Henry Barthes jest nauczycielem pojawiającym się na zastępstwie na 3 tygodnie. W nowej szkole nie jest zbyt dobrze – wyniki słabe, w dodatku grozi likwidacja. A jakby tego mało przypadkowo poznaje młodą prostytutkę Ericę, która z nim zamieszkuje.

Tony Kaye wbił się w świadomości kinomanów, dzięki „Więźniowi nienawiści”. Ale tym razem postanowił zrobić film o szkole. Ale jeśli spodziewacie się kolejnego „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”, to możecie sobie seans odpuścić. Bo reżyser nie słodzi, nie ubarwia i pokazuje szkołę jako piekło. Może trochę przesadziłem – nauczyciele są zmęczeni i/lub wypaleni, gównażeria, przepraszam młodzież jest albo rozwydrzona, rzuca mięsem, bawi się w bicie kota schowanego w plecaku i w ogóle ma w dupie, nie zależy na niczym, a rodzice – k*** kto? – w ogóle się nie pojawiają, a nawet jak ich słychać, to traktują tą instytucję jako sposób do żebrania laptopa dla dzieciaka. 100% realizmu, a paradokumentalna konwencja współtworzy tą smutną atmosferę. Nawet humor jest dość cierpki, a całość naprawdę poruszająca. Czy jest w ogóle szansa na nawiązanie dobrych relacji uczeń-nauczyciel, poza trzymaniem dystansu do siebie, bo tylko w ten sposób mogą obronić się przed porażką? W ogóle jest jakaś szansa? Tu nie ma odpowiedzi. W dodatku całość zgrabnie przeplatając ze scenami przeszłości bohatera oraz animacjami z tablicy.
W dodatku jest to fantastycznie zagrane, choć tak naprawdę przykuwa uwagę jedna osoba – Adrien Brody. Jako Barthes wydaje się interesującym nauczycielem, bo potrafi nawiązać kontakt z trudnymi uczniami, ale jednocześnie jest zdystansowany wobec wszystkiego i wszystkich. Nawet wobec umierającego dziadka, przypadkowo poznanej dziewczyny (porażająca Sami Gayle). Inni nauczyciele albo noszą maski sarkastycznych kawalarzy (James Caan), inni jak pedagog (Lucy Liu) przeżywają załamanie nerwowe, a inni zachowują obojętność (Christina Hendricks). W ogóle każdy z aktorów popisał się tworząc wyrazistą postać, nawet mając kilka minut.

Film może mało znany (powstał dwa lata temu) i nasi dystrybutorzy olali go w kinach. Może w DVD będzie miał większe szanse? Kapitalne kino, po prostu.
8/10
Radosław Ostrowski


