Niewierni

Francuscy filmowcy postanowili opowiedzieć na temat (nie)wierności, jednak nie jest to jedna fabuła, tylko kilka opowieści wrzuconych w jeden film. Łączy je temat oraz obsada, jednak jakość jak to w filmowych składankach bywa różna – i trudno całość nazwać komedią, gdyż jest to poważna próba pokazania problemu zdrady z perspektywy facetów, którzy owszem traktują panie w sposób przedmiotowy, oszukują i zdradzają, ale żaden z nich nie wychodzi na tym dobrze. I nic nie zyskuje, idąc z instynktem wbrew zasadom czy konwenansom.

niewierni_300x300

Najbardziej to widać w historii trzeciej nakręconej przez Michela Hazanaviciusa, w której główny bohater próbuje zdradzić żonę, ale mu to w ogóle nie wychodzi. Nie brakuje tu zarówno romansu z nastolatką (nowela „Lolita”) czy drobnych obyczajowych skeczy („Bernard” w szpitalu, „Thibault” z psem żującym prezerwatywę i „Simon” z kobietą na „huśtawce”, która zeszła) czy najbardziej rozbrajającą nowelkę o anonimowych seksoholikach, gdzie panowie „próbują” walczyć ze swoim nałogiem. Ale to trochę za mało, by film nazwać komedią, to raczej dramat, choć temat nie do końca zostaje wykorzystany.

niewierni2_300x300

Twarzami tego filmu są pojawiający się parokrotnie Jean Dujardin i Gilles Lellouche, którzy serwują wiele wcieleń niewiernego mężczyzny i każdy z nich wypada bardzo przekonująco, zmieniają się tylko towarzyszące im partnerki. Z nich największe wrażenie zrobiła na mnie Sandrine Kimberlain (Marie-Christine, prowadząca terapię), a reszta jest całkiem w porządku.

Ni to komedia, ni to dramat, choć obejrzeć można. Czegoś tu zdecydowanie zabrakło, ale nie bardzo wiem czego. Średnia produkcja. Szkoda.

Radosław Ostrowski

Wyborcze jaja

Trwa kampania wyborcza. O urząd kongresmena w Karolinie Północnej walczy jedyny kandydat Cam Brady. Jednak zajmujący się lobbingiem bracia Notch chcą wystawić kandydata spełniającego ich oczekiwania. W końcu stawiają na niedoświadczonego Marty’ego Hugginsa – kierownika ośrodka biura turystycznego. O dziwo konfrontacja wypadnie dość ciekawie…

wybory_400x400

Jay Roach to reżyser, który z jednej strony nieźle sobie radził w komediach („Poznaj mojego tatę” z Robertem De Niro) oraz filmach politycznych dla HBO („Decydujące głos” oraz „Zmiana w grze”), więc połączenie jednego z drugim teoretycznie powinno wypalić. Teoretycznie, bo w praktyce polityczna satyra nie zaskakuje niczym nowym w tematyce politycznej, zaś kampania wyborcza z uczciwością nie ma zbyt wiele wspólnego, zwłaszcza gdy decydujące są pieniądze osób wspierających kampanię. Że kampania jest ostra i bezpardonowa, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone (z użyciem seks taśmy włącznie) bywa nawet zabawna, ale tylko na początku. Ale zarówno przymusowy moralny happy end jak i przemiana tego złego na porządnego nie brzmi przekonująco.

wybory2_400x400

Aktorsko „Wyborcze jaja” prezentują się całkiem nieźle. Will Ferrell i Zach Galifianakis stanowią dość kontrastujący duet. Pierwszy wciela się w „napalonego” na władzę kongresmena, drugi naiwnego idealistę, któremu nie zależy na karierze. Jednak tak naprawdę ten film to popis wyrazistego Dylana McDermotta (doradca Tim Whittley – ostry i bezpardonowy) oraz Jasona Sudekisa (uczicwy Mitch). Reszta prezentuje się poprawnie, choć miło było obejrzeć Dana Aycroyda oraz Johna Lightgowa (bracia Notch).

To mogła być całkiem ciekawa satyra polityczna, ale czegoś tutaj zabrakło. Trochę szkoda, niemniej obejrzenie „Wyborczych jaj” będzie nieźle spędzonym czasem.

6/10

Radosław Ostrowski