Sekretne życie zwierzaków domowych 2

Ze studiem Illumination mam troszkę pod górkę. Bo specami w kwestiach technicznych są i te animacje wyglądają ładnie. Problem jest z historią, która czasami potrafi chwycić (pierwsze spotkanie z Gru i Minionkami czy Sing) albo bardziej przypomina zbiór luźno powiązanych scenek (pierwsze „Minionki” czy pierwsza część tego filmu). Jak jest z kontynuacją „Sekretnego życia…”?

zwierzaki domowe2-1

W życiu Maxa i Duke’a, czyli dwóch piesełów zmieniło się wiele. Zostali kumplami, a ich właścicielka radzi sobie z nimi dobrze. Jednak pani poznaje pewnego pana, biorą ze sobą ślub, mieszkają razem. Zaś parę miesięcy pojawia się bobas o imieniu Liam. Czy ma na nazwisko Neeson? Chyba nie. 😉 Dzieciak zaczyna powoli dorastać, zaś Max czuje się za niego odpowiedzialny. I będzie go pilnował 24 na 24. Zwłaszcza, że nasi bohaterowie jadą na wieś na kilka dni. A tam wiadomo: indyki, owce, krowy, świnie – niebezpiecznie jest. Lecz nie tylko nasz pies ma pewne problemy. Bridget zostaje poproszona przez Maxa o pilnowanie pewnej zabawki (pan Bzyk), lecz daje ciała. Przedmiot trafia do mieszkania pełnego kotów. A nasz zwariowany królik przez swoją panią jest przekonany, iż jest superherosem. I zostaje wystawiony na poważną próbę udowodnienia swojej wartości.

zwierzaki domowe2-2

Czy już w tym momencie nie powinna zapalić się wam lampka ostrzegawcza? Bo twórcy popełniają dokładnie ten sam błąd, co w przypadku pierwszej części. Fabuła zaczyna się rozwadniać, a całość przypomina zbiór scenek, gdzie przeskakujemy z wątku na wątek bez ładu i składu. Niby te historie łączy pewien temat związany z odpowiedzialnością czy rodzicielstwem. Dla mnie problemem jest to, że ta historia kompletnie nie angażuje, a motywacja bohaterów to za mało, by mnie oni obchodzili. Ta obojętność powodowała, że czułem wielkie znużenie. Nawet przeniesienie akcji na wieś nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Zupełnie jakby scenarzystę poniosła fantazja, a reżyser kombinował jak to wszystko pokleić ze sobą.

zwierzaki domowe2-3

Jakby tego było mało, ani razu się nie uśmiałem. Nawet w scenach teoretycznie śmiesznych jak próba popisów królika czy zderzenia Maxa i Duke’a z życiem na wsi. Nie wiem czy to kwestia tego, że te głównie slapstikowe gagi na mnie nie działały, czy film jest po prostu adresowany dla najmłodszego widza. Kreska jest bardzo ładna, nie brakuje bardzo dynamicznych scen akcji (wyciąganie tygrysa z cyrku czy finałowa konfrontacja w pociągu). Tylko, że to nie w stanie odwrócić uwagi od prostego faktu, że druga część zwyczajnie jest niepotrzebna. Do tego jeszcze pod koniec staje się wręcz brutalna i pełna niepotrzebnej przemocy, a antagonista (właściciel cyrku Sergiej) wydaje się wzięty z zupełnie innej bajki.

Chciałbym coś dobrego napisać o drugim „Sekretnym życiu…”, ale to bardzo silny przykład tego jak twórcy nie uczą się na swoich błędach. Jeszcze bardziej jest odczuwalna nuda oraz kompletny brak pomysłu na stworzenie ciekawej, spójnej historii. Mam cichą nadzieję, że część trzecia nigdy nie postanie.

5/10

Radosław Ostrowski

Sekretne życie zwierzaków domowych

Kto z nas nie lubi zwierzątek? Nawet jeśli nie każdy je posiada, to każdy lubi na nie popatrzeć. Jedną z takich szczęściarek, co ma zwierzątko jest mieszkająca w Nowym Jorku Kate, która przygarnęła do siebie małego pieska Maxa. Jest to zwierzak oddany, lojalny i mocno przywiązany do swojej pani. Więc kiedy pojawia się Kate z nowym psem – dużym, przypakowany i kudłatym Dukem, konfrontacja wydaje się nieunikniona. Obydwa psy pakują się w tarapaty, chcąc jeden pozbyć się drugiego. I tak trafiają do kanałów, kierowani przez mszczącego się na ludziach królika Tuptusia. W tym samym czasie, zakochana w Maxie Gridget organizuje poszukiwania.

sekretne_zycie1

Illumination Entertainmnet chce udowodnić sobie – i także reszcie świata, że nie potrzebują do realizacji swoich kolejnych hitów Minionków, by odnieść sukces. Pierwszą taką próbą jest „Sekretne życie…”, które fabularnie przypomina „Toy Story”, tylko że zamiast zabawek mamy zwierzątka – psy, koty różnej maści. Pomysł prosty – pokażmy, co robią zwierzęta, gdy ich opiekunowie opuszczają dom, by pójść do pracy. Ale wszystko i tak ogranicza się do gonitw, ucieczek oraz powrocie do domu. Oczywiście, nasi antagoniści w końcu zaprzyjaźniają się i zostają kumplami. Do tego jest kilka nieoczywistych pomysłów (pudel uwielbiający ostre, metalowe granie; sokół próbujący walczyć z żądzą zabijania i szukający przyjaciela – najlepsza i najciekawsza postać), ale i tak wszystko to pozostaje pokazany w sposób ograny, przewidywalny i nudny.

sekretne_zycie2

Jeśli chodzi o zwierzaki, twórcy skupiają się przede wszystkim na kotach i psach (ze szczególnym naciskiem na to drugie), bazując na powszechnych stereotypach: pies jest oddany i lojalny, na widok piłki dostaje głupawki, a koty albo są mocno skupionymi na siebie żarłokami, albo podstępnymi cwaniakami. Potrafi to być miejscami zabawne (impreza u Dziadka), ale jest skierowana do zdecydowanie młodszego widza w wieku 6-7 lat. Same gonitwy są zrobione nawet zgrabnie, a kilka scen akcji (skrót do kanału czy bójka Bridget na moście), jednak nie byłem w stanie pozbyć się przewidywalności oraz braku zaangażowania w całą opowieść.

sekretne_zycie3

Animacja wygląda ładnie, a otwierający całość widok na Nowy Jork z przyspieszającą kamerą zapiera dech w piersiach. Także muzyka będąca mieszanką jazzu i dynamicznego, niemal barokowej akcji jest imponująca, świetnie współgrając z wydarzeniami ekranowymi. I złego słowa nie powiem o polskim dubbingu, bo jest on po prostu dobry. Aktorzy (ze szczególnym wskazaniem na Tomasza Borkowskiego i Jakuba Wieczorka) przekonująco pokazali swoje istoty, nadając im lekkiego charakteru.

sekretne_zycie4

Nie chodzi o to, że „Sekretne życie…” jest filmem słabym i nieciekawym. Po prostu to nie jest kino zaadresowane dla mnie, tylko dla początkujących swoją przygodę z kinem. Także poczucie humoru miejscami było niskich lotów (picie… wody ze spłuczki), a samo przesłanie jest wręcz łopatologiczne. Obejrzeć można i nie zaszkodzi, zwłaszcza jak się ma małe dzieci. Ale starszy kinoman poczuje się mocno rozczarowany tą nudną gonitwą. Bezczelnie zmarnowany potencjał.

5,5/10

Radosław Ostrowski