
Znajomość z tą grupą zaczęła się od jajcarskiego “Fishdicka Zwei” oraz mocniejszego “La part du diable”. Jednak poznańska grupa Acid Drinkers nie spoczywa na laurach i po dwóch latach pojawia się z autorskim materiałem. Jednak tytuł nie wróżył zbyt wiele – „25 Cents for Riff”, tanio się cenią panowie?
Błąd. Panowie z okazji 25-lecia wracają do swoich korzeni. Jest ciężko, mroczno, ostro i… melodyjnie? Choć początek (tytułowy utwór z wolnym basowym wstepem) wydaje się dziwaczny, ale dalej jest metalowo i riffowo. Inspiracji jest tutaj cała masa: od Guns’n’Roses (podrasowane „Me”, gdzie Titus śpiewa jak Axl Rose) przez Motorhead („God Hampered His Life”, które pędzi na złamanie karku, a śpiewający Jankiel ma bardzo zbliżony głos do Lemmy’ego) aż po Black Sabbath („Riot In Eden”). Nie brakuje też dość sporych zaskoczeń, jak melodyjny singiel „Don’t Drink Evil Things” pachnący southern rockiem. Riffy Popcorna i Jankiela łoją aż miło, perkusja Ślimaka nadaje tempo i łamie wszystko po drodze („Not By It’s Cover” pachnące Mastodonem m.in. z powodu nakładających się ech), a Titus śpiewa wszystko po swojemu drąc ryja po całości.
Ale jednego jestem pewny: Acid Drinkers kosi konkurencje mocno w środowisku metalowym. Jest ostro, agresywnie, jednak pojawiają się zaskakujące momenty (akustyczna ballada „My Soul’s Among the Lions” czy „Madman’s Jint” z wokalem perkusisty Ślimaka). 25 centów za riff? W tym przypadku niska cena nie oznacza słabej jakości.
8/10
Radosław Ostrowski


















