Moby Dick

O tym wielorybie słyszał każdy. Moby Dick, czyli wielki biały wieloryb, któremu wbijano harpuny wiele razy i wydaje się być nie do pokonania. Ale pewien kapitan o imieniu Ahab, dowódca okrętu Pequad, ma z wielorybem rachunki do wyrównania. W całą tą rozgrywkę zostaje wplątana cała załoga okrętu, w tym nowy marynarz Iszmael.

Powieść Hermanna Melville’a była przenoszona wielokrotnie, stanowiąc sporą inspirację dla kinomanów. W 1956 roku postanowił zaryzykować John Huston, lecz żadne studio nie chciało sfinansować mroczny film, bez żeńskiej obsady oraz wątków romansowych. Po trzech latach dano zielone światło od Warner Bros., ale postawiono jeden warunek – kapitana Ahaba miała zagrać znana gwiazda. Ostatecznie wybrano do tej roli Gregory’ego Pecka i ruszyły zdjęcia, które trwały kilka miesięcy. I jaki jest efekt? Ku mojemu zaskoczeniu satysfakcjonujący.

moby_dick1

Fabuła mocno trzyma się pierwowzoru i jest takim surowym kinem przygodowym, gdzie akcja nie jest tutaj najważniejsza. Reżyser skupia się na pokazaniu życia na okręcie, w otwartym morzu. Zabijanie wielorybów staje się czymś w rodzaju powołania, zadania wyznaczonego przez samego Boga, a kapitan jest tutaj panem i władcą. Jego słowo ma wymiar ostateczny i nieodwołalny, jakby pochodziło od Najwyższego. Stąd wiele jest tutaj scen symbolicznych jak ślubowanie harpunników czy wręczanie trunku od kapitana do całej załogi, pokazujących jaką więź ma mieć kapitan ze swoją załogą. Ale całość jest pełna niepokoju, który nasila się z coraz większym szaleństwem Ahaba, żadnego zemsty za stratę nogi. I nikt nie jest w stanie go powstrzymać, zaś każdy znak widzi jako szansę na dorwanie Moby Dicka, nawet kosztem wielkiego połowu.

moby_dick2

Niby nie dzieje się zbyt wiele, ale duże przywiązanie do detali (scena ataków na wieloryby) ma charakter wręcz pietyzmu. Sam okręt też wygląda imponująco, tak samo jak wręcz malarskie zdjęcia. Morze wygląda tutaj naprawdę groźnie, a poczucie majestatu buduje też odpowiednio stonowana muzyka. Scenografia i kostiumy też przekonująco odtwarzają XIX-wiecznie nadmorskie miasteczko, choć nie przebywamy w nim na długo. Wszystko zmierza może i do dość brutalnego finału, jednak potrafi wiele razy utrzymać w napięciu oraz zainteresowaniu, zachowując fatalistyczną aurę.

Muszę przyznać, że mimo lat aktorstwo nadal trzyma wysoki poziom. Najbardziej zaskakuje tutaj Peck grając bardzo mroczną postać, dla którego motywacja jest od samego początku jasna: zabicie Moby Dicka oraz wyrównanie rachunków. Posępne spojrzenie, bardzo niski głos oraz władcza sylwetka – aktor tworzy bardzo wyrazistą postać, bez popadania w karykaturę, o co byłoby bardzo łatwo. Drugi plan pozornie może wydawać się zlepkiem bezbarwnych postaci, lecz to tylko złudzenie. Bo każdy członek załogi ma swoje przysłowiowe pięć minut: harpunnik Queequag, zachowujący rozsądek I oficer Starbuck, cieśla okrętowy czy rozbrykany Pip.

„Moby Dick” wydaje się być mnie znanym i (na razie) najbardziej niedocenionym filmem w dorobku Hustona. Reżyser zmierzył się z ambitną literaturą i choć całość ma troszkę postojów, to jednak świetne dialogi, filozoficzna otoczka oraz mocne aktorstwo powodują, że film zostaje długo w pamięci. Czyli da się z wielkie literatury zrobić kino zahaczające o wielkość?

8/10

Radosław Ostrowski


Circus of Fear

Wyobraźcie sobie, że organizujecie wielki skok, zgarniacie kupę forsy i trzeba ją gdzieś ukryć. Jakie może być ostatnie miejsce do ukrycia forsy, gdzie na bank nie będzie jej szukać policja? Oczywiście, że jest to cyrk. Policja prowadzi śledztwo, lecz sprawa utyka w martwym punkcie. Dochodzi jednak do przełomu, kiedy w cyrku Berberiniego dochodzi do morderstwa.

cyrk_strachu1

Dziwaczny to kryminał z Wysp, któremu troszkę bliżej do włoskich giallo czy niemieckich produkcji niż stricte kryminału. Muszę jednak przyznać, że początek (scena napadu) wygląda nadal dobrze. Jest wyczuwalnie napięcie, dobry montaż, kompletny brak muzyki oraz gwałtowna przemoc. Przez dłuższy czas jest aura tajemnicy, bo nie wiemy kto jest szefem grupy oraz mózgiem całej operacji. I po pierwszych 30 minutach akcja toczy się dwutorowo: mamy inspektora Elliotta, a także środowisko cyrkowców. Tam mamy pewne konflikty, spięcia oraz tajemnice. Tylko problem w tym, że historia kompletnie nie angażuje. Niby są próby mylenia tropów, wiele poszlak, jednak kompletnie brakuje napięcia, wątki kompletnie nieciekawe (zemsta za śmierć członka rodziny, tajemniczy Gregor, co zawsze nosi maskę oraz jego córka, pewien szantaż), zaś postacie – może poza Gregorem – są zwyczajnymi szablonami, pozbawionymi ducha oraz charakteru. Wizualnie też wydaje się taki sobie, zaś klimat kompletnie znika, a nawet muzyka wydaje się zwyczajnie sztampowa.

cyrk_strachu2

I nawet te bardziej cyrkowe fragmenty (tresowanie lwów, rzucanie nożem do tarczy – dwa razy) wydają się bardzo mechanicznie sfilmowane. A sam cyrk sprawia wrażenie niewykorzystanego potencjału. Żeby było mało, to i aktorstwo wydaje się dość sztuczne, teatralne (sceny umierania), zaś bardzo znane twarze (Christopher Lee, Klaus Kinski) nie mają tutaj zbyt wiele pola manewru, bo albo pojawiają się bardzo krótko (Kinski) albo są „pozbawieni” twarzy (Lee). Pozostali członkowie ekipy z Leo Gennem w roli inspektora policji jest zwyczajnie przeciętna, nie zapadająca w pamięć.

Niby jest cyrk, niby jest strach w tytule, ale kompletnie tego nie czuć strachu, napięcia, niepokoju. Zamiast tego jest nuda, poczucie senności oraz brak czegokolwiek ciekawego. Za takie marnotrawstwo, twórców nie powinno się dopuszczać do pracy w jakimkolwiek charakterze.

4/10

Radosław Ostrowski