Powiedzmy, że cała fabuła skupia się na niejakim Krzyśku. Facet niedawno rozstał się z dziewczyną i razem z Michałem spędzają czas od imprezy do imprezy, od domówki do domówki. Tańczą, piją, rozmawiają o wszystkim i o niczym, a za oknami Warszawa nocą. Ten lipny dokument Michała Marczaka, chyba miał stanowić portret młodych ludzi. Miasto tętni nocnym życiem niczym niekończąca się impreza, gdzie przyglądamy się ludziom kompletnie jakby oderwanym od rzeczywistości. Bo gadają o pierdołach, czyli swoich lękach, rozważaniach nad życiem, związkach. Nie mogłem odnieść wrażenia, że słucham totalnego bełkotu oraz takich banałów, że głowa mała. Niby chcą coś osiągnąć, a nie mogłem pozbyć się wrażenia wodolejstwa i gadania kocopołów.

Marczak ogranicza się do fotografowania i obserwowania młodych ludzi, którzy… no właśnie. Dla mnie to postacie ledwo zarysowane, nijakie, skupione tylko na swoich potrzebach (Krzysiek) i gadający nudne banały (monolog na początku czy rozmowa o oddechu i 20 tysiącach papierosów), ale jednocześnie jest w tym coś, co miejscami było w stanie mnie zahipnotyzować. Tylko, co z tego wynika? Nie brakuje bezczelności, bezpruderyjnej golizny (scena z dziewczyną udającą lekarkę niczym z filmu porno), narkotyków (śladowe ilości), do tego kompletna muzyczna mieszanka pełna alternatywnych brzmień, elektroniki, dająca rytm ścinkom montażowym. Jest kilka scen kompletnie magnetyzujących (finałowy taniec na środku ulicy, gdzie jadą sobie pojazdy, a w tle grają „Żółte kalendarze” czy impreza na plaży z Caribou w tle), tylko że to się nie łączy w żadną całość. Szczątkowy scenariusz zaczyna się sypać, a liczy się tylko i wyłącznie zapis chwili, tu i teraz.

Tylko jedno pytanie siedzi w mojej głowie: dlaczego nie kupuje tej wizji świata jaką serwuje Marczak? Czemu wydaje mi się pretensjonalna, pusta i pozbawiona czegokolwiek, poza muzyką oraz stroną formalną? Bardzo mierzi mi tutaj brak scenariusza, brak jakiejś myśli związanej z tym filmem. To zdecydowanie nie moja bajka, która nie oferuje absolutnie nic. Może następnym razem się uda.

5/10
Radosław Ostrowski
