W śnieżną noc

Netflix jak co roku serwuje kilka pozycji o tematyce świątecznej i nie odpuszcza także w tym roku. jak można krótko opisać „W śnieżną noc”? To taka młodzieżowa wersja „To właśnie miłość”, tylko po amerykańsku. Czyli gorzej? Nie do końca.

w sniezna noc1

Tutaj najważniejsze wątki są trzy. Pierwszy dotyczy bardzo nieśmiałego Tobina, który przyjaźni się z Angie, ale czuje do niej o wiele więcej. Drugi segment to przypadkowe spotkanie między gwiazdą popu Justinem a Julie. Oboje utknęli w pociągu i zamiast czekać, uciekają. Ona dostała się na studia, lecz ma poważnie chorą mamę, a on promuje nowy album ze świątecznym kawałkiem. I jeszcze jest trzecia sprawa, czyli kelnerka Dorrie, która podkochuje się w cherleaderce. A na dodatek ma ona kumpelę, która boi się, że chłopak ją zostawi i oczy ma niemal przyspawane do telefonu, co komplikuje sprawę mocno.

w sniezna noc2

Wszystkie te trzy opowieści przeplatają się ze sobą i toczą się podczas Wigilii Bożego Narodzenia. Innymi słowy niemal klasyczne kino młodzieżowe, tylko że w innym tle. Same historie są dość prościutkie (mamy tylko półtorej godziny), ale mają w sobie tyle uroku, że łatwo wejść w te historie. Ten ciepły klimat, gdzie jest od groma śniegu, są drobne świąteczne dodatki w tle. Ale tylko w tle. I o dziwo, jest parę zabawnych momentów (kłótnia z dziadkiem na temat Jaggera czy pasterka – to ostatnie to wariactwo totalne), pozwalających bardzo miło spędzić czas. W tle mamy świetną muzykę (od popowych kawałków po The Clash i Waterboys), która niekoniecznie kojarzy się z Bożymi Narodzinami. Jasne, jest to uproszczone, lekkie, zaś wszelkie problemy rozwiązywane są pod sam koniec filmu. Ale w gruncie, spodziewaliście się czegoś innego? Bo ja nie, a najważniejsze jest to, że humor nie jest ani żenujący, ani wulgarny, ani prostacki. A o to było tutaj bardzo łatwo.

w sniezna noc3

Do tego mamy przekonujących, młodych aktorów, z których najbardziej znana jest Kiernan Shipka. Wszyscy wypadają co najmniej przyzwoicie i trudno tu kogokolwiek wyróżnić z tłumu. Z drugiej strony to pozwala bardziej wejść w historię, mimo pewnej ilości klisz.

„W śnieżną noc” brakuje tylko utworu „Let It Snow”, ale o dziwo jest to naprawdę niezły film z gatunku dla nastolatków. Świąteczny klimat działa na plus, bohaterowie są sympatyczni, a czas mija naprawdę szybko. Sympatyczne kino, sprawdzające się w tym okresie.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Zło we mnie

Luty zawsze kojarzy się z chłodem, strasznie dużą ilością śniegu oraz coraz krótszymi dniami. A skoro jest ciemniej i mroczniej, to łatwiej jest, by weszło do nas Zło. Jesteśmy w katolickiej szkole z internatem w Bramford. To tutaj przebywa Katherine i Rose, czekające na swoich rodziców przed zimowymi feriami. Jednocześnie w tym samym czasie Joan próbuje dotrzeć do Bramford. Co łączy te dwie, pozornie niepowiązane ze sobą wątki? Co ma z tym wspólnego Szatan? Co się tak naprawdę stało?

zo_we_mnie1

Kiedy wydaje się, że – nielubiany zbyt mocno przeze mnie – film z gatunku horror und groza stacza się na dno, bo już nic nowego się nie da wymyślić, nagle pojawia się młody gnojek pokazując, że jednak się da. Przynajmniej tak zrobił Oz Perkins, syn legendarnego aktora Anthony’ego Perkinsa (Norman Bates z „Psychozy”) w swoim debiucie. Tylko dlaczego musieliśmy czekać dwa lata (!!!) na premierę w naszym kraju. Ale to nieważne. Sama historia pozornie wydaje się prosta, ale reżyser majstruje przy historii, wprawiając wielokrotnie w konsternację, wynikające z dwóch rzeczy: bardzo oszczędnego dawkowania informacji oraz przede wszystkim nieoczywistemu montażowi. Na czym to polega?

zo_we_mnie2

Że reżyser w kluczowym momencie nagle tnie, wprowadza ciemny ekran i przeskakuje do następnego zdarzenia. I kolejny raz, i kolejny, by pod koniec wszystko połączyć w przewrotny finał. Do tego kompletnie miesza tropy, wprowadzając z jednej strony oczywiste motywy (plotka o oddawaniu czci Szatana, ukrywanie wieści o rodzicach, opętanie, wymioty podczas posiłku), z drugiej niepokój budzi sama zimowa sceneria oraz bardzo ciasne, ciemne korytarze. Niemal do końca nie wiedziałem, czy to urojenia, majaki, a może prawda. Jednocześnie Perkins stawia pytania o genezę zła, czy łatwo się z niego uwolnić albo uniknąć. Odpowiedzi nie są wcale takie proste, ani oczywiste, a wszystko polane wieloznaczną symboliką. A kiedy rozkręca się przemoc, to wtedy czułem się jakbym dostał mocny cios.

zo_we_mnie3

Wszystko to jest jeszcze bardzo dobrze zagrane, chociaż role dziewczyn (to one dźwigają całość) opierają się na niedopowiedzeniu i tajemnicy, ledwo sygnalizując swoje emocje. Trudno się przyczepić do ról Lucy Boynton (Rose), Kiernan Shipki (Katherine) i przede wszystkim Emmy Roberts (Joan), zapadając bardzo mocno w pamięć. Tak samo jest z Jamesem Remarem, czyli Billem. Pozornie będącym dobrym Samarytaninem, ale skrywającym pewną mroczną tajemnicę.

zo_we_mnie4

Polski tytuł idealnie oddaje pytanie na temat genezy zła, które w pewnej chwili przejmuje nad nami w pewnym momencie kontrolę. Potrafi być mroczny, skupiający na budowaniu nastroju, niepokoju niż na klasycznym straszeniu. Wielu może zniechęcić wolne i spokojne tempo, ale pozwala ona wybrzmieć bardziej porażającym fragmentom, czekając na coś niepokojącego. Dla osób szukających nieoczywistych filmów grozy.

7,5/10

Radosław Ostrowski