wiele odcieni: mamy kompletnego idiotę, kleptomankę z głosem papugi, dowcipnego rudzielca oraz kierowcę, który bardzo lubi whisky. Nie brakuje tutaj świetnych zdjęć (niektóre kręcone z ręki jak ucieczka Robbie’ego przed Clancy’m), odrobiny humoru oraz zgrabne łączenie konwencji. Zaś bohaterowie, choć lekko zarysowani (poza Robbie’m i degustatorami alkoholu) to jednak potrafią zapaść w pamięć.

whisky2_300x300

Także aktorsko jest to świetnie zagrane, choć nie ma tu znanych twarzy i nazwisk. Najlepiej wypada Paul Brannigan w roli Robbie’ego – młodego chłopaka, który łączy w sobie zarówno brutalną przeszłość z wrażliwością oraz chęcią zerwania z przeszłością. Jemu się wierzy i kibicuje do samego końca. Także przebogaty drugi plan jest wartością dodatnią. Albert (Gary Maitland), Mo (Jasmine Riggins), Rhino (William Ruane) czy koneser Thaddeus (Roger Allam) to postacie zapadające w pamięć.

Loach zaskakuje zarówno realizacją jak i bardziej pozytywnym przesłaniem. Może macie ochotę na whisky??

7/10

Radosław Ostrowski